sobota, 2 lutego 2013

Jeffery Deaver - Carte Blanche















Data ukończenia: 20 stycznia 2013

Data utworzenia recenzji: 2 lutego 2013

Recenzja:

Śmierć Iana Fleminga przyniosła nam nie tylko kasowe filmy, ale natłok gadżetów z 007. Zegarki, koszulki, samochody, czy ostatnio lakiery do paznokci, dzięki czemu możemy wyglądać, jak Severine ze "Skyfall". Jednak większość tych przedmiotów wiąże się bardziej z filmem. Co pozostało po książkach? Jeśli ktoś myśli, że nikt nie zarobił, przez tyle lat, na jego powieściach - jest w błędzie. Kapitalizm i dziedzictwo, wzięły sprawę w swoje ręce.

Ian Fleming Publications Ltd. po śmierci swego mistrza zakonu, skupiło się na szukaniu zastępstwa dla osieroconego agenta 007. Fleming nie zakończył serii, w taki sposób, jak chciał to zrobić w "Pozdrowieniach z Rosji". Nie zakończył też tak, jakbym tego ja chciał, w "Żyje się tylko dwa razy". Forsa nie śmierdzi, dzięki czemu oprócz 14 oficjalnych książek Iana, mamy też około czterdziestu dodatkowych powieści + kilka opowiadań. I liczę tutaj wyłącznie OFICJALNE książki, które dzieją się w uniwersum Bonda.

Wśród autorów przewinęli się między innymi: John Gardner, Kingsley Amis i Raymond Benson (polskiemu czytelnikowi kojarzący się pewnie z nowelizacją Hitmana). Nie ma co ukrywać, książki nie zawsze były na dobrym poziomie. Często jeden autor wprowadzał takie elementy, które drugi zaraz musiał resetować. Z tego powodu większość tych serii nie jest kanoniczna ze sobą, a jedynie z oryginalnym nurtem Fleminga (co przypomina też inną serię filmową - Godzillę). Ale tymi starszymi tytułami zajmę się następnym razem, a mam dużo na ich temat do powiedzenia.

Jeffery Deaver, to pisarz, który dostał nagrodę Ian Fleming Steel Dagger Award. Przez co rzucił się w oczy Ian Fleming Publications Ltd. Facet najbardziej znany z książki "Kolekcjoner kości", która bardziej jest znana jako film z Angeliną Jolie (ja nie widziałem filmu, ani autora nie kojarzę). Deaver jest fanem książkowego Bonda i z chęcią przyjął propozycję pisania "jako Ian Fleming". Premiera światowa miała odbyć się w sto trzecią rocznicę urodzin autora 007.

Deaver odświeżył nieco biografię agenta. Pokrywa się mocno z tą, która została stworzona na potrzeby Daniela Craiga. Nie jest już weteranem II wojny światowej, nowy Bond brał udział w akcjach w Afganistanie. Wszedł XXI wiek i James Bond nie może biegać z osteoporozą. Nie jest już w MI6, tylko w ODG (Zespół Rozwoju Zagranicznego), dostaje świetną komórkę i korzysta z komputerów z dostępem do internetu. Kto mu teraz podskoczy?

Ponieważ seria została całkowicie wyzerowana, tak i tutaj w książce mamy nową wersję przyjęcie Bonda do służb. Zmieniają się wrogowie i ich zdolności. Dużo aluzji do współczesności: więzienia dla terrorystów w Polsce, Hermiona i Harry Potter. Główny bohater przemierza Serbię, Dubaj i Kapsztad z powodu pewnego smsa, który traktował o śmierci tysiąca osób. Sprawa się komplikuje na tyle, że w pewnym momencie, rozwiązywane są cztery oddzielne sprawy w fabule jednej książki.

Arcyłotrzy tej powieści, to pewien Irlandczyk (inżynier, kaczkowaty chód, typowy geek), Severan Hydt (facet, który rozkoszuje się rozkładem; ma własną kobietę, która jest dużo starsza od niego, dzięki czemu może oglądać jej plamy wątrobowe, problemy skórne; kocha widok gnijących trupów itp.) i... brytyjska biurokracja. Zwłaszcza ta ostatnia, daje niezłego kopa fabule w najbardziej kluczowych momentach (James Bond np. nie ma prawa używania broni na terenie Wielkiej Brytanii).

Z początku niestety książka mnie nie przekonała do siebie. Czuć, że pisze ją amerykański pisarz, który Bonda nie rozumie tak, jak Fleming. To jest książka akcji, którą wiernie można zekranizować i to będzie bardzo dobry film sensacyjny. Bond nie jest taki kompleksowy, jak w oryginalnych książkach. Jest zabójcą, ma swoje miłosne rozterki, ale nie jest to tak dobrze napisane, jak u twórcy. Sama fabuła jest stworzona tak, jakby to zrobił Dan Brown w "Kodzie Leonarda..." lub w "Aniołach i demonach". Nie obserwujemy wyłącznie poczynań głównego bohatera, ale także każdej innej drugoplanowej postaci. Rozdziały, co chwila zaskakują, a w następnym (patrząc z punktu widzenia innego bohatera) jest podana na tacy historia z wytłumaczeniem, jakim cudem doszło do tej czynności z poprzedniego. I byłem zawiedziony, bo nie na takiego Bonda czekałem. Wyglądało to niestety tak, jakby Deaver dostał propozycję napisania książki o agencie 007, podszedł do szuflady i wyciągnął gotowy wydruk, gdzie pozmieniał imię i nazwisko na Jimbo (rogeroumory się mnie nadal nie trzymają).

Ale po setnej stronie okazało się, że nie mogę się oderwać od tej historii. Jest rewelacyjna! Nie jest to Bond, jakiego pokochałem, ale sama książka jest bardzo dobrze napisana. Idealny na dzisiejsze czasy, bo kto dziś z własnej woli sięgnie po stetryczałe powieści Fleminga? A oto jest, "Carte Blanche", podobał Ci się Dan Brown - polubisz Deavera. Jest to dla mnie idealny kandydat na to, żeby przejął pałeczkę na dłużej, dzięki czemu książkowa seria mogłaby nieco odżyć i stanąć na nogi. Widzę go, jako zastępcę Iana Fleminga na kilka najbliższych lat.

Niestety. Moja opinia jest pozytywna, ale zdania krytyków są podzielone. Zresztą od jakiegoś czasu jest zasada, że dany autor jest zatrudniany jednorazowo. W 2013 roku pojawi się nowa książka o Bondzie, ale autorem został już oficjalnie William Boyd, a 007 wróci z powrotem do lat sześćdziesiątych. Jak widać z powieściami jest jak z filmami. A może to i dobrze, zawsze jest szansa, że czymś nowym zaskoczą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...