Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1001 książek które musisz przeczytać. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1001 książek które musisz przeczytać. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 października 2015

Alan Moore - Strażnicy
















Data ukończenia: 28 maja 2015

Data utworzenia recenzji: 25 października 2015

Recenzja:

Rorschach's journ...

Nie, nie. Postaram się nie robić standardowej recenzji, z przeklejonym na początku wpisem z dziennika Rorschacha. Pierwszy raz mam możliwość powiedzieć, że w końcu na naszym rynku jest książka/komiks, który od dawna powinien być dostępny większemu gronu (podobnie, jak było z "Szatańskimi wersetami"). Po X latach można kupić świetne wydanie "Strażników" za mniej niż 300zł (taką cenę osiągał twór Moore'a jeszcze rok temu na Allegro).

Po śmierci TM-Semic i mojej ulubionej grupy X-Men, bardzo ciężko było mi się odnaleźć w rynku komiksowym. Przez chwilę wydawano Dobry Komiks, sam złapałem "Kaznodzieję", a później przeczytałęm kilkadziesiąt tomów "Dragon Ball". Na tym się zakończyło moje zbieranie komiksów, chociaż do dziś nie mogę sobie wybaczyć przegapienia serii "Władcy chmielu".

Tak było do 2009 roku, kiedy to zobaczyłem plakat "Watchmen" - filmu na podstawie kultowego komiksu Alana Moore'a. Co to za kultowość i kim jest pan Moore? Pamiętam, jak wróciłem do domu po uczelni i ściągnąłem sobie trzy tomy o superbohaterach, żeby zatopić się w tej podobno świetnej historii.

Zaraz? Trzy tomy o superbohaterach? X-Men leci od lat sześćdziesiątych i ma już niezliczone ilości odcinków. Jak "Watchmen" w stosunkowo krótkiej historii może doprowadzić do kultowości? Na tym polega magia Moore'a. Nie moce, nie walka, a fabuła trzyma w napięciu do ostatniego obrazka komiksu.

Komediant z grupy zwalczającej zło. zwanej Strażnikami, zostaje wyrzucony przez okno w swoim mieszkaniu. Śmierć na miejscu. Kto zabił emerytowanego badassa, i czy innych członków rozwiązanej organizacji czeka jego los próbuje się dowiedzieć Rorschach, najbardziej prawicowa postać z jaką spędzicie czas przez następne 12 epizodów (i będziecie jej kibicować, pomimo lewackiego serca).

Całość rozgrywa się w alternatywnej historii USA, gdzie dzięki zdolnościom niektórych Strażników można było wygrać wojnę w Wietnamie, a pewne okoliczności doprowadziły do tego, że Deep Throat nie ujawnił afery Watergate. Mamy dzięki temu Nixona, który ubiega się już o trzecią kadencję.

Każdy z 12 epizodów wieńczony jest reminiscencją. Wydruk z książki jednego z superbohaterów, który ujawnia wesołe i przykre momenty grupy; wywiady z najmądrzejszym człowiekiem świata Adrianem Veidt'em; czy teczka policyjna Rorschacha. Całość buduje uniwersum, w którym żyjesz przez kilkaset stron. Jest własna subkultura, urządzenia, reklamy, komiksy. Świat żyje.

Ale najciekawszą postacią jest Alan Moore. który jest niczym bardziej popularny dziś George R. Martin. Twórca "Watchmen" chciał wykorzystać bohaterów z Charleston Comics (które zostało wykupione przez DC Comics), jednak obchodziłby się z nimi bardzo surowo. Śmierć tych bohaterów oznaczałaby brak możliwości na kontynuację. Mądre głowy z DC Comics dały Moore'owi wolną rękę do stworzenia swoich alternatywnych postaci. Efekt jest świetny.

Mógłbym pisać o tym godzinami, ale najlepszą rekomendacją jest uznanie w książce "1001 książek, które musisz przeczytać", oraz nawoływania mojego pięćdziesięcioletniego taty, który bardzo prosił mojego brata i mnie byśmy ciszej rozmawiali, bo nie chce żadnych spoilerów, a jest w trakcie czytania.

Polecam też film, który obok "300", jest najwierniejszą adaptacją komiksu w historii kina, a scenariusz pisał David Hayter - Solid Snake.

Jeszcze nie przekonani? Zapraszam do linków:


środa, 7 sierpnia 2013

Peter Boxall - 1001 książek, które musisz przeczytać














Data ukończenia: 7 sierpnia 2013

Data utworzenia recenzji: 7 sierpnia 2013

Recenzja:

11 listopada 2010 roku otrzymałem na imieniny książkę "1001 książek, które musisz przeczytać". Upragnioną! Gdy zobaczyłem te tomiszcze, stwierdziłem, że najlepiej będzie systematycznie rozkoszować się tą pozycją. Przez ostatnie 1001 dni czytałem po jednym tytule dziennie. Co po tylu dniach można powiedzieć o takiej książce?

Niestety. Żadnych słodkich popierdywanek tu nie będzie. Peter Boxall zatrudnił multum "znafców" do stworzenia takiej listy i poprosił ich o komentarz. Wszystko jest zgodne z moim ulubionym tekstem: "Krytyk i eunuch z jednej są parafii - obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi". Wypociny tej śmietanki działają dobrze na walkę z zatwardzeniem, tak bezsensownych recenzji/opinii książek nie widziałem nawet w czasopismach poświęconym tej tematyce. Wyniosłe słowa, wyrazy, których w słowniku nie ujrzysz itp. itd. Zdaję sobie sprawę, że to może być wina tłumaczy, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że aż tyle wysiłku wkładali, by wymyślać, co bardziej wyszukane słownictwo.

Nie dość, że kiepsko napisane, to jeszcze opisy zupełnie nic nie wnoszą. Z tego skrawka często nie mogłem wywnioskować o czym jest dany tytuł. Ale to jeszcze nic! Często zdarza się, że zachęcają do książki i sami zdradzają zakończenie... 

Darować sobie książkę. 100 złotych przekazać na dzieci z TVNu. Listę ściągnąć z internetu. Wszyscy skorzystają, oprócz mafii książkowej, która podpisuje się pod takim gniotem.


Tytuły, którymi jestem/byłem w trakcie czytania zainteresowany:

001. Shi Naian, Luo Guanzhong - Opowieści znad brzegów rzeki;
002. Apulejusz z Madury w Afryce (Lucius Apuleius) - Metamorfozy albo Złoty Osioł;
003. Francois Rabelais - Gargantua i Pantagruel;
004. Wu Cheng'en - Małpa. Wędrówka na Zachód;
005. Miguel de Cervantes Saavedra - Don Kichot;
006. Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Crusoe;
007. Bernal Diaz del Castillo - Prawdziwa historia podboju Nowej Hiszpanii;
008. Jonathan Swift - Podróże Guliwera;
009. Jonathan Swift - Skromna propozycja;
010. John Cleland - Pamiętniki Fanny Hill;
011. Wolter - Kandyd;
012. Horace Walpol - Zamczysko w Otranto;
013. Laurence Stern - Podróż sentymentalna;
014. Tobias George Smollett - Wyprawa Onufrego Clinkera;
015. Markiz de Sade - 120 dni Sodomy;
016. Markiz de Sade - Justyna, czyli Nieszczęścia cnoty;
017. Cao Xueqin - Sen czerwonego pałacu;
018. Ann Radcliffe - Tajemnice zamku Udolpho;
019. Matthew Gregory Lewis - Mnich;
020. Denis Diderot - Kubuś Fatalista i jego Pan;
021. Denis Diderot - Zakonnica;
022. Heinrich von Kleist - Michael Kohlhaas;
023. Mary Wollstonecraft Shelley - Frankenstein;
024. Ernst Theodor Amadeus Hoffman - Kota Mruczysława poglądy na życie;
026. Charles Dickens - Oliver Twist;
027. Edgar Allan Poe - Upadek domu Usherów;
028. Mikołaj Gogol - Martwe dusze;
029. Edgar Allan Poe - Studnia i wahadło;
030. Aleksander Dumas - Trzej muszkieterowie;
031. Domingo Faustino Sarmiento - Facundo;
032. Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo;
033. Harriet Beecher Stowe - Chata wuja Toma;
034. Elizabeth Gaskell - Panie z Cranford;
035. Elizabeth Gaskell - Północ-Południe;
036. Charles Dickens- Wielkie nadzieje;
037. Victor Hugo - Nędznicy;
038. Charles Kingsley - Wodne dzieci;
039. Lewis Carroll - Przygody Alicji w Krainie Czarów;
040. Fiodor Dostojewski - Zbrodnia i kara;
041. William Wilkie Collins - Kamień księżycowy;
042. Louisa May Alcott - Małe kobietki;
043. Hrabia de Lautreamont - Pieśni Maldora;
044. Lewis Carroll - Alicja po drugiej stronie lustra;
045. Samuel Butler - Erewhon;
046. Juan Valera - Pepita Jimenez;
047. Jose Maria Eca de Querios - Grzech księdza Amaro;
048. Jose Hernandez - Martin Fierro;
049. Robert Louis Stevenson - Wyspa skarbów;
050. Mark Twain - Przygody Hucka Finna;
051. H. Rider Haggard - Kopalnie króla Salomona;
052. Robert Louis Stevenson - Doktor Jekyll i pan Hyde;
053. Knut Hamsun - Głód;
054. Oscar Wilde - Portret Doriana Graya;
055. Joris-Karl Huysmans - La-bas;
056. Selma Lagerlof - Gosta Berlingl
057. George Robert Gissing - New Grub Street;
058. Arthur Conan Doyle - Przygody Sherlocka Holmesa;
059. George i Weedon Grossmith - Diary of a Nobody (Dziennik Nikogo);
060. H. G. Wells - Wehikuł czasu;
061. H. G. Wells - Wyspa doktora Moreau;
062. Henryk Sienkiewicz - Qua Vadis;
063. Bram Stoker - Dracula;
065. H. G. Wells - Wojna światów;
066. Geza Gardonyi - Gwiazdy Egeru;
067. Emilio Salgari - Tygrysy z Mompracem;
068. Arthur Schnitzler - Podporucznik Gustl;
069. Thomas Mann - Buddenbrookowie;
070. Arthur Conan Doyle - Pies Baskerville'ów;
071. Daniel Paul Schreber - Pamiętniki nerwowo chorego;
072. Heinrich Mann - Profesor Unrat;
073. Robert Musil - Niepokoje wychowanka Torlessa;
074. Joseph Conrad - Tajny agent;
075. Maksim Gorki - Matka;
076. Raymond Roussel - Impressions d'Afrique;
077. Marcel Allain, Pierre Souvestre - Fantomas;
078. D.H. Lawrence - Synowie i kochanki;
079. Juan Ramon Jimenez (Mantecon) - Srebrzynek i ja;
080. Natsume Soseki - Kokoro;
081. John Buchan - Thirty-Nine Steps;
082. Akutagawa Ryunosuke - Rashomon;
083. Henri Barbuse - Ogień;
084. Mariano Azuela - Gniew;
085. Rebecca West - Powrót żołnierza;
086. Ernst Junger - W stalowych burzach;
087. James Joyce - Ulisses;
088. Sinclair Lewis - Babbitt;
089. Colette - Dom Klaudyny;
090. Liviu Rebreanu - Las wisielców;
091. Jewgienij Zamiatin - My;
092. Thomas Mann - Czarodziejska góra;
093. Franz Kafka - Proces;
094. Andre Gide - Fałszerze;
095. Thomas Mofolo - Czaka;
096. Luigi Pirandello - Jeden, nikt i sto tysięcy;
098. Arnold Zweig - Spór o sierżanta Griszę;
099. Henry Williamson - Wydra Tarka;
100. Evelyn Waugh - Zmierzch i upadek;
101. Juni'chiro Tanizaki - Niektórzy wolą pokrzywy;
102. Ford Madox Ford - Koniec parad;
103. Radclyffe Hall - Źródło samotności;
104. D.H. Lawrence -Kochanek lady Chatterley;
105. Georges Battaille - Historie oka;
106. Shahan Shahnoor - Nahanje  arhants ergi;
107. Jean Cocteau - Les Enfants terribles;
108. Alfred Doblin - Berlin-Alexanderplatz;
109. Erich Maria Remarque - Na Zachodzie bez zmian;
110. Ernest Hemingway - Pożegnanie z bronią;
111. Dashiell Hammett - Sokół maltański;
112. Frederic Manning - Her Privates, We;
113. Saunders Lewis - Monica;
114. Stanisław Ignacy Witkiewicz - Nienasycenie;
115. Dashiell Hammett - Papierowy człowiek;
116. Miroslav Krleza - Powrót Filipa Latinowicza;
117. Stella Gibbons - Cold Comfort Farm;
118. Aldous Huxley - Nowy, wspaniały świat;
119. Willem Elsschot - Kaas;
120. Andre Malraux - Dole człowieka;
121. Vera Brittain - Testament młodości;
122. Gertrude Stein - Autobiografia Alicji B. Toklas;
123. Dorothy L. Sayers - Zbrodnia wymaga reklamy;
124. Nathanael West - Miss Lonelyhearts;
125. Bruno Schulz - Sklepy cynamonowe;
126. P.G. Wodehouse - Dziękuję, Jeeves;
127. Henry Miller - Zwrotnik Raka;
128. Dorothy L. Sayers - Dziewięciu krawców;
129. Elias Canetti - Auto da fe;
130. Horace McCoy - Czyż nie dobija się koni?;
131. Christopher Isherwood - Pan Norris się przesiada;
132. Mulk Raj Anand - Niedotykalny;
133. Halldor Kiljan Laxness - Niezależni;
134. H.P. Lovecraft - W Górach Szaleństwa;
135. Karol Capek - Inwazja jaszczurów;
136. Margaret Mitchell - Przeminęło z wiatrem;
137. Lao She - Rikszarz;
138. Witold Gombrowicz - Ferdydurke;
139. J.R.R. Tolkien - Hobbit;
140. John Steibeck - Myszy i ludzie;
141. Grahan Greene - W Brighton;
142. Winifred Watson - Miss Pettigrew Lives for a Day;
144. Christopher Isherwood - Pożegnanie z Berlinem;
145. Flann O'Brien - Sweeny wśród drzew;
146. Richard Nathaniel Wright - Syn swego kraju;
147. Graham Greene - Moc i chwała;
148. Ernest Hemingway - Komu bije dzwon;
149. Ciro Alegria - Świat jest szeroki i obcy;
150. Albert Camus - Obcy;
151. Sandor Marai - Żar;
152. Stefan Zweig - Nowela szachowa;
153. Thomas Mann - Józef i jego bracia;
155. Saul Bellow - Stan zawieszenia;
157. Carlo Levi - Chrystus zatrzymał się w Eboli;
158. Ivo Andric - Konsulowie ich cesarskich mości;
159. Mervyn Peake - Tytus Groan;
160. Italo Calvino - Ścieżka pajęczych gniazd;
161. Primo Levi - Czy to jest człowiek;
162. Raymond Queneau - Ćwiczenia stylistyczne;
163. Albert Camus - Dżuma;
164. Jerzy Andrzejewski - Popiół i diament;
165. Alan Paton - Płacz, ukochany kraju;
166. Szmuel Josef Agnon - Bi-levav yamin;
167. Tadeusz Borowski - Pożegnanie z Marią;
168. George Orwell - Rok 1984;
169. Nelson Algren - Człowiek o złotej ręce;
170. Isaac Asimov - Ja, Robot;
171. Mervyn Peake - Gormenghast;
172. James Thurber - Trzynaście zegarów;
173. George Bataille - L'Abbe C;
174. Par Lagerkvist - Barabasz;
175. J.D. Salinger - Buszujący w zbożu;
176. Isaac Asimov - Fundacjal
177. John Wyndham - Dzień tryfidów;
178. Camilo Jose Cela - Ul;
179. Ernest Hemingway - Stary człowiek i morze;
180. Friedrich Durrenmatt - Sędzia i jego kat;
181. Yasunari Kawabata - Tysiąc żurawi;
183. Kingsley Amis - Jim Szczęściarz;
184. Raymond Chandler - Długie pożegnanie;
185. Pauline Reage - Historia O;
186. William Golding - Władca much;
187. Wolfgang Koeppen - Śmierć w Rzymie;
188. Yukio Mishima - Szum fal;
189. Vaino Valtteri Linna - Nieznany żołnierz;
190. Nikos Kazantzakis - Ostatnie kuszenie Chrystusa;
191. Vladimir Nabokov - Lolita;
192. Pstricia Highsmith - Utalentowany pan Ripley;
193. J.R.R. - Władca pierścieni;
194. Ernst Junger - Szklane pszczoły;
195. Borys Pasternak - Doktor Żywago;
196. Veljo Meri - Historia sznura z manili;
197. John Wyndham - Kukułcze jaja z Midwich;
198. T.H. White - Był sobie raz na zawsze król;
199. Brendan Behan - Chłopak z poprawczaka;
200. Jorge Amado - Gabriela, goździki i cynamon;
201. Truman Capote - Śniadanie u Tiffany'ego;
202. Kenzaburo Oe - Zerwać pąki, zabić dzieci;
203. Heinrich Boll - Bilard o wpół do dziesiątej;
204. Gunter Grass - Blaszany bębenek;
205. John Updike - Uciekaj, Króliku;
206. Harper Lee - Zabić drozda;
207. Isaac Bashevis Singer - Sztukmistrz z Lublina;
209. Stanisław Lem - Solaris;
210. Gunter Grass - Kot i mysz;
211. Gabriel Garcia Marquez - Nie ma kto pisać do pułkownika;
212. Xose neira Vilas - Wspomnienia młodego wieśniaka;
213. Robert Heinlein - Obcy w obcym kraju;
214. Anthony Burgess - Mechaniczna pomarańcza;
215. Ken Kesey - Lot nad kukułczym gniazdem;
216. Carlos Fuentes - Śmierć Artemia Cruz;
217. Mario Vargas Llosa - Miasto i psy;
218. Aleksandr Isajewicz Sołżenicyn - Jeden dzień Iwana Denisowicza;
219. Gunter Grass - Psie lata;
220. Anthony Burgess - W środku p. Enderby'ego;
221. John Le Carre - Ze śmiertelnego zimna;
222. Charles Webb - Absolwent;
223. Thomas Pynchon - V.;
224. Chinua Achebe - Strzała Boga;
225. Jan Wolkers - Powrót do Oegstgeest;
226. Bohumil Hrabal - Pociągi pod specjalnym nadzorem;
227. Shusaku Endo - Milczenie;
228. Leonardo Sciascia - Każdemu, co mu się należy (od mafii);
229. John Barth - Giles. Chłopiec, który był kozą;
230. Marguerite Duras - Wicekonsul;
231. Michaił Bułhakow - Mistrz i Małgorzata;
232. Flann O'Brien - Trzeci policjant;
233. Gabriel Garcia Marquez - Sto lat samotności;
234. Tom Wolfe - Próba kwasu w oranżadzie;
235. Richard Brautigan - W cukrze arbuzowym;
236. Siegfried Lenz - Lekcja niemieckiego;
237. Philip Kendred Dick - Czy androidy śnią o elektrycznych owcach;
239. Aleksandr Isajewicz Sołżenicyn - Oddział chorych na raka;
240. Gore Vidal - Myta Breckinridge;
241. Aleksandr Isajewicz Sołżenicyn - Krąg pierwszy;
242. Georges Perec - Zniknięcie;
243. Vladimir Nabokov - Ada;
244. Mario Puzo - Ojciec chrzestny;
245. Philip Roth - Kompleks Portnoya;
246. Jurek Becker - Jakub Łgarz;
247. Chester Himes - Ślepiec z pistoletem;
248. Gyorgy Konrad - Gość;
249. Wieniedikt W. Jerofiejew - Moskwa-Pietuszki;
250. Robertson Davies - Piąta osoba dramatu;
251. Uwe Johnson - Rocznice;
252. Yukio Mishima - Morz płodności;
253. John Updike - Przypomnij się, Króliku;
254. Hunter (Stockton) Thompson - Lęk i strach w Las Vegas. Podróż do środka amerykańskiego snu;
255. Brian Stanley Johnson - House Mother Normal;
256. John Berger - G;
257. Sawako Ariyoshi - Lata zmierzchania;
258. Thomas Pynchon - Tęcza grawitacji;
259. Graham Greene - Konsul honorowy;
260. James Graham Ballard - Kraksa;
261. Italo Calvino - Zamek krzyżujących się losów;
263. William Kotzwinkle - The Fan Man;
264. Arto Paasilinna - Rok zająca;
265. Nawal El Saadawi - Kobieta w punkcie zero;
266. Richard Brautigan - Willard i jego trofea z kręgielni;
267. Imre Kertesz - Los utracony;
268. Donald Barthelme - Martwy ojciec;
269. Anthony Powell - Taniec do muzyki czasu;
270. Georges Perec - W, czyli wspomnienia z dzieciństwa;
271. Gabriel Garcia Marquez - Jesień patriarchy;
272. Christa Wolf - Wzorce dzieciństwa;
273. Newton Thornburg - Cutter i Bone;
274. Anne Rice - Wywiad z wampirem;
275. Manuel Puig - Pocałunek kobiety-pająka;
276. Ryu Murakami - Niebieskie linie na przeźroczystej skórze;
277. Josef Skvorecky - Przypadki inżyniera dusz ludzkich;
278. Barbara Pym - Jesienny kwartet;
279. Timothy Findley - Wojny;
280. Stephen King - Lśnienie;
281. Anais Nin - Delta Wenus;
282. Georges Perec - Życie. Instrukcja obsługi;
283. Ian McEwan - Betonowy ogród;
284. Douglas Adams - Autostopem przez galaktykę;
285. Italo Calvino - Jeśli zimową nocą podróżny;
286. Mila Kundera - Księga śmiechu i zapomnienia;
287. John Le Carre - Ludzie Smileya;
288. Manuel Vasquez Montalban - Morza południowe;
289. Umberto Eco - Imię róży;
290. Ismail Kadare - Krew za krew;
291. Herbjorg Wassmo - Dom ze ślepą werandą;
292. John Updike - Jesteś bogaty, Króliku;
293. Thomas Keneally - Arka Schindlera/Lista Schindlera;
294. Alice Walker - Kolor purpury;
295. Edmund White - Zuch;
296. Elfriede Jelinek - Pianistka;
297. John Maxwell Coetzee - Życie i czasy Michaela K.;
298. Antonio Lobo Antunes - Fado Alexandrino;
299. Martin Amis - Forsa;
300. Kathy Acker - Jatka w szkole średniej;
301. Julian Rios - Larwa: Babel nocy letniej;
302. William Gibson - Neuromancer;
303. Iain Banks - Fabryka os;
304. Joan Didion - Demokracja;
305. J.G. Ballard - Imperium słońca;
306. Milorad Pavic - Słownik chazarski;
307. David Gemmell - Legenda;
308. Don DeLillo - Biały szum;
309. Zhang Xianliang - Połowa mężczyzny to kobieta;
310. Margaret Atwood - Opowieść Podręcznej;
311. Peter Ackroyd - Hawksmoor;
312. Patrich Suskind - Pachnidło;
313. Carl Sagan - Kontakt;
314. John Irving - Regulamin tłoczni win;
315. Gert Hofmann - Upadek ślepców;
316. Gabriel Garcia Marquez - Miłość w czasach zarazy;
317. Andrzej Szczypiorski - Początek;
319. Kazuo Ishiguro - Malarz świata ułudy;
320. Eduardo Galeano - Pamięć ognia;
321. Kingsley Amis - Stare diabły;
322. Lorrie Moore - Anagramy;
323. Jo Jung-rae - Góry Taebek;
324. Isabel Allende - Miłość i cienie;
325. James Elroy - Czarna Dalia;
326. Banana Yoshimoto - Kuchnia;
327. Douglas Adams - Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently'ego;
328. Allan Hollinghurst - Klub Koryncki;
330. Umberto Eco - Wahadło Foucaulta;
331. John Irving - Modlitwa za Owena;
332. Laura Esquivel - Przepiórki w płatkach róży;
333. Janice Galloway - Sztuka polega na tym, by nie przestać oddychać;
334. Kazuo Ishiguro - Okruchy dnia;
335. Lorrie Moore - Samo życie;
336. William Kotzwinkle - Egzaminator;
337. Jim Dodge - Stone Junction;
338. Elmore Leonard - Dorwać małego;
339. Bret Easton Ellis - American Psycho;
340. Henning Mankell - Morderca bez twarzy;
341. Eugenia Fakinou - Astradeni;
342. Padgett Powell - Typowy;
343. H.D. - Złocień;
344. Peter Hoeg - Smilla w labiryntach śniegu;
345. Arturo Perez-Reverte - Klub Dumas;
346. Michael Ondaatje - Angielski pacjent;
347. Alice Walker - Tajemnica radości;
348. Apostolos Doxiadis - Wuj Petros i hipoteza Goldbacha;
349. Jeffrey Eugenides - Przekleństwa niewinności;
350. Tessa de Loo - Bliźniaczki;
351. Sebastian Faulks - Ptasi śpiew;
352. E. Annie Proulx - Kroniki portowe;
353. Uwe Timm - Odkrycie kiełbasy w sosie curry;
354. David Dabydeen - Zaginięcie;
355. Louis de Bernieres - Kapitan Corelli;
356. Antonio Tabucchi - ...twierdzi Pereira;
357. Haruki Murakami - Kronika ptaka nakręcacza;
358. Fernando Vallejo - Matka Boska płatnych morderców;
359. Park Kyong-ni - Ziemia;
360. Petros Markaris - Wieczorne wiadomości;
361. Bernhard Schlink - Lektor;
362. Tomas Eloy Martinez - Santa Evita;
363. Wiktor Pielewin - Mały palec Buddy;
364. Alessandro Baricco - Jedwab;
365. Arundhati Roy - Bóg rzeczy małych;
366. Wiktor Pielewin - Życie owadów;
367. Ricardo Piglia - Spalona forsa;
368. Ian McEwan - Przetrzymać tę miłość;
370. Roberto Bolano - Dzicy detektywi;
371. J.M. Coetzee - Hańba;
372. Slavenka Drakulic - Jeśli tam mnie nie ma;
373. Monika Maron - Listy Pawła;
374. Amelie Nothomb - Z pokorą i uniżeniem;
375. Michael Faber - Pod skórą;
376. Paulo Coelho - Demon i panna Prym;
377. Michael Chabon - The Amazing Adventures of Kavalier & Clay;
378. Mario Vargas Llosa - Święto kozła;
380. Jonathan Safran Foer - Wszystko jest iluminacją;
381. DBC Pierre - Vernon God Little;
382. Mark Haddon - Dziwny przypadek psa nocną porą;
383. Javier Marias - Twoja twarz jutro;
384. David Mitchell - Atlas chmur;
385. Frank Schatzing - Rój;
386. Philip Roth - Spisek przeciwko Ameryce;
387. Per Olov Enquist - Opowieść o Blanche i Marie;
388. Roberto Bolano - 2666;
389. Alan Hollinghurst - Linia piękna;
390. Ali Smith - Przypadkowa;
391. Marina Lewycka - Zarys dziejów traktora po ukraińsku;
392. M.J. Hyland - Carry Me Down;
393. Thomas Pynchon - Against the Day;
394. Jonathan Littell - Życzliwi.

sobota, 29 września 2012

Mikołaj Gogol - Szynel i inne opowiadania















Data ukończenia: 23 września 2012

Data utworzenia recenzji: 29 września 2012

Recenzja:

Szukając w spisie "1001 książek, które musisz przeczytać" Boxall'a natrafiłem na taką pozycję, jak "Nos". Mikołaj Gogol to autor, którego znam wyłącznie ze słyszenia, a te opowiadanie to ponoć kawał niezłej komedii. Doszukałem się zbioru opowiadań i lekko zmuszając się do zaliczenia (narzuciłem na siebie coś, czego zupełnie nie czułem potrzeby czytać), rozpocząłem jedną z najdziwniejszych przygód, jakie miałem do tej pory literować.

Nos - Narrator przedstawia na początku Iwana Jakowlewicza, cyrulika, który podczas śniadania w chlebie znajduje nos. Nie jest to pierwszy lepszy nos, bo należy on do asesora kolegialnego Kowalowa. Nie jest to sen, bo Kowalow budzi się rano bez nosa. Chcąc zgłosić zgubę w odpowiednim urzędzie napotyka się na wysiadający nos z dorożki w służbowym uniformie. Ten nie ma zamiaru wracać na swoje miejsce, bo jak sam twierdzi, nie należy do nikogo. Historia kończy się dobrze, ale narrator kpi z czytelników, którzy oczekiwali racjonalnego wyjaśnienia sprawy oraz z samego autora, który musiał stworzyć tego typu fabułę.

Szynel - Akakiusz Akakijewicz to człowiek całkowicie poświęcony swojej pracy. To radca tytularny, który jest wyszydzany w urzędzie przez osoby, który wykorzystują to, że nie może się odgryźć. Pewnej zimy zauważa, że jego płaszcz, który i tak nie wyglądał najlepiej, zaczyna prześwitywać. Kupno sukna na zrobienie nowego jest w tym momencie nie na jego możliwości, zaczyna wielkie oszczędności, by być w posiadaniu nowego szynela.

Wij - horrorowata opowieść o wiedźmie, która lubiła ujeżdżać swoje ofiary. Filozof Choma Brutus to poszkodowana osoba, która polanem wymierzyła sprawiedliwość. Stara zmienia się w młodą dziewczynę, główny bohater ucieka, ale po jakimś czasie dostaje wezwanie od pewnego mężczyzny, że ostatnim życzeniem zamordowanej córki, było to, żeby pewien nieznany mu filozof przez trzy noce modlił się o jej dusze w cerkwi, w której spoczywa. Pracodawcy wysyłają Chomę, a ten nie wie, czy oni wiedzą, że to on zabił i czy wiedźma po śmierci jest nadal wiedźmą.


Dziw bierze, że to XIX wiek. Czytając Doyle'a zauważam, że już w tamtych czasach pisano tak, że wszystko da się zrozumieć. Nie jest to czytanie wyrazów, ale składanie zdań. Okres ten jest dla mnie tak odległy, że traktowałem go, jako epoka Szekspira, Kochanowskiego i Gala Anonima. Patrząc na Gogola i twórcę Holmesa, dostrzegam nową gałąź do spenetrowania.

A co do samego Gogola, w tym "wybiorze" opowiadań "Nos" rzeczywiście jest najlepszym tworem. Ale pozostałe przekonały mnie, że może warto sięgnąć po jego nowelę. Na przykład "Martwe dusze", które też znalazły się na liście Boxall'a.

piątek, 7 września 2012

Arthur C. Clarke - Odyseja kosmiczna 2001
















Data ukończenia: 4 września 2012

Data  utworzenia recenzji: 7 września 2012

Recenzja:

Nie przepadam za Kubrickiem. Rozumiem, co ludzie w nim widzą, ale nie mogę tego na chama polubić. Podejrzewam, że bardzo duży odsetek ma bardzo podobne odczucia, ale "mistrz jest mistrz" i ciężko podważać autorytet, by nie być zjedzonym przez obrońców Stanleya. "Mechaniczna pomarańcza" jest przeciętna, "Lśnienie" dobre, a Nicholson genialny, "Dr Strangelove" tylko dobry. "Full Metal Jacket" przez pierwszą połowę jest rewelacyjny, by później stać się przeciętnym filmem. Może trzeba do niego dorosnąć, odświeżam sobie powoli niektóre z jego filmów i rzeczywiście, obraz jest kapitalny, ale nie chce mi się wierzyć, że przy natłoku wymagających filmów, właśnie ten reżyser został okrzyknięty najlepszym.

Ale jest jeden obraz, który mnie zawsze bardzo ciekawił - "Odyseja kosmiczna 2001". Wiem, że są tam Dave i Hal, jakaś podróż, ale filmu nie widziałem. Czas nadrobić zaległości, ale zaczynając od pierwowzoru - powieści Arthura C. Clarka. Okazało się, że oba dzieła tworzone były w tym samym czasie.

Nie przepadam za książkami science-fiction i może dlatego tak ocenię zaraz tę powieść. Wzloty i upadki w tej 200-stronicowej historii są tak częste, że zaczynałem się zastanawiać, czy Clarke potrafi chociaż trochę utrzymać poziom pisania. Jest świetny moment ukazania początków ludzkości, by zaraz w następnym rozdziale opisać bardzo nudnie podróż Floyda na księżyc. Kolejna scena to wspaniale opisane życie na statku Odkrywca (Discovery), by później wynudzić samotną drogę Davida w stronę księżyca Saturna. 

Tam, gdzie napotykamy dłużyzny, występują wielobarwne opisy, które są godne Elizy Orzeszkowej. Nie mówię, że Clarkowi brak kunsztu, pięknie to opisuje, ale ja potrzebowałem scen z HALem, Frankiem, a nie malownicze pejzaże czarnej, jak noc przestrzeni kosmicznej z lampkami choinkowymi zawieszonymi na firance. Można to nawet namalować.

Książka opowiada o tajemniczym czarnym monolicie, który trzy miliony lat temu nauczył małpoludy posługiwać się narzędziami i spowodował, że mogła narodzić się ludzkość. Dzięki sześcianowi poznano, co to zazdrość, gniew i nienawiść. A to, jak wiadomo, cechy charakteryzujące człowieka. Monolit znika i ludzkość nie pamięta o jego istnieniu. W 1999 roku na księżycu odnaleziono AMT-1, który jest niczym innym, jak czarnym monolitem, który wysyła sygnał w przestrzeń kosmiczną. W 2001 roku Frank Poole, David Bowman, Hunter, Kaminski i Whitehead wyruszają w podróż kosmiczną w stronę Saturna, a kieruje ich komputer pokładowy HAL 9000. To co się od tej pory stanie, to jeden z najlepszych momentów w historii literatury!

Warte przeczytania, ale jestem zawiedziony. Gdyby poezja i barwy tego utworu były bardziej stonowane to stwierdziłbym, że jest to najlepsza książka science-fiction, jaką czytałem. Nawet biłaby "Diunę" Franka Herberta. A tak, zobaczę film i może wtedy po seansie bardziej docenię tę powieść. Poinformuję o tym, w recenzji "Odysei kosmicznej 2010".

piątek, 10 sierpnia 2012

Jaroslav Hašek - Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Tom 3 i 4

















Data ukończenia: 9 sierpnia 2012

Data utworzenia recenzji: 10 sierpnia 2012

Recenzja:

1 listopada 2011 zacząłem czytać pierwsze dwa tomy Szwejka, które skończyłem po bardzo długim czasie 24 grudnia tego samego roku. Jeśli chodzi o moje szczegółowe zapamiętywanie dat, to jest to pewien fetysz, lubię sobie wspominać, co i kiedy danego dnia czytałem. Często nawet dzień kończenia tytułu nie jest przypadkowy, a z premedytacją wydłużony, by był bardziej "okrągły" lub "uroczyściejszy". Data rozpoczęcia i ukończenia książki, to dwa wyjątkowe dni w poprzednim roku. Z tego powodu postanowiłem na dzień 31 lipca skończyć trzeci i czwarty tom Szwejka. Spóźniłem się o dziewięć dni, z czego jestem bardzo niezadowolony. Ale o książce to ma być rozprawka, a nie o moich zboczeniach.

Lekko zmusiłem się do skończenia przygód Szwejka, ale podobnie, jak z "Atlasem zbuntowanym" nie dawał mi spokoju drań jeden. Przysiadłem i okazało się, że trzeci i czwarty tom jest o wiele zabawniejszy niż pierwsze dwa. Powód? Wydaje mi się, że wszystko to za sprawką rozdzielenia historii na większą ilość osób. Wiele ciekawych postaci przewija się przez historię, o wiele bardziej kretyńskich, niż główny bohater. O właśnie! Idiotyzm.

W trakcie czytania postanowiłem sobie przypomnieć początek historii wojaczki Szwejka i obejrzałem film z 1956 roku "Dobry wojak Szwejk" z Rudolfem Hrusinskym. Com zobaczył! Już wiem skąd Szwejk jest idiotą! Gdy nie miałem okazji wcześniej widzieć filmu, zastanawiałem się, jakim cudem wszyscy uważają Józefa za totalnego kretyna? Zawsze wydawał mi się chytrusem, który nabiera na swój iloraz inteligencji generalicję. Film sugerował dobitnie, że Szwejk to idiota bez dwóch zdań. Ciesząc się, że obaliłem mit, czytałem dalej książkowego Józefa i widziałem w nim spryciarza. Aż do momentu, kiedy nie założył rosyjskiego munduru... Co za idiota!

Historia kończy się tragicznie. Ostatnie zdanie: "Na tym urywa się rękopis Jarosława Haszka", pokazuje, że żartownisiem jest się tylko do pewnego momentu. I szczerze powiedziawszy szkoda, że tak daleko rękopis sięga, bo gdyby skrócono go o jeden rozdział, wydaje mi się, że skończył by się, hmmm.... pełniej.

piątek, 29 czerwca 2012

Yann Martel - Życie Pi















Data ukończenia: 13 października 2009

Data utworzenia recenzji: 13 października 2009

Recenzja:

Jean-Pierre Jeunet, to mój ulubiony reżyser. Oglądałem wszystkie jego filmy po kilka razy, co w moim przypadku jest rzadkością. Nawet najsłabszy jego film, "Obcy - Przebudzenie", pasuje niektórymi elementami do jego pozostałych tworów. Rok temu podczas oglądania "Bardzo długich zaręczyn" zacząłem szukać informacji, co teraz jest przez niego tworzone. "Life of Pi" to tytuł, którym w poprzednim roku jeszcze się zajmował, jednak z powodu budżetu zaniechał ekranizowania książki Martela. Wcześniej zainteresowany był M. Night Shyamalan, jednak stwierdził on, że nie mógłby zepsuć swoim nazwiskiem zabawy z oglądania filmu (dowiedziałem się o tym dopiero po przeczytaniu książki, gdybym wiedział wcześniej to bym domyślił się czego mam oczekiwać po powieści). Teraz Ang Lee będzie próbował swoich sił i może w 2011 dane będzie mi zobaczyć, o co w tej książce chodzi, i jak to zostanie ukazane. 

Co do treści powieści. Piscine Molitor Patel przeżyje tę historię. Cokolwiek w trakcie jego przygód się nie stanie, dożyje narodzin swojej córki. Ta opowieść kończy się dobrze. Dlaczego Pi? Bo Piscine wymawiano jak "pissing", przezywano go "Pisuar" Patel. Pi, było ksywą zrobioną, by ludzie mieli radochę z przezywania go, lecz przez pryzmat zabawy nie zauważyli gorszej alternatywy. Piscine podziwia Richarda Parkera, nie to żeby do niego podchodzić, ale z daleka jest całkiem przyjemnie i bezpiecznie. Państwo Patel'owie prowadzą ZOO w Indiach, jednak z pewnych przyczyn sprzedają swój kram. Muszą tylko odtransportować zwierzęta do różnych miast, by potem spokojnie zacząć nowy biznes w Kanadzie. Płyną przez Pacyfik, cała rodzina ze zwierzętami. Książka ma 100 rozdziałów i podzielona jest na 3 części. Tak się kończy pierwsza. 

Druga. Pi nawołuje Richarda Parkera, by się nie poddawał. Ryk zebry zagłusza wszystko, ale Richarda Parkera i tak to nie obchodzi. Złamana noga zebry przyprawia o mdłości Pi, ten jednak nie poddaje się i wspiera dalej. Pi nagle oprzytomniał, i przypomina sobie, że nie chce koło siebie Richarda Parkera. Bierze wiosło i okłada nim, by go podtopić, uniemożliwić wejście na szalupę ratunkową. Pi zeskakuje do wody, gdy Richard Parker wchodzi do szalupy. Umysł Pi ocenił sytuację i stwierdził, że woli spędzić resztę życia z rekinami w oceanie, niż w małej łódce z Richardem Parkerem, tygrysem bengalskim. 

A teraz już normalny komentarz. W szalupie znajduje się jeszcze orangutan i hiena. I nie zdradziłem nic szczególnego. Problem tej książki polega na tym, że docenić ją można dopiero po przeczytaniu całości, co nie wszystkim może się udać. Cała druga część, będąca opowieścią na morzu zajmuje 2/3 książki i jest bardzo często po prostu nudna, co ma swoje uzasadnienie dopiero po przeczytaniu końcówki. Z drugiej strony - co można robić/pisać o 227 dniach na Pacyfiku. Rutyna. W trakcie czytania tego rozdziału dostawałem często szału, akcja zupełnie nie idzie do przodu, a strony jakoś same też się nie przewracają. Werdykt po drugim rozdziale był nieprzyjemny - książka powinna być okrojona z 50 stron drugiej części. Po trzeciej części nie jestem już tego taki pewien i cofam swój werdykt. Poprostu książka jest dla cierpliwych. Podobnie jak z filmami Jima Jarmuscha. Przez dwie godziny oglądamy nudny film, który oglądamy z przyjemnością. I tak powinno się podchodzić do tej opowieści. Jest to miks stylu opowiadania Jeuneta z nudą Jarmuscha i szokiem Shyamalana.


Opinia po trzech latach:

Po przemyśleniu muszę stwierdzić, że nuda w tej książce może być zaporowa. Sam nie widzę siebie w sytuacji, gdy czytam jeszcze raz "Życie Pi", a osobom, które na pewno nie zmuszą się czytania o tułaczce głównego bohatera, opowiadam ją. Nie ma co ukrywać, historia jest niesamowita, ale warta skrócenia, choć z drugiej strony, dłużyzny w powieści świetnie zilustrowały monotonną, długą i przerażającą morską tułaczkę Pi. A zakończenie jest nagrodą dla wytrwałych.

wtorek, 28 lutego 2012

George Orwell - Folwark Zwierzęcy















Data ukończenia: 11 lutego 2012

Data utworzenia recenzji: 28 lutego 2012

Recenzja:

Szukając czegoś krótkiego do przewertowania, trafiłem na "Folwark Zwierzęcy". Ciekaw jestem, kto jakie ma skojarzenia, wymawiając te dwa słowa. Osoby urodzone w latach osiemdziesiątych prawdopodobnie z nostalgią wspominają film animowany. Osoby świeższe mogą kojarzyć film pełnometrażowy z 1999 roku.

Wszystkie te dzieła są wspaniałe! Gdy pierwszy raz zapoznawałem się z Folwarkiem były to wczesne lata dziewięćdziesiąte, gdy na kasecie video zacząłem oglądać świnki, koniki, owieczki, które wyrzucają z dworu swego właściciela i rozpoczynają pracę nad stworzeniem swojego własnego społeczeństwa, gdzie każdy będzie szczęśliwy. Świnki okazały się złe, bajka stawała się straszniejsza z minuty na minutę, moment z koniem i rzeźnikiem doprowadzał mnie do "prawie płaczu" i czuło się po seansie pewną pustkę. Coś mnie musiało ominąć. Z racji tego, że wiele rozrywek na kasetach video nie było, zdążyłem się nauczyć całego filmu na pamięć.

Będąc w pierwszej klasie podstawówki zacząłem czytać książkę (gdzieś między "Pilot i ja", a "Na jagody", co tylko dobrze obrazuje, jakie miałem problemy z literaturą na moim poziomie), ale nie przyrzeknę, że ją skończyłem. Po tym akcencie, zostawiłem temat na wiele lat.

Powróciłem do niego, gdy zaczęto wspominać o nowej ekranizacji książki Orwella. Tym razem miano posłużyć się "prawdziwymi" zwierzętami, a nie rysunkowymi. Jednak nie to było najciekawsze. W kolorowym czasopiśmie przeczytałem, że knur Napoleon to Józef Stalin. Przeczytałem cały artykuł i poczułem się, jakby mi ktoś strzelił w przyłbicę śledziem. Zaczęto porównywać każde zwierzątko do prawdziwych postaci, które zapisały się na kartach historii. Nie ma już Snowball'a, Majora, Squealer'a i Minimusa. Teraz jest Trocki, Marks, Mołotow i Gorki. Szok! Najgorsze jest to, że wszystko, co tam było napisane, to ten brakujący element, którego nie znalazłem, jak byłem samosmrodkiem. Wziąłem książkę po raz drugi, czytając coś czego wcześniej nie było. Po czym obejrzałem nowy film, który jest równie świetny, jak pozostałe dwa dzieła.

Oczywiście może trochę przesadzam ze wszystkim. Miałem wtedy góra 12 lat i wiedziałem o czym jest książka, wiedziałem, że to totalitaryzm i ogólnie wszystko, co się tam dzieje jest z góry ustalone, że jest niedobre. Jednak zaskoczyło mnie, że oficjalnie przydzielone są nazwiska do konkretnych zwierząt. Zmienia to zupełnie wydźwięk powieści, bo wiadomo, kogo konkretnie ocenia.

Tym razem wziąłem do ręki książkę, by móc sobie po raz kolejny przypomnieć film animowany, a za jakiś czas wrócę do pełnometrażowego. Średnio co 10 lat wracam do tej historii i najwspanialsze jest to, że się zupełnie nie zmienia, wciąż jest arcydziełem, jeśli chodzi o literaturę i wydaje się być wciąż aktualna. Tylko inne osoby można przyporządkować do konkretnego towarzysza w Folwarku Zwierzęcym. Film animowany jest świetnym dopełnieniem i nie wyobrażam sobie jednego bez drugiego. 

piątek, 20 stycznia 2012

Paulo Coelho - Weronika postanawia umrzeć
















Data ukończenia: 27 kwietnia 2010

Data utworzenia recenzji: 28 kwietnia 2010

Recenzja:

Książki: "Alchemik" i "Weronika postanawia umrzeć" pojawiły się w domu w tym samym czasie. Zacząłem czytać lepszą według ogółu, chociaż tematyka bardziej mi pasowała w drugiej powieści. Całe szczęście, że zmusiłem się ją zacząć.

Weronika postanawia umrzeć, bo każdy jej dzień nie różnił się od poprzedniego. Zażyła solidną porcję tabletek nasennych, ponieważ inne metody samobójstwa mogłyby sprawić przykrość jej rodzicom. Żadnej krwi - romantyczna śmierć. Jednak coś się nie udaje i zostaje odratowana. Szybko przetransportowują ją do szpitala psychiatrycznego, jednak lekarze ostrzegają, że przeżyje tam tylko tydzień, ponieważ serce nie wytrzymało takiej dawki tabletek. Główna bohaterka zaczyna spotykać "wariatów" i zastanawiać się nad swoim losem.

Każdy czytający książkę prawdopodobnie domyślał się, jak to się skończy. Ja byłem lekko zaskoczony, bo po autorze spodziewałbym się czegoś bardziej religijno-mistycznego. A tu takie zakończenie, które nie dość, że z każdej strony jest wyjaśnione, to jeszcze do zaakceptowania!

Jednak sam główny wątek, jest niemal identyczny do tego z "Alchemika". Znowu pojawiają się pytania, co do spełniania swoich najskrytszych marzeń, zahacza mocno o religię. Są sceny, gdzie dusza wariatki wylatuje z ciała i obserwuje otoczenie. I są na swój sposób, jakoś tłumaczone. Niekoniecznie te tłumaczenia przypadły mi do gustu, ale cała fabuła, w którą wplątane są te wątki, rzeczywiście zmienia całkowicie moje podejście. Da się to czytać, a nawet sprawia przyjemność poznawanie nowych postaci i ich tajemnic.

Paulo zaczął używać bardziej wyrazistych, wymownych zdań. Czyta się płynnie i nie odczuwa się przemęczenia materiałem. Brak tutaj jakichś większych wymuszeń ze strony autora do zadumy, tak jak w przypadku "Alchemika". Co śmieszniejsze, uważam, że w całej "Weronice..." zawarte jest jakieś 70% nauk z "Alchemika", których tam nie cierpiałem. Tutaj, albo uważam je za dobre, albo nie zwracam uwagi. Jednak można sprzedać dwa razy to samo, ale wydając historyjkę sprawniej skonstruowaną.

Coelho napisał chyba najbardziej przystępną scenę seksu, jaką czytałem. Do tej pory, w innych książkach, wszystkie były nudne, pozbawione jakiejś werwy. Czasem zastanawiałem się, czy autorzy danych książek rzeczywiście robili czynności podobne do tych opisywanych w swoich powieściach. Coelho rozpisał się na kilka stron ze sceną masturbacji głównej bohaterki i muszę przyznać, że jest mocno pikantna (nie aż tak, jak te tanie historyjki z porno serwisów), ale też przyjemnie się czyta. Wszystko jest na eleganckim poziomie, gdzie można się czerwienić, ale jeszcze nie chichotać.

Cały wczorajszy dzień myślałem, jak ocenić jeszcze tę książkę. I wiele więcej nie ma do napisania, bo jest bardzo dobra. Wszystko najgorsze z "Alchemika" poszło won. I nawet cieszę się, że miałem okazję przezwyciężyć ten wstręt, bo Coelho okazał się naprawdę bardzo porządnym autorem. Miałem obawy, że to może tylko jedna taka perełka w jego twórczości. Ale już z tego samego źródła dowiedziałem się, że "Zwycięzca jest sam", jest jeszcze lepsza niż "Weronika...". Wierzę na słowo i chętnie sprawdzę, jak ta została napisana.


Opinia po dwóch latach:

Jestem trochę zszokowany swoją entuzjastyczną opinią. Książka jest ok, ale tak pochlebna ocena jest wynikiem tego, że poprzednia czytana jego powieść jest tak mdła i oczywista, że wystarczyło napisać przepis kulinarny, by mówić o rozwijającym się autorze.

Zaskoczeniem było dla mnie również pojawienie się akurat tej pozycji w "1001 książek, które musisz przeczytać". Żaden "Alchemik", żadne "Pierdy", a właśnie "Weronika". Gdybym miał wybrać, którąkolwiek pozycję napisaną przez Coelho (a czytałem tylko cztery), to również wybrałbym tydzień z samobójczynią. Nie jest to historia wybitna, bo kojarzy mi się multum historii w ten sposób opisanych. Jednak jeżeli ktoś ma zamiar przeczytać po raz pierwszy wypociny "boskiego" Coelho, to powinien "Weronikę" postanowić przeczytać.

piątek, 30 grudnia 2011

Jaroslav Hašek - Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Tom 1 i 2


















Data ukończenia: 24 grudnia 2011

Data utworzenia recenzji: 30 grudnia 2011

Recenzja:

Jedną z moich zabaw w dzieciństwie było oglądanie obrazków w książkach. Potrafiłem popatrzeć na okładkę, a potem biegać i wydawać dźwięki sugerujące strzelanie, "pyfanie" i inne onomatopeje. Okładka recenzowanej książki posiadała kilka walorów, które sprawiało mi szczególną przyjemność. Kukiełkowy bohater, bardzo podobny do uwielbianych przeze mnie "Sąsiadów", a także takie wyrazy, jak "wojna" i "wojak". Ale się wtedy "napyfałem"...

Po wielu latach postanowiłem zmusić się do przeczytania. Powodów wielkich nie było. Znam postać z opowieści, ale nawet filmu obejrzeć nie miałem możliwości. Wyczytałem w "1001 książek, które musisz przeczytać", że warto - no to wziąłem pod uwagę. Ale dopiero, jak pojawiła się postać Szwejka w "Ostatnim rozdziale, czyli Paragrafie 22 bis", stwierdziłem, że najwyższy czas zebrać się do roboty i zobaczyć z kim ma się do czynienia. Wojak w książce Hellera był marudny i nieszczęśliwy. Ci, co czytali powieść Jaroslava Haška wiedzą, że to przeciwieństwo głównego bohatera. Może to był efekt przemęczenia już wojnami, albo pewien "żart" Hellera, które pojawiały się w książce, niczym niepotrzebna trzecia skarpeta w opakowaniu.

Miałem wiele wątpliwości, czy Szwejk jest idiotą, czy jest to jego sposób na życie. Z jednej strony robi tak kuriozalne rzeczy, że niemożliwością jest zrobienie tego, nie będąc totalnym młotem. Z drugiej, kwestie, które wygłasza swoim znajomym, sugerują, że zna receptę na przeżycie w austro-węgierskiej armii. Namawia ich, by udawali idiotów, to mniej surowa kara ich dosięgnie. Bo, jak żyć normalnie, gdzie za stwierdzenie, że "muchy srają na obraz najjaśniejszego pana" robi się tak wiele problemów.

Ciekawą cechą Szwejka jest zdolność do opowiadania. W jakimkolwiek kierunku nie toczyłaby się rozmowa, potrafi znaleźć historię, która będzie do niej pasować. W większości wypadków tylko niewielkim elementem, co doprowadza do furii współrozmówców.

Pierwszy tom, to usługiwanie kapelanowi wojskowemu, bardzo kontrowersyjnemu, który jest przechrzczonym Żydem i w Boga nie wierzy. Szybko się czyta, bo i wiele humoru jest. Widać, że obaj pasują do siebie. Pijanica i służący mu idiota.

Drugi, to tułaczka Szwejka, w poszukiwaniu swego pana - porucznika Lukasza. Jeden szuka, drugi przed nim ucieka. Problem tego tomu jest taki, że za dużo jest scen podróży, które nużą. Zanim Szwejk odnajdzie swego porucznika, zdążę się już kilka razy wynudzić. Ale tylko, gdy pojawia się trio: Szwejk, Lukasz i Baloun zaczyna być znowu śmiesznie i ciekawie. 

I w tym momencie, kiedy najbardziej mnie bawiła książka - skończyła się. Przede mną jeszcze trzeci i czwarty tom, ale oceniam w tym momencie to, co trzymałem w ręku. Nie jest to może arcydzieło, ale czyta się dobrze. Chwila przerwy i do następnego.

środa, 3 sierpnia 2011

Salman Rushdie - Szatańskie wersety
















Data ukończenia: 21 kwietnia 2008

Data utworzenia recenzji: 21 kwietnia 2008

Recenzja:

Autor skazany na śmierć (Salman Rushdie Prison Break, by być jazzy), zainspirowany "Mistrzem i Małgorzatą", śmierć japońskiego tłumacza, polskie anonimowe wydanie w niskim nakładzie... Same argumenty, by przeczytać i ocenić.

Ostatnio nic tak ciekawego nie czytałem. Czego ta książka nie opisuje? Nie mam zielonego pojęcia. Na sześciuset stronach było tego tak wiele, że przydałoby się jeszcze raz to przeczytać z kartką papieru i długopisem.

Fabuła główna to opowieść o Gibrilu Fariszcie, hinduskim aktorze wcielającym się w bóstwa, i Saladynie Czamczy, zakochanego w angielskiej kulturze człowieku o tysiącu i jednym głosie. Obaj spadając z nieba, ze sterroryzowanego samolotu przeistaczają się: jeden w Anioła, drugi w Diabła. Co oczywiście musi doprowadzić do pojedynku między tymi postaciami.

Jednak główny wątek uzupełniony jest miniopowieściami, które wkurzyć mogą (i do dziś denerwują) islamistów. A zwłaszcza ta, o Mahomecie, przyjmującym tytułowe szatańskie wersety do Koranu.

W opinii krytyków, książka jest trudna dla polskich czytelników, ze względu na słabą znajomość arabskich opowieści, i ogólnie religii panującej na wschodzie. Przyznam się, że sam mam wiele wątpliwości, co do interpretacji całej historii, jednak moje domysły prawdopodobnie bardziej mnie bawią niż wysłuchiwanie wywodów kolejnych "znawców" literatury.

Jednyny minus - jakość tłumaczenia. Czasem, aż się czuje, że w oryginale był inny sens zdania, niż się widzi gołymi oczyma. Miałem przed chwilą do czynienia z angielskimi cytatami i zauważyłem, że brak jednego słowa w polskim tłumaczeniu zmienia całkowicie wydźwięk (brakuje słowa 'hell') końcówki książki.

Ale z tego co czytałem, jedyne polskie wydanie z 1992 roku w nakładzie 30 000 egzemplarzy, sprawia, że jest to swego rodzaju jeden z "białych kruków" w biblioteczkach czytelników.

Komentarz na koniec. Jako wielbiciel "Mistrza i Małgorzaty", mogę polecić "Szatańskie wersety", a jak ktoś lubi "Paragraf 22", to pokocha/znienawidzi absurd pewnych sytuacji, które opisywane są w książce. A, no i osobiście pokochałem Spoono - kto wie, ten wie...


Opinia po trzech latach:

Pamiętam, że niedługo po przeczytaniu książki, wiele osób przyznało się, że skończyli czytać już w pierwszym rozdziale. Nie czepiam się do tego, bo się nie dziwię. Jeśli chodzi o książki, to "Szatańskie wersety" są jedną z trudniejszych, choć nie tak trudną, jak "Ja, Najwyższy" (zdaję sobie sprawę, że ten tytuł pojawia się w moich wypowiedziach zbyt często, ale skoro mam przeginać, to dlaczego nie zrobić tego w recenzji "Szatańskich wersetów"?), a sama scena spadania źle nastraja do reszty fabuły. Mogę nawet przyznać, że początek wyjątkowo mnie odpychał, ale przezwyciężenie pierwszego rozdziału daje dostęp do jednej z lepszych książek, do której, w Polsce, można nie mieć okazji sięgnąć.

No właśnie. "Lepszych". Zdaję sobie sprawę, że "wszyscy mówią", ale wydaje mi się, że tylko "mówią". Jest umieszczona w "1001 książek, które musisz przeczytać", ale nie zmienia to faktu, że mam pewne wątpliwości, co do popularności książki Rushdiego. Sam się przyłapałem na tym, że sama otoczka, wyrok śmierci i rozboje po wydaniu tej książki, zachęciły mnie do zaliczenia tego tytułu. Z takich samych powodów, sprezentowałem swojej drugiej połówce polską wersję na gwiazdkę (pikanterii dodaje fakt, że to wydanie jest strasznie tajemnicze). Bo co tu ukrywać? Jak książka nie byłaby dobra, historia z nią związana jest najbardziej podniecająca.

I nadal uważam, że książka jest TYLKO bardzo dobra. Przeczytałem i wiem. Gdyby nie cała sytuacja, byłaby jedną z wielu wartych przeczytania książek. Co tylko jasno dowodzi, że ta ingerencja polityki i religii w kulturę, bardziej szkodzi prowodyrom, niż samemu autorowi.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Augusto Roa Bastos - Ja, Najwyższy
















Data ukończenia: 17 kwietnia 2011

Data utworzenia recenzji: 25 kwietnia 2011

Recenzja:

Zanim zacznę recenzować samą książkę, powinienem najpierw przedstawić moją ewolucję "miłości" do Paragwaju.

Wszystko zaczęło się w 1998 roku podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej we Francji. Były to moje pierwsze, które oglądałem z zacięciem w telewizji, a ponieważ z "natury" byłem bramkarzem, obserwowałem właśnie tych zawodników na boisku. I tak poznałem swojego guru na wiele lat - paragwajski bramkarz, José Luis Chilavert. I ci, którzy mnie znają, wiedzą, że muszę zawsze zgłębić temat, przeczytać opinię/historię i liczne ciekawostki. Już nawet nie na sam temat, który mnie interesuje, ale też na te, które zazębiają się minimalnie o wiadomości dla mnie najważniejsze. I tak zacząłem przekartkowywać historię paragwajską ze źródeł, jakie dotychczas miałem. Czyli niewiele tego było, bo nawet o dostępie do internetu mogłem wtedy tylko pomarzyć. W każdym razie, interesowało mnie wszystko, co z Paragwajem było związane, a na kolejnych Mistrzostwach Świata konsekwentnie trzymam za ten kraj kciuki.

Kolejny etap dojścia do książki Bastosa nastąpił po przeczytaniu "Gry w klasy" Cortazara. Wtedy zauważyłem, że do grona autorów, których (o zgrozo!) zaliczyłem, dołączył Argentyńczyk. A w "zbiorze głów" mam Polaków, Niemców, Brytyjczyków, Stanowych Zjednoczeńców, Włochów, Francuzów, Kanadyjczyków, Hiszpanów, Brazylijczyków, Turków i innych. I właśnie wtedy pomyślałem, że do tej grupy przyjemnie byłoby mieć chociaż jednego Paragwajczyka. Krótkie wyszukiwanie, już w internecie, pokazało mi jedynego pisarza wartego uwagi (inna sprawa, że wyglądało na to, że to jedyny ich pisarz w historii) - Augusto Roa Bastosa. W Polsce wyszły jedynie dwie książki: "Syn człowieczy" i "Ja, Najwyższy". I to tak dawno temu, że jedyną szansą zdobycia tego byłoby szwędanie się po antykwariatach. Zapisałem w www.goodreads.com, że zamierzam przeczytać i na kilka tygodni zapomniałem o moim planie zupełnie.

11 listopada otrzymałem długo oczekiwaną książkę - "1001 książek, które musisz przeczytać". I po pobieżnym przeglądaniu po raz kolejny natrafiłem na tytuł "Ja, Najwyższy". I już byłem tak pewny tego, że chcę to przeczytać, że wykorzystałem moją małą Anielicę do sprezentowania mi egzemplarza na urodziny. Nie będę nawet ukrywał, że od 13 lat chciałem przeczytać coś, co ukazałoby mi chociaż zalążek Paragwaju, bym mógł tam się przenieść chociaż na chwilę. Okazało się jednak, że historia ta na pierwszy rzut oka, jest niczym powstanie Trzeciej Rzeszy w Europie. Ale tylko na pierwszy rzut oka!

Najwyższy, to tytuł, jaki otrzymuje José Gaspar Rodríguez de Francia - Wieczysty Dyktator. Cała powieść to teoretycznie jego słowa, które autor zebrał z różnych pism, not, wystąpień, kurend, a także przekazów ustnych zarówno bliskich towarzyszy, jak i legend przekazywanych wśród "motłochu". Z tego  powodu Bastos przyjmuje nazwę Kompilatora i dzięki temu może się wtrącać i objaśniać niektóre niezrozumiałe kwestie.

Powieść zaczyna się od testamentu, który rzekomo został napisany przez Najwyższego, przybitego do drzwi katedry w Asuncion: "Rozkazuję, by po moim zgonie zewłok mój został ścięty(...). Wszyscy moi zausznicy, tak cywilni jako i wojskowi, niech zawisną na szubienicach. A ich trupy niech zostaną pogrzebane za murami cmentarza, tak iżby nie stało krzyża ni napisu, który upamiętniłby ich imiona...". Rzekomo! Najwyższy zaczyna prowadzić śledztwo wśród swoich skrybów, by znaleźć twórcę tego paszkwila. Jednak im bliżej końca, tym coraz mniej mamy pewności, czy aby testament nie jest JEGO tworem.


Paragwaj, zwany w XIX wieku, "Królestwem Grozy", to zamknięte terytorium w centrum Ameryki Południowej, gdzie nikt nie wchodzi, ani nikt nie wychodzi. Pozbawione gazet, rolnicze państwo, które gotuje się do ciągłej wojny. Samowystarczalny byt, który z każdej strony ma wrogów i który odpiera większość ataków. To kraj, w którym najpierw się rozstrzeliwuje, by potem wieszać.


Patrząc na Najwyższego prywatny zeszyt, trzeba zauważyć, że rozmowa ze znalezioną czaszką, czy z własnym psem Sułtanem, nie należy do najnormalniejszych zachowań. A jednak, jak czyta się myśli dyktatora i zaczyna rozumieć jego intencje, to zaczyna się mieć ambiwalentne uczucia. Być może dyktatura i autarkia rzeczywiście są potrzebne Paragwajczykom? Patrząc, jak sprawiedliwie "załatwia" problemy swoich obywateli, ma się wrażenie, że nie jest to żaden szaleniec, ale prawdziwy Ojciec Paragwajczyków.

JEGO rola w państwie, dyktatora, z nazwy sugeruje co robi główny bohater - dyktuje. By móc dyktować państwem potrzebny mu skryba. Patiño jest niczym Sancho Pansa dla swego Najwyższego. To za jego sprawą słowa "Kscelencji" zamieniają się w wyrazy, by z Wieczystej Kurendy sterować Paragwajem. Patiño siedzi przy biurko z notatnikiem i piórem, z nogami w misce z wodą (w której to, w nocy, ON wypatruje oznak zdrady swego skryby), naprzeciwko biurka Najwyższego, do którego przypięty na łańcuchu znajduje się meteor (przypięty, ponieważ tak traktuje uciekiniera z kosmosu, niczym niewolnika), i ma dostęp do tworzenia nowego Paragwaju, ale niestety tylko jako łącznik. W innym wypadku czekałaby go śmierć, którą sam musiałby sobie wypisać, "deflorując wyrazy" zasłyszane, jako słowa dyktatora.Bastos stworzył książkę za pomocą wielu prawdziwych tekstów, ale też na podstawie legend. Z tego powodu istnieje wątek miasta, w którym wszyscy mieszkańcy zostali zamienieni w posągi. Sprawa ta również przewija się przez całą powieść. Tworzenie broni z meteorytu, czy też mundurów z tkanin robionych z dymu palących się cygar. Wszelkie bujdy zostały tu uwzględnione.

Kompilator sprawił, że dyktator jest wszystko wiedzący. Dyskutuje, już na samym początku z Patiño, a propos JEGO śmierci i pogrzebu, który przed chwilą się zakończył. Krytykuje też władzę, która utworzy się za parę lat, jak i bezsensowną wojnę o Chaco w 1932 roku.

Jedynym mankamentem, jaki mogę znaleźć, to brak jakiegokolwiek podziału na dialogi. Nie ma tutaj przerw, łatwo się zgubić kto z kim rozmawia, kiedy zaczyna się kwestia Najwyższego, a kiedy jednego z obywateli. Wszystko pisane ciągiem jest bardzo męczące i chaotyczne. A sama książka do najłatwiejszych nie należy, często musiałem posługiwać się wikipedią, by dowiedzieć się czegoś więcej o realiach panujących w tamtym czasie.

Ostatnią rzeczą, jest tłumaczenie. Chyba po raz pierwszy muszę to napisać, ale należy się. Andrzej Nowak zrobił fantastyczną robotę. Pełno jest gier słownych, które ON wypowiada. Tłumacz dwoił się i troił, żeby polski czytelnik był w stanie bawić się językiem tak, jak robił to doktor Francia. Wspaniała robota!

I cóż mogę napisać więcej. To jedna z najwspanialszych książek, jakie czytałem. Arcydzieło, które chciałbym polecić wszystkim - studium dyktatora. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to książka bardzo trudna, która może odepchnąć. Ja wsiąkłem od razu i tak trzymało mnie do samego końca. To jeden z tych tytułów, który po kolejnym czytaniu, daje odpowiedzi na część pytań, które z pozoru były nierozwiązane (wiem, bo przeglądam ją od deski do deski podczas pisania tekstu). A najlepszym argumentem, że jest to arcydzieło, przemawia fakt, że nie często zdarza mi się westchnąć i mieć przyspieszone tętno, tak jak w momencie, gdy Patiño... (reszta spalona i nieczytelna, pozostały tekst stoczony przez robactwo).

poniedziałek, 28 lutego 2011

Raymond Chandler - Głęboki sen
















Data ukończenia: 22 grudnia 2009

Data utworzenia recenzji: 22 grudnia 2009

Recenzja:

Dokładnie rok temu latałem jeszcze po antykwariatach spełniając życzenie mojego brata - sprezentować mu tanie kryminały (ilość, nie jakość). Wśród kilku książek znalazł się "Doktor No" (ok, wykorzystałem okazję, by to kupić, ale akurat ta część wchodzi w ramy kryminału) i "Morderca w deszczu" Chandlera. Pierwsza okazała się strzałem w dziesiątkę dla mnie, druga dla mojego brata. W ciągu roku zebrał całą kolekcję, a razem mieliśmy okazję porównywać swoich bohaterów, odstawiając na bok takie gwiazdy, jak Poirot czy pannę Marple. Przyszedł czas, kiedy wymieniliśmy się powieściami.

"Głęboki sen" to pierwsza prawdziwa powieść Chandlera i zarazem pierwsza książka, gdzie pojawia się Philip Marlowe - prywatny detektyw. Fabuła dotyczy afery pornograficznej, która lada chwila wyjdzie na jaw. Jednak to tylko początek, bo na stronicach jest tyle wątków, że sam Chandler się pogubił i był w szoku, że zapomniał o jednym morderstwie! Trudno cokolwiek napisać nie psując fabuły. To opiszę książkę nieco inaczej. Ponieważ Fleming i Chandler to przyjaciele, a książki o Bondzie to takie późniejsze o Philipie, to pozwolę sobie porównać obie postacie.

To, jak się zachowuje Marlowe można określić jednym słowem - arogancja. Wchodzi bez pistoletu do mieszkań bandziorów, rzuca ironiczne komentarze, bierze co chce i wychodzi. Podobne do Jamesa Bonda? Tak, ale filmowego, nie tego książkowego. Powieści o Bondzie naładowane są brutalnością: łamane palce, wycinanie znaków na ciele, bolesne do tego stopnia, że zdarza się Jamesowi negocjować cenę uwolnienia. Marlowe, pomimo przystawionej broni do głowy, uśmiecha się i rzuca chandleryzmami na prawo i lewo. Tak, jak do tej pory nie widziałem związku między Bondem w filmach, a Bondem w książkach - tak teraz widzę te brakujące ogniwo, a jest nim Marlowe.

Jest jednak nieco irytująca sprawa, która bardzo często się w literaturze powtarza, ale komentarz wystawię właśnie tutaj. Nie lubię, jak cała narracja jest pierwszoosobowa, gdzie czytamy co Marlowe myśli, dedukuje itp. Daje nam to wrażenie, że wiemy tyle co Marlowe. Jednak, jak już wychodzi wytłumaczenie całej sprawy, wnioski są wyciągnięte, jakby nie z tej dziury w którą się patrzyło. I dopóki główny bohater sam nam tego nie wytłumaczy, za nic w świecie nie domyśliłbym się o co chodzi. Osobiście uważam, że to takie ukrywanie pewnych części historii w celu podkreślenia inteligencji głównego bohatera.

Mimo tego, książka jest rzeczywiście świetna. Czuć, że Fleming przy Chandlerze jest tylko średniowykształconym uczniem. To są początki i jeszcze czuć, że nawet chandleryzmy nie są takie, jakie powinny być. Trzyma przez cały czas w napięciu. Jak ktoś chciałby zacząć czytać kryminały to tylko od tego pana. Robert Stiller scharakteryzował kiedyś Chandlera takimi słowami: "amerykański autor powieści kryminalnych, którego twórczość uznano bezdyskusyjnie za równie wybitną artystycznie jak autorów tzw. literatury poważnej". I ja się pod tym podpisuję.

Drogi braciszku (wiem, że to przeczytasz) pamiętaj, że obiecałeś przeczytać "Casino Royale", ja swoje przeczytałem!


Opinia po roku:

Parę miesięcy później, gdy już sięgałem po następny tom, stwierdziłem, że mam co innego do czytania. I to jest chyba największy problem "Głębokiego snu", może w trakcie przyjemnie się czytało, ale nie mam żadnych ciągot, by sięgnąć po inną książkę Chandlera. Być może kolejne części są o wiele lepsze, ale na razie nie spieszy mi się sprawdzać.

Z drugiej strony, Peter Boxall w swojej książce "1001 książek, które musisz przeczytać", uwzględnił ten tytuł, obok "Długiego pożegnania". Być może ja się, do tak skonstruowanej fabuły, nie mogłem przekonać, co nie oznacza, że inne osoby nie mogłyby się odnaleźć w tego typu kryminałach noir. Dla mnie jest to całkiem niezła książka do czytania podczas podróży pociągiem. I tak nie uda się rozwiązać zagadki, aż do zakończenia powieści, więc nie trzeba się mocno nawet "wczuwać w książkę".
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...