środa, 1 września 2010

Ian Fleming - Casino Royale



Data ukończenia: 26 stycznia 2009

Data utworzenia recenzji: 26 stycznia 2009
 
Recenzja:
 
Długo nie mogłem się przełamać, żeby obejrzeć którykolwiek film z Bondem. Jednym z nielicznych był Goldeneye, dzięki ówczesnemu pianiu nad naszą aktorką, która stała się "przedmiotem" Bonda. Dopiero kontrowersje związane z "Casino Royale" podłechtały moją chęć zobaczenia wszystkiego od początku... i będąc kilka lat po dwudziestce zrozumiałem, że chyba zbyt surowo oceniałem całą tę bondomanię. Tak jak większość przeciwników Bonda, nie obejrzałem żadnego z nich przed wystawieniem negatywnej opinii. I niestety/stety wchłonęlo mnie. "Casino Royale" był dla mnie fantastycznym filmem. Co poniedziałek siedzę na TVP1 i oglądam kolejną nieznaną mi wczesniej historyjkę. Sięgnąłem więc po książkę.
 
"Casino Royale", obok "Operacji Piorun" i "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości", jest moim ulubionym filmem i ogladalem go juz tyle razy, że książka szczerze powiedziawszy nie była już na tyle ciekawa jeśli chodzi o fabułę (nie dostarczała wielu nowych faktów). Samą książkę podzieliłbym na dwie części. Pierwsza, która opowiada o grze w karty (fantastycznie, a zarazem bardzo prosto opisana, przez co dynamizmu podczas siedzenia przy zielonym stole nie brakuje), kończąca się już na słynnych torturach.
 
Druga część niestety już nie jest taka ciekawa, sceny "romansowe" opisane są w bardzo męski sposób. I to jeszcze tak prosto napisane, że nie dostarczają żadnego erotyzmu, ani nic z tych rzeczy. Raczej w seksistowki sposób pokazują gdzie jest miejsce kobiety, w tak wysokich sferach to nawet nie przy garach, a tylko w łóżku.
 
James Bond książkowy różni się od jakiegokolwiek Bonda, jakiego widziałem w filmie. To sukinsyn, który po zakończeniu zadania ma ochotę na niezłą jazdę w wyrze. Kapitalnie jest za to opisany sposób myślenia, można go nie lubić za przekonania, ale wyjaśnienia ma często nawet całkiem sensowne i w niektórych aspektach życia, aż chce się przyklasnąć pewnym rozwiązaniom.
 
Nie zmienia to faktu, że książka jest krótka, prosta, a wręcz infantylnie napisana. To taki Dan Brown tamtych czasów - jeden szablon, a 14 książek. W sumie zgadzam się z posłowiem dodanym do książki, że Fleming chciałby być taki jak Bond, a przez większość życia był "kobietą Bonda".
 
 
Opinia po półtorej roku:
 
Po przeczytaniu łącznie 10 tomów przygód Jamesa Bonda inaczej podchodzi się do tej książki. Inaczej też oceniam samego Iana Fleminga.
 
Niedawno zakończyłem powieść "Szpieg, który mnie kochał" i wracając do starych recenzji widzę, że "Casino Royale" zostało przeze mnie bardzo surowo ocenione. Dziś już nie zgadzam się z posłowiem. Ba! Nawet uważam, że osoba, która to spłodziła mogła nie czytać pozostałych książek, jak i również nie za bardzo wiedziała kim był Ian Fleming. Wiele krytyki na tego autora się wylewa: że nic nie robił podczas II wojny światowej, że nigdy nie brał udziału w żadnej akcji bojowej itp. Przestudiowałem jego biografie i człowiek ma czego żałować, ale nie musi się wstydzić. To co robił było częścią jego zadania. 
 
Jedyną rzeczą do jakiej mógłbym się przyczepić to seksizm. Chociaż nigdy więcej nie trafiło mu się opisać związku w taki sposób, jak stało się to właśnie w "Casino Royale". W żadnym innym tomie nie było tak mocno nakreślone uprzedmiotowienie kobiet. Scena "miłosna" jest słaba i nużąca. Więcej erotyzmu czuć chociażby w "Operacji Piorun", czy "Dr. No". Nie widzę więc sensu, by tworzyć taki niezbyt pociągający związek między mężczyzną, a kobietą, gdy brakuje w nim jakiejś esencji - pieprzu. Wysiłek poszedł na marne.
 
Innym słowem, które zmieniłbym teraz w swojej recenzji, to "infantylne". Powieść nie jest wcale infantylnie napisana. Jest to historia stworzona przez dziennikarza, bardzo surowo i w stylu 'noir'. W całej serii jest to jedyny tom, gdzie w taki sposób fabuła została przedstawiona. Niekoniecznie musi się wszystkim podobać, ale "Casino Royale" uznawane jest za klasykę w swojej dziedzinie.
 
Czy jest warta przeczytania? Są przyjemniejsze części. Sam byłem zachwycony "Casino Royale", dopóki nie zaczęły się romansowe momenty, które były zbyt słabe, żeby w jakikolwiek sposób zwrócić moją uwagę. Z drugiej strony to nie od filmów, a właśnie od książek zaczęło się na poważnie moje zainteresowanie 007, które już prawie dwa lata się ciągnie. Tytuł ten stawiam zawsze na granicy między słabymi, a tymi dobrymi częściami i właśnie z tego powodu daję etykietę "warte przeczytania".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...