czwartek, 5 kwietnia 2012

Howard E. Wasdin, Stephen Templin - Snajper. Opowieść komandosa Seal Team Six


Data ukończenia: 31 marca 2012

Data utworzenia recenzji: 5 kwietnia 2012

Recenzja:

Są pewne gatunki książek, które omijam szerokim łukiem. Są to biografie, książki historyczne i polityczne, poezja i większość reportaży. Większość podobnych sytuacji mam na co dzień, więc nie muszę jeszcze w wolnym czasie doszarzać sobie życia.

Gdy widziałem całą tę manię na "Snajpera", wywiady i podniecanie się komandosami po zabiciu Osamy, wiedziałem jedno. Nie przeczytam tego, bo mnie to zupełnie nie interesuje. Jeszcze ta okładka, żywcem wzięta z jakiegoś Rainbow Six'a, bardziej straszy niż przyciąga do siebie.

Ale za wyniki w pracy otrzymałem nagrodę w postaci książki Wasdina. Pewnie wyglądam na kogoś, kogo bardzo pociągają takie rzeczy. Prawda jest taka, że moja fascynacja wojskiem minęła chwilę po tym, jak pierwszy raz przeszedłem przez bramę koszar w 2007 roku. Od tego momentu nie jaram się tak bardzo na widok broni, czołgów i samochodów. Pewnie różnica polega na tym, że byłem i widziałem...

No to zaczynam czytać. Mamy tu bitego przez ojczyma chłopca, który dzięki temu jest twardy, jak skała. Wyśmienicie pływa, biega, skacze i kuca. Pierwsze rozdziały to też szkolenia przez jakie młody Howard przechodzi. Kursy te są rzeczywiście bardzo ciężkie, ale nasz główny bohater wychodzi zawsze, jak nie zwycięzcą to minimum w grupie zwycięzców.

Właśnie tego się obawiałem. Żołnierz, który wiele osiągnął, gada i gada, jaki to on nie jest wspaniały. Pomógł mu w tym Templin, który spisał wszystkie te przemyślenia. Obawa tyczyła się nie tylko przechwałek, ale także umiejętności pisarskich wojaka. Nie wiem, czy to zasługa autora numer jeden czy dwa, ale oprócz tych bałwochwalczych tekstów rzeczywiście dobrze się czyta.

Ale zaraz, zaraz. Słuchajcie tego! W którymśtam epizodzie życia Wasdina zaszła pewna akcja. Faceci wzięli kota, wrzucili go do walizki i postawili ją na trawie obok szosy. I jedzie sobie rodzinka. Zatrzymują się i zabierają nieswoją torbę, nie wiedząc o dodatkowym pasażerze. Odjeżdżają, ale nie daleko! Chcąc sprawdzić, jakie to trofea się im trafiły, przerazili się znajdującym się w środku kociakiem. Zatrzymali samochód i wyrzucili walizkę. Howard i przyjaciele, schowani w krzakach, parsknęli potężnym, wojowniczym śmiechem. Ktoś normalny mógłby rzec, że to kawał sukinsyństwa. Ale! Hola, hola! To książka dla prawdziwych chłopaczków. Ta akcja wyćwiczyła w Howardzie umiejętność... obserwacji! Tak to sobie wytłumaczył!

Ogólnie kwestia zwierząt w tej książce jest mocno poruszana, ale osoby o słabszych nerwach mogą zejść podczas czytania niektórych scen. Kaleczenie kóz i szybkie ich "reperowanie", rzeczywiście może być świetnym treningiem. Ale zniesmaczyły mnie strasznie sceny zabijania szczurów. Nie chodziło tam o likwidowanie szkodników, ale o zabawę. Wymyślanie pułapek na łase szczury, które łapano w pudełko, by później, za pomocą wojskowego buta - miażdżyć... Ubaw po pachy...

Te dwie sytuacje, z kotem i szczurami, pokazują, z kim mamy mniej więcej do czynienia. Takie fakty, nawet, jak lubi się to robić, zostawia się wyłącznie sobie. Nie siadasz do pisania i nie wchodzisz w szczegóły, ile się razy masturbujesz dziennie. Jeśli takimi rzeczami się nie chwalisz, to zabijanie zwierząt jest gorsze od tego co pominąłeś i tym też się nie afiszujesz. I nie wymyślasz bzdurnych teorii, żebyś nie czuł wstydu. Po prostu pomiń to! Miałem czytać o najlepszym snajperze, a nie o młokosie-żołnierzu...

I już miałem dosyć przechwałek, i głupich historyjek wziętych spod klatki byle jakiego blokowiska. Irytacja mnie wzięła, ale brnąłem dalej. Całe szczęście, bo pojawiła się w końcu Somalia.W rzeczywistości była to jedna wielka tragedia, ale dla tej książki było to wybawienie!

Od tego momentu historię czyta się świetnie. Są komandosi, są cywile, ciemiężeni ludzie, akcja, wystrzały, zdrada i trupy. Gdy Howard dostaje kulę w nogę zmienia się jego nastawienie, okazuje się, że nie jest takim bogiem, jakim siebie wyobrażał. Później przychodzą konsekwencje takiego postrzału, depresja, wyobcowanie, problemy ze zdrowiem, akceptacją, rozpad rodziny i trudności ze znalezieniem pracy. 

Dopiero od momentu bitwy w Mogadiszu Howard zmienia się w osobę, której może być żal. Człowiek, który czuje się oszukany przez państwo, Clintona i cały system. Pokazuje, że nieważne, jak dobrym się jest żołnierzem, wojna to syf, która zabija nie tylko słupki poparcia, ale przede wszystkim ludzkie życie.

Byłem sceptycznie nastawiony, sam autor w trakcie czytania pomagał mi wynudzać się książką. Jeśli jest się w SEAL Team Six, wiadomo, że jest się najlepszym. Bez dwóch zdań. Cała książka dobrze pokazuje, jak z młodego boga można zostać kaleką w społeczeństwie, więc cofam swoje zarzuty. Jest tak dobrze napisaną książką, że nie spodziewałem się takiej zmiany w głównym bohaterze, zwłaszcza, że jest również autorem. Rzadko czytam tego typu literaturę, ale po tej pozycji, obiecuję sobie, że bardziej będę się przyglądał bestsellerom wydawanym w tym gatunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...