Data ukończenia: 3 listopada 2014
Data utworzenia recenzji: 11 listopada 2014
Recenzja:
Myślę, że każdy się tego spodziewał. Komplet: ascetyczna okładka "Towarzyszki...", same nazwisko i być może wścibstwo polityczne u tych bardziej podnieconych czytelników sprawił, że książka sprzedała się w wystarczającym nakładzie. Powstał, więc sequel, który żartobliwie sama Jaruzelska nazwała "Towarzyszka Panienka II".
Sequele dzielę na dwa typy: "Terminator 2" i "Ucieczka z Los Angeles". Pierwszy to doskonałość w każdym calu - nikt jej nie oczekiwał, ale jak dostał to był zakochany. Drugi typ, to taki reżyserski ""nie chcem, ale muszem", gdzie zarówno twórca, jak i widz, nie spodziewali się niczego zajebistego, a obraz okazał się gorszy niż obstawiali.
Niestety, druga książka Moniki Jaruzelskiej, to taki naciągany sequel. Już na samym wstępie autorka pokazała, czego się obawia w kontynuacji. A cały problem polega na tym, że słowo "kontynuacja" to klucz w tej recenzji.
Autorka starała się, jak mogła, ale nie miała pomysłu, co w niej zawrzeć. Sam tytuł, "Rodzina", wydaje mi się dopisany w ostatnim momencie, gdy okazało się, że tych treści jest w niej najwięcej. Sama skarży się, że terminy i wydawca gonią ją. Oczywiście wszystko to pisane jest żartem, ale przypominają mi się lekcje plastyki w podstawówce, gdzie ulubionym powiedzonkiem dzieci łaknących szczypty pochlebstwa było stwierdzenie: "wiem, że brzydko namalowałem...".
W poprzedniej recenzji pisałem, że podoba mi się podejście autorki do polityki. W "Towarzyszce..." zgrabnie omijała tematy, które mogłyby wprowadzić za dużo nerwów. W tym tomie, nie widzę już tego opanowania. Gdzieś tam zawsze pojawi się komentarz, który będąc zgodny, czy nie z Waszymi poglądami - po prostu płocho waniajet.
A gdzie ta cała "rodzina"? Autorka opisuje nam rozdział po rozdziale, jak nie ma czasu przeprowadzić wywiadu z rodzicami. Po czym następuje punkt kulminacyjny (ten wywiad), a w nim nic ciekawego...
Książka wymuszona, ale dobra. Szybko się czyta i przyjemnie, nie mogę ocenić negatywnie kunsztu Jaruzelskiej. Ale jeśli to, co pisała autorka o wydawnictwie ("oczywiście" żartobliwie) jest prawdą, to już wiem, kto tu jest najbardziej winny. Dobrze czytający się średniak, ale na trzecią książkę proponowałbym zmienić formułę, która tutaj okazała się mizerna.





