niedziela, 5 grudnia 2010

Ian Fleming - Żyje się tylko dwa razy

Data ukończenia: 1 grudnia 2010

Data utworzenia recenzji: 5 grudnia 2010

Recenzja:

Gdy obejrzałem pierwszy raz film, byłem zadowolony. Z biegiem czasu znajdowałem jednak coraz więcej rzeczy do krytykowania scenariusza napisanego przez Roalda Dahla. Cała fabuła została mocno zmieniona i z pierwowzoru ostała się jedynie Japonia, Blofeld i poszczególne postacie. Nadal zaliczam ten film do mojej ulubionej szóstki, ale jest w tym pewien skrót myślowy - łatwiej powiedzieć: "jestem fanem pierwszych sześciu filmów o Bondzie", niż: "jestem fanem pierwszych czterech, a potem szóstego filmu". Ekonomiczniej i zdrowiej.

Jest to ostatnia powieść wydana przez Fleminga za swego żywota. Zarazem jest to zwieńczenie Trylogii Blofelda. Wiele czytałem opinii na temat "Żyje się tylko dwa razy", które zarzucały autorowi odejście od pewnej konwencji. Dużo jest tu opisów przyrody, kultury, historii Japonii. Warto przypomnieć, że są to opinie dzisiejsze na temat książki, która została napisana po II wojnie światowej o powojennej Japonii, gdzie kurtyna została odsłonięta. Fleming przed śmiercią zaczął wiele podróżować, a jedną z ciekawszych obcych cywilizacji była japońska. Stąd właśnie zaczerpnął pomysł zapełnienia stron swojej nowej powieści charakterystyką tego zakątka świata.

I jeszcze przed przeczytaniem książki, wiedziałem, że będzie mnie to mocno irytowało. Uważam, że każdy w swoim życiu ma okres większego lub mniejszego zafascynowania kulturą azjatycką. Ja byłem mocno wsiąknięty, ale przeszło mi. I na sam dźwięk japońskiego języka, mody, filmów, mangi i anime, strasznie zaczyna mnie mdlić. Pewnie jest to jakiegoś rodzaju stetryczenie rozsiane, ale trwa to pewnie z dziesięć lat, albo i dekadę, potem się to unormuje. Tak czy inaczej przede mną było jakieś 230 stron kultury japońskiej i prawdopodobnie mało akcji.

W praniu okazało się, że nie jest wcale tak źle. Znalazło się wiele ciekawych informacji, których nigdzie wcześniej nie słyszałem. Chyba jedną z tych najbardziej szokujących, to zdolność ukrycia swoich jąder za kość miednicy. No, ale tego typu ciekawostki, łącznie z haiku, tanka i fugu stanowiły prawie 3/4 książki. Jednak czuło się jakąś świeżość czytając flemingową wizję Japonii. Czasem jednak zdarzało się zapomnieć w czym się uczestniczy. Wszystkie rozmowy i opisy rytuałów powodują, że czyta się to jak jakiś ciekawy przewodnik lub dzienniki z podróży. Gdy w końcu raz na rozdział padną magiczne słowa "James" i "Bond" pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy, to: "hmm, nielicha historia". Jednak jest to w jakimś sensie na plus. Bonda w tym mało, ale dobrze się bawiłem, zwłaszcza, że podejście Jamesa do Kraju Kwitnącej Wiśni jest szydercze.

Jeszcze zanim przejdę do fabuły to mam zamiar wspomnieć o pewnych niuansach. Gdy Fleming pisał "W tajnej służbie...", to postarał się dopasować Bonda do wizerunku Sean'a. Właśnie w tej części można było się dowiedzieć, że James jest szkotem. A wsród gości w Piz Gloria siedziała Ursula Andress, odtwórczyni głównej kobiecej roli w "Doktorze No". W "Żyje się tylko dwa razy" można zaobserwować flirt Bonda z Moneypenny. No, no. Fleming zaczął czerpać mocno z filmów. Od samego początku postać ta, przynajmniej duchowo, jest w serii, ale tym razem można przeczytać jej słowa, nielicha historia!

Przejdę do fabuły. Akcja dzieje się kilka miesięcy po tragicznej śmierci żony z poprzedniego tomu. Bond to człowiek złamany, partaczący każdą robotę, jaką dostaje. Nie może się pogodzić i wstać na równe nogi. Wielka Brytania traci swego najlepszego agenta. M, który pragnie wyrwać Bonda z marazmu i przygnębienia, rzuca go w niemożliwą misję do wykonania. Bo niemożliwość dyscyplinuje ciało i umysł osoby, która nie wie, że to zadanie nie do wykonania. Awans z 007 na 7777, a misja typowo dyplomatyczna. Przekonanie agenta japońskiej tajnej służby Koan-Chosa-Kyoka, niejakiego Tygrysa Tanaki, do podzielenia się maszyną szyfrującą Magic 44.

W świecie nie ma nic za darmo. Bondo-san otrzyma urządzenie, jeśli wypełni misję dla japońskiego rządu. Pozbędzie się ogrodów śmierci doktora Guntrama Shatterhanda. Ten gaijin założył ogród botaniczny, w którym rosną same trujące rośliny. Ponieważ akcja dzieje się w Japonii, nie brakuje tutaj samobójców, którzy wykorzystują bardzo nowoczesny środek lokomocji na tamten świat. Misją Bonda, jest zlikwidowanie doktora. Ten zaś, to nie kto inny, jak... To ostatnia część Trylogii Blofelda, więc nasz polski Hanibal Lecter.

Sama infiltracja ogrodu przypominała mi Metal Gear Solid, klimat jest prawie identyczny. Po raz pierwszy ma się wrażenie, że Bond rzeczywiście jest szpiegiem. Ukrywa się w pomieszczeniach, śpi pod workami i ogólnie knuje. Jednak to co najbardziej mi się podobało to horror, jaki odkrywa w tym miejscu. Chyba po raz pierwszy w życiu, czytając książkę, miałem ciarki na plecach. Fleming świetnie opisuje okrucieństwo i tragedię, jaka się odgrywa w ogrodzie.

Biorąc pod uwagę, że jest to kolejny eksperyment autora, muszę przyznać, że facet nie przynudza. Zawsze ma coś ciekawego do przekazania. Książka jest świetna, zastanawiam się czy nie najlepsza z serii. Oczywiście na początku mnie irytowała, ale w żadnej innej części nie pokazano tak mocno psychicznej strony Bonda. Gdzie czuje się, że to zwykły człowiek. Można go złamać i uczłowieczyć, poprzez zabicie ukochanej osoby. Ale, jak sam Fleming pisze:

Żyjesz tylko dwa razy:
kiedy się rodzisz
i kiedy w twarz spoglądasz śmierci.

A na sam koniec o końcówce. Po "W tajnej służbie..." i jej tragicznym zakończeniu śmiercią Tracy, nie wyobrażałem sobie, że można zrobić smutniejsze zakończenie. Próba identyfikacji własnega "ja", okazała się bardziej łzawa niż zabójstwo ukochanej.

I takie właśnie powinno być zakończenie kilkunasto tomowej serii. Aktor odwraca się do kamery. Seksowna, męska łza spływa po zarośniętym policzku. Sylwetka kierująca się w stronę zachodu słońca. Kurtyna. Ostatnia kropka autora w arcydziele i rychła śmierć. Przyciemnienie. Za udział wzięli. Koniec. Kurtyna.

Powinno! Ale po jego śmierci wydano "Człowieka ze złotym pistoletem"!

1 komentarz:

  1. Po przeczytaniu tak ciekawie i schludnie napisanej recenzji człowiek nabiera ochoty na czytanie ;). Tak trzymaj!!!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...