Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mroczna Wieża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mroczna Wieża. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 lipca 2012

Stephen King - Mroczna Wieża VII: Mroczna Wieża

















Data ukończenia: 22 października 2007

Data utworzenia recenzji: 22 października 2007

Recenzja:

Koniec. Bardzo dobra saga. Zakończenie jest takie, jakie powinno być. Innego sobie nie wyobrażam... 


Opinia po pięciu latach:

Parę minut po skończeniu szóstego tomu, wsiadłem do pociągu, by zacząć moją podróż do Poznania, do Jednostki Wojskowej. Wraz z ostatnim gwizdkiem konduktora zatopiłem się w siódmej części Mrocznej Wieży. Po kilku godzinach brutalnie zabrano mi wszystko co miałem, oprócz komórki i ładowarki. Nowo nabyte ubrania bardzo mi się podobały, ale nie za cenę książki! Wieczory spędzać musiałem na graniu w karty, bo rozrywki po capstrzyku żadnej innej nie było. A to czasy, kiedy muzyka mp3 w komórce to objaw burżuazji. Po przysiędze odzyskałem swój wymarzony przedmiot z cywilnych rzeczy, ale natłok poligonów, zadań i innych wojskowych (nie)przyjemności spowodował, że czytanie było na tyle męczące, że ukojenie znajdowałem w kartach. Dopiero w cywilu mogłem dokończyć serię.

I nie ma co tutaj zdradzać, jakakolwiek aluzja do fabuły może zepsuć zabawę. Powiem jedno, po latach uważam, że to GENIALNY koniec DOBREJ sagi. Jest skończona, od początku do końca. I to właśnie mnie zastanawia, co musi być takiego w VIII tomie, żeby dopełnić pełną historię?

poniedziałek, 7 maja 2012

Stephen King - Mroczna Wieża VI: Pieśń Susannah















Data ukończenia: 20 sierpnia 2007

Data utworzenia recenzji: 20 sierpnia 2007 i 30 września 2007

Recenzja #1 (20 sierpnia 2007):

"Stephen King - Mroczna Wieża VI: Pieśń Susannah" przeczytane, ale czasu nie mam na kilka słów, później napiszę. Ale książka bardzo dobra!


Recenzja #2 (30 września 2007):

Nieco czasu minęło, ale i tak muszę się wypowiedzieć. Obok czwartego tomu najlepsza część sagi. Jakoś trzymało w napięciu i po bardzo wolnym piątym tomie, tutaj nagle wszystko rusza z kopyta. No i te drugoplanowe postacie, które czasem są opisywane, jakby były głównymi (tyle wysiłku poświęcono na stworzenie postaci do jednego rozdziału), a przede wszystkim Cullum, Damascus i sam Król. Jestem w trakcie siódmego tomu i muszę przyznać, że na razie to, co stworzył po "Wilkach..." jest kapitalne.


Opinia po pięciu latach:

Po bardzo wydłużonym piątym tomie, wziąłem od razu "Pieśń Susannah". W tamtych czasach nie robiłem tego, co dziś. Nie przerywałem sobie kolejnych tomów inną książką. Z tego powodu występowało znużenie i zmęczenie materiałem. Założyłem sobie, że mam wyłącznie siedem dni na przeczytanie szóstej części, a ponieważ w tamtym roku bardzo wolno mi to wychodziło, był to nie lada wyczyn. Powód? Za siedem dni miałem zostać wcielony do wojska, a jedyne czego się obawiałem, to co będę czytał, jeśli będę miał taki mały tom...

By móc zatopić się w ostatniej części "Mrocznej Wieży", i to w koszarach, zacząłem swój wyścig z czasem. Gdzieś na dwie godziny przed odjazdem pociągu do Poznania 20 sierpnia 2007 roku, zakończyłem "Pieśń...". Jeden z najlepszych tomów!

Po powrocie zdziwiłem się mocno, jak bardzo różnią się opinie czytelników. Ta książka jest uznawana za najgorszą z całej serii. Dlaczego? Występuje tu Stephen King. Nie jest to żadne zaskoczenie, bo już na okładce jesteśmy o tym poinformowani. Jednak ten niewinny element spowodował drastyczne obniżenie średniej oceny tego tomu.

Zupełnie mi to nie przeszkadzało. Ba! Nawet bardzo przyjemnie się czytało, a moja najmniej lubiana postać dostała w końcu nieco wiatru w skrzydła. Wbrew ogółowi, muszę przyznać, że po tym tomie już byłem niesamowicie podekscytowany możliwością dokończenia całej sagi. A plan został wykonany i bramy koszar przestąpiłem z zaczętym siódmym tomem.

niedziela, 30 października 2011

Stephen King - Mroczna Wieża V: Wilki z Calla
















Data ukończenia:  5 sierpnia 2007

Data utworzenia recenzji: 5 sierpnia 2007

Recenzja:

Wzorowana na filmach Kurosawy i Leone, czyli ratowanie miasteczek z rąk bestialskich Wilków. Pod sam koniec okazuje się, że dużo krzyku o nic, bo scena walki to kilka kartek. Ta część nie miała być chyba o potyczce, a raczej wyjaśniać "zbiegi okoliczności" zachodzące w serii. I szczerze, jestem usatysfakcjonowany, bo po tej części stwierdzam, że zakończenie może wgnieść w fotel. Nie trzymała mnie ta książka, tak jak czwarta część, ale i tak jest jedną z fajniejszych. 

A teraz trochę spoilerów. Bardzo podobało mi się wtrącenie tutaj wątku Kinga i Callahana. "Miasteczka Salem" nie czytałem, więc nie wiem na ile straciłem z przyjemności wtapiania się w historię księdza. Fajnym pomysłem było wrzucenie naszych ikon popkultury: jak pierwszy raz został opisany znicz, od razu wyobraziłem sobie Harrego Pottera, ale nie sądziłem, że King zdecyduje się na ten krok. Fajnie puszczone oczko. Tak samo z Andym. Jak opisano jego posturę, zacząłem wyobrażać sobie bardzo wychudzonego Dr. Dooma, połączonego z tym robotem z przygodówki - "Syberia". I może on tak konkretnie nie wyglądał, za to były w książce postacie wyglądające, jak ten charakter z komiksu. I co do dwóch zdrajców w książce: jednego domyślałem się od samego początku i nie wiem, czy to niewypał fabularny Kinga, czy może też tego specjalnie nie ukrywał...


Opinia po czterech latach:

Przypomina mi się pewna historia. Jadę pociągiem razem z bratem do Warszawy. Z braku laku wtapiamy się w swoje lektury. Po jakimś czasie zostałem wyśmiany, ponieważ po kilku akapitach stwierdziłem, że bardziej interesuje mnie to, co dzieje się za oknem. Za każdym razem, kiedy przyłapałem się, że nie czytam, musiałem zmusić się do kolejnego akapitu. I tak w kółko.

Patrząc na swoje stare opinie widzę, że bardzo ciężko było mi przyznać przed samym sobą, że książki, które na okładce świecą sławnymi nazwiskami (jak King) zwyczajnie mnie nudzą. Ten tom ma kilka felerów. Więc po latach naprawiam swoje zaniedbanie.

Jest rozciągnięta. Ciekawa historia jest tak mocno wydłużona, że tylko "Ziemie jałowe" przebijają wiejącą nudą. Niby są wątki trzymające w napięciu, ale zanim doczekałem się finałowej konfrontacji, brało mnie już lekkie rozdrażnienie tym tomem. Zresztą sama walka, po tylu stronach czekania, zajmuje dosłownie kilka stron.

I żeby jeszcze trochę się ponakręcać (choć trzeba to zweryfikować!), czyż nie chodziło o to, by wyszkolić całą osadę przed atakiem najeźdźców? Odniosłem wrażenie, że po prawie siedmiuset stronach, ta wyszkolona ekipa nie zrobiła dosłownie nic. Można to było powierzyć po prostu głównym bohaterom (o darowaniu sobie całego wątku osady już nawet nie będę mówił). Po ostatnich stronach stwierdziłem, że pomysł był ciekawy, ale taka zagrywka z nabijaniem stron nie przystoi poważanemu autorowi, jakim jest King. Książka byłaby dobra, gdyby skrócono ją o kilkaset stron, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnych.

środa, 13 kwietnia 2011

Stephen King - Mroczna Wieża IV: Czarnoksiężnik i kryształ
















Data ukończenia: 12 czerwca 2007

Data utworzenia recenzji: 12 czerwca 2007

Recenzja:

A niech mnie cholera! To jest King, którego uwielbiam. Sceptycznie podchodzę do tej serii, bo jedyna część, która do tej pory warta była uwagi to II tom. Po czwartej części, bezpłciowy Roland,  ma prawo być bezpłciowym. Świetnie napisana książka, trzyma w napięciu do samego końca, zwłaszcza, że i tak wszyscy wiedzą jak się ona kończy (opisywana jest przeszłość).

A teraz trochę spoilerów.

Tak niesamowitych postaci już dawno nie spotkałem: młody, zakochany Roland; Cuthbert - prześmiewca i zrównoważony Alain. Ta ostatnia postać najbardziej mi się podobała z całego ka-tet. A czarne charaktery... Blaine Mono był dla mnie mistrzem czarnych charakterów, ale tutaj jest taki natłok tego motłochu, że aż się ich wszystkich lubi. Jonas jest kapitalny, jak dowiadujemy się o czym rozmyśla, jaki krok teraz zrobi itp. itd.

I cholera! Żal było wracać z przeszłości do teraźniejszości (ichniejszej), jakoś tamte historyjki bardziej mnie przyciągały niż podróże "na wózku". No, ale w końcu można poznać, co drzemie w tym niebieskookim brzydalu.


Opinia po czterech latach:

Po tragicznie nudnych "Ziemiach jałowych" brakowało mi chęci do sięgnięcia po kolejny tom "Mrocznej Wieży". Jak popatrzy się jeszcze na gabaryty czwartej części, to aż w płucach ściska, czego można się spodziewać po tym tomie...

A jednak! Powrót do przeszłości okazał się najciekawszym elementem całej sagi. Ta część napędziła mi ochotę na dokończenie kolejnych tomów, które nie były tak dobre, jak "Czarnoksiężnik i kryształ", ale dawały radę. I wśród moich znajomych również dominuje opinia, że jest to najlepsza część siedmiotomowej sagi Kinga.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Stephen King - Mroczna Wieża III: Ziemie jałowe
















Data ukończenia: 4 maja 2007

Data utworzenia recenzji: 4 maja 2007

Recenzja:

No, nie wiem. Pierwsza księga nie jest zła, ale tak nużyło po jakimś czasie, że musiałem odwlekać czytanie i dokończyć ją znacznie później. Druga księga 3 tomu za to ma taką dynamikę, że pochłonąłem ją przed chwilą. Szkoda mi trochę tych początkowych rozdziałów, bo za szybko zacząłem obczajać o co z tym biega, a niemoc bohaterów, która przedłużała się aż do 300 stron była po prostu wnerwiająca. Książka może nie tak dobra jak drugi tom, ale i tak kawał dobrej literatury.


Opinia po pięciu latach:

Patrzę na swoją recenzję z 2007 roku i dziwię się samemu sobie, że tak ciężko mi było przyznać się do tego, że tak się wynudziłem tym tomem. W tamtym czasie miałem zamiar po tej części rzucić w cholerę "Mroczną Wieżę" i zająć się czymś zupełnie innym, czymś po czym nie poczuję utraty czasu.

Pierwsza księga, tego tomu, irytowała mnie od początku do końca. Miałem wrażenie, że próba przeniesienia Jake'a ze świata do świata była tak maksymalnie wydłużona, by jedynie pozapełniać stronice. Traktowane jako dopychacz.

Druga księga jest o wiele bardziej przystępna. Jednak pojawienie się pociągu i zabawa w zagadki strywializowała cały pomysł. Może jednak nie pomysł, ale same jego wykończenie. Bo kończy się to, jak każdy następny odcinek "Czarnych chmur", co po raz kolejny pokazuje, moim zdaniem, że nie było pomysłu na ten tom.

To jest najnudniejsza książka Stephena Kinga, jaką miałem okazję przeczytać. Przeczytanie tej części trwało wiele dni. Potrafiłem znaleźć więcej ciekawszych rzeczy od powrotu do powolnej podróży ku Mrocznej Wieży. Susanah dalej była u mnie kołem u wozu, a mnie już cała historia przestała interesować. Jednak czwarty tom przewrócił po raz kolejny moją opinię, o tej serii, do góry nogami.

wtorek, 2 listopada 2010

Stephen King - Mroczna Wieża II: Powołanie Trójki


Data ukończenia: około 26 stycznia 2007

Data utworzenia recenzji: 26 stycznia 2007

Recenzja:

Właśnie 4 godziny na dupsku spędziłem czytając książkę. Jak "Roland" był raczej przeciętną opowiastką, tak "Powołanie..." daje niezłego kopa w dżondra od pierwszych stron. Czuje się tego Kinga od "Lśnienia", "Kujo" itp. Świetne.

To może teraz takie przemyślenia dla osób, które już to przeczytały.

To najdziwniejsze 3 osoby, które przedstawiono, jako ważne. Taki Eddie, ćpun, jest chyba najpospolitszą postacią z nich wszystkich i jego 'Kaka', i styl bycia jest dla mnie chyba najbardziej przyciągającym wątkiem w książce. Detta/Odetta/Susannah - tu juz raczej przynudzało, chociaż ciekawa sprawa - inwalidka w książce drogi, ogólnie na odstrzał.

I człowiek zagadka - Jack Mort. W opisie książki jest napisane seryjny zabójca, aż mnie zdziwiło, jak po pierwszych rozdziałach dowiedziałem się jakiego typu to seryjność jest, człowiek zupełnie bez klasy. Z drugiej strony, kto powiedział, że przymiotnik "seryjny" to jakiś tytuł honorowy! No, ale nie tak sobie to wyobrażałem. Postać strasznie ciotowata, jak pewnie wiekszość takich chojraków, no ale żal mi trochę, że historia zakończyła się tak, jak się zakończyła.


Opinia po czterech latach:

Dużym problemem tej części, jak i następnych, jest to, że są kontynuacją bardzo nieprzystępnego "Rolanda". I tak, jak niektórym mogłaby się spodobać seria, jako całość, już na samym początku natrafiają na najnudniejszy tom. "Powołanie Trójki" to moim zdaniem książka, którą każdy powinien przeczytać i dopiero wtedy ocenić, czy dać sobie spokój z całym cyklem, czy brnąć dalej.

I jeśli miałbym już do czegoś się przyczepić to do inwalidki, która była dla mnie kulą u nogi całej drużyny. I nie chodzi to tylko o ten tom, ale ogólnie do całej postaci w serii. Jednak jest to czepianie się na wyrost, bo z siedmiotomowej sagi, jest to jedna z najlepszych części.

środa, 6 października 2010

Stephen King - Mroczna Wieża I: Roland



Data ukończenia: około 27 grudnia 2006

Data utworzenia recenzji: 27 grudnia 2006

Recenzja:

W ramach przerwy, znudzony już kolejną książką z makroekonomii, rzuciłem się na serię, którą odkładałem już od paru lat. Wiem, że pierwszy tom jest tym tomem, który zniechęcił niektórych do czytania całej "Mrocznej Wieży", ale przekładałem czytanie ze względu na powiązanie z innymi książkami Kinga - im więcej wcześniej przeczytałem, tym więcej aluzji znajdę.

Co do samego "Rolanda", czuć, że napisany jest w "smarkatych latach" Kinga. Przed chwilą dowiedziałem się, że została wprowadzona poprawiona wersja pierwszego tomu, przeczytam ją więc chyba na sam koniec.

Strasznie męczyła mnie scena z wyrocznią i z podróżą przez góry, ale dałem radę i nie zawiodłem się. Zrobiłem tylko jeden głupi błąd. Zacząłem uczestniczyć w 7 tomowej sadze, a tutaj z każdej strony zaliczenia i sesje, ech...


Opinia po czterech latach:

Po takim czasie wiedziałem, że usiądę i będę chciał napisać opinię, która zjedzie ten tom. Jest to słaba część, którą przeczytałem do końca tylko ze względu na to, że cała moja rodzina była zafascynowana "Mroczną Wieżą". Byli też zafascynowani fanatycznie Kingiem i z tego powodu podchodziłem do tej serii z rezerwą. Jest tylko jedno "ale".

Po przeczytaniu całej sagi, nie wziąłem do ręki ponownie pierwszego tomu, aż do dzisiaj. Przekartkowałem całą książkę. Przeczytałem ostatni dialog między rewolwerowcem, a człowiekiem w czerni i jestem zachwycony! Właśnie to wtedy powinienem był zrobić po przeczytaniu siódmego tomu. Znajdują się tu chyba wszystkie odpowiedzi na znaki zapytania w tej serii. Przez co, to co wydawało mi się zbiorkiem opowiadań o Rolandzie, stało się jedną z ważniejszych części tej serii.

Nadal uważam, że jest słabo napisana. Nie czytałem tej poprawionej wersji, ale zrobię to. Trzy lata temu powiedziałem, że raczej nie przeczytam drugi raz sagi o Mrocznej Wieży, ale dziś już taki pewien tamtych słów nie jestem. Nie mogę polecić tej części, jednak muszę przyznać, że okazała się rzeczywiście ważna. I niestety trzeba przez nią przebrnąć, bo może nie wszystkie odcinki mi się podobały, to cała seria jest godna uwagi i warta przeczytania!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...