Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Dysku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Dysku. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 grudnia 2017

Terry Pratchett - Mort

















Data ukończenia: 19 listopada 2017

Data utworzenia recenzji: 15 grudnia 2017

Recenzja:

Śmieszna sprawa z tym "Mortem". Śmierć to do pewnego momentu mój ulubiony bohater. Gdy jakieś 15 lat temu zaczynałem podróż ze Światem Dysku (czytając bez żadnej chronologii) uważałem go za najciekawiej zrobioną postać. Zagubiony w naszym świecie, ale przez cały czas dążący do nauki nowości. Jego WIELKIE LITERY i drugoplanowość mocno mnie jarały. Nie musiał grać głównej roli, by być zapamiętanym.

Cała magia prysła, gdy położyłem swoje nastoletnie łapska na pierwszej części serii o Śmierci... Miało to być coś wspaniałego, a zabiło mój zachwyt nad nie tyle samą postacią, ale także autorem, który przestał być dla mnie mistrzem. Nic mi się w tej książce nie podobało. Nudna, jak flaki z olejem fabuła, humor ledwo wyczuwalny i ogólny brak polotu tej części - wszystko to spowodowało, że w szczękościsku odczuwałem, jak autor nie wykorzystuje potencjału.

Śmierć zatrudnia u siebie Mortimera, cherlawego chłopca, który od stajennego ma awansować na samego mistrza fachu. Mort to dobry dzieciak i gdy pewnego dnia otrzymuje zadanie zakończenia żywota pewnej księżniczki - podejmuje, co najmniej, niewłaściwą decyzję. Śmierć w tym czasie rozkoszuje się chwilową przerwą w działalności i odkrywa sekrety ludzkich uciech.

Opinia negatywna całe szczęście nie jest aktualna. Przeczytałem po wielu latach książkę ponownie i muszę przyznać, że czytając Pratchetta według kolejności wydania - "Mort" jest najciekawszą książką do tej pory (jest to tom czwarty). Dowcipy Pratchetta dawno mi zbrzydły, więc tutaj bronić go nie będę. Jednak sama fabuła, która kiedyś mi nie podpasowała, teraz jest na całkiem zadowalającym poziomie. Kolejną kwestią jest samo "zajrzenie" do pracy Śmierci od kuchni - do tej pory siedzieliśmy w świecie magów i czarownic, a tutaj Pratchett pokazuje nam zasady nieco bardziej pokręconego świata.

Podsumowując, po latach zmieniło mi się postrzeganie tej części. Nie często zdarza mi się, by "naprawić" jakąś ocenę. Ale czytając zgodnie z datą wydania książek, rzeczywiście - "Mort" jest kilka poziomów wyżej. Szkoda tylko, że te żarty mnie nie potrafią tak zadowolić, jak te kilkanaście lat temu.

piątek, 27 stycznia 2017

Terry Pratchett - Równoumagicznienie


















Data ukończenia: 26 stycznia 2017

Data utworzenia recenzji: 27 stycznia 2017

Recenzja:

Nie miałem okazji nigdy wcześniej czytać cyklu o wiedźmach. Babcia Weatherwax, Tiffany Obolała to postacie, które w moich książkach nigdy nie zaistniały. Dopiero teraz odświeżając sobie serię, mam okazję poznać historię czarownic Świata Dysku.

I niestety - nie jest to jakaś na razie rewelacja. Trzeci tom, zaczyna się całkiem nieźle. Kowalowi, który jest ósmym synem, zaczyna rodzić się kolejne dziecko. Według harmonogramu będzie to kolejny syn, ósmy. Ósmy syn ósmego syna, to z urzędu materiał na maga - którego wita na świat schodzący z tego padołu stary mag - w tym wypadku Drum Billet. Jednak z powodu rutynowego podejścia do sytuacji, mag wita nie syna, a córkę Kowala. Tematem przewodnim jest wojna płci, feminizm oraz równoupraw... równoumagicznienie. Przecież żaden facet nie może być czarownicą, a kobieta magiem.

Pomimo całkiem niezłego początku, książka w połowie wieje nudą. Moim zdaniem nie ma tutaj żadnego wątku przewodniego. Nawet pojawienie się, hmm, głównego złego (?), wydaje się dociśnięte na chama, by móc jakoś zakończyć historię. Wygląda na to, że nawet koniec ma więcej sensu, niż środek powieści.

Pomimo surowej oceny, muszę przyznać, że trzymałem przez cały tom kciuki za pozytywną ocenę. Da się lubić bohaterów, historia zapowiada się na bardzo dobrą, ale jak zwykle środek zadecydował, że jest to dla mnie powieść poprawna...

czwartek, 20 października 2016

Terry Pratchett - Blask fantastyczny

















Data ukończenia: 13 października 2016

Data utworzenia recenzji: 20 października 2016

Recenzja:

Dziwnym jest, że wszystkie zastrzeżenia jakie miałem do "Koloru magii" zostały mi w tym tomie "wysłuchane". Nie zdarza mi się to często, by autor, którego skrytykowałem poprawił się od razu przy następnej książce.

Nie czytałem nigdy wcześnie "Blasku...", właśnie przez to, że "Kolor..." i Rincewind zabili mi klimat serii Świat Dysku. Humor w pierwszym tomie jest tak oczywisty, że jakakolwiek zmiana byłaby in plus, jednak Pratchett pokazał się tutaj z najlepszej strony. Strony "Zbrojnych", czy "Pomniejszych bógów".

"Blask fantastyczny" jest bezpośrednią kontynuacją "Koloru magii". Nie ma możliwości czerpać przyjemności z tego tytułu bez zaznajomienia się z poprzednim, więc gdy pierwszy tom kończy się "lotem" pechowego maga w dół, drugi go kontynuuje. Rincewind i Dwukwiat będą mieli okazję spróbować uratować świat przed czerwoną gwiazdą, która nieuchronnie zmierza do Wielkiego A'Tuina. Oczywiście, jak to zwykle bywa z ciemnym ludem, pojawienie się pryszcza na niebie powoduje powstawanie czcicieli, którzy zaczynają zachowywać się co najmniej dziwnie. Ponieważ magia coraz bardziej się rozrzedza, jedynym ratunkiem może być czarodziej, który nie zna żadnego praktycznego zaklęcia.

Książka jest świetna. Ostatnie przygody z Pratchett'em nie były najprzyjemniejsze, ale powrót do początków i przetrawienie beznadziejnego "Koloru magii" wynagrodziło mi śmiesznie spędzonym czasem. Polecam, niestety cały dwutom.

Książkę czytałem podczas podróży poślubnej, w Grecji. Gdy nie chciało się wracać do Polski, Dwukwiat rzekł do mnie: "Najważniejsze we wspomnieniach jest to, żeby potem mieć się gdzie zatrzymać i tam je wspominać". To powiedziała nielubiana przeze mnie postać, na drugi dzień spakowaliśmy się i wróciliśmy wspominać.

wtorek, 30 sierpnia 2016

Terry Pratchett - Kolor magii

















Data ukończenia: 17 sierpnia 2016

Data utworzenia recenzji: 30 sierpnia 2016

Recenzja:

Kiedyś uwielbiałem Pratchetta. Zaczęło się od "Pomniejszych bóstw", przez serię o Straży Miejskiej. Cykl o Śmierci, był nieco bardziej nużący, jednak to "Kolor magii" zabił moją miłość do Terry'ego...

Gdy jakieś 14 lat temu przeczytałem po raz pierwszy ten tom, nie wiedziałem, co się stało. Debiut "Świata Dysku" był strasznie źle napisany, nie potrafił wciągnąć w fabułę, a dowcip był bardzo naciągany. Czy po 14 latach coś się zmieniło?

Nic. Była kiedyś w necie stronka poświęcona argumentom, które potwierdzały tezę: nie czytać "Świata Dysku" od pierwszego tomu. Nie ma tego polotu następnych tomów, tego błyskotliwego dowcipu, a sama historia jest poszatkowana, jak mózg polityka.

Rincewind, mag niemota znający jedno zaklęcie, staje się przewodnikiem dla pierwszego w historii turysty - Dwukwiata, który przypomina nieco Azjatę z przyklejonym do oka aparatem. Cała ich podróż jest sterowana przez bogów Świata Dysku, którzy za pomocą figurek na planszy i kostek wynajdują nowe niebezpieczeństwa, które czyhają na naszych bohaterów. Będą "smoki", trolle, zbójcerze i samo miasto Ankh-Morpork, które niczym rak rozwija się z każdego tomu na tom coraz bardziej i śmieszniej.

To śmieszniej tutaj do tego tomu jeszcze nie pasuje. Wszystkie pozytywne opinie o serii, które kiedyś zasłyszycie nie pasują do tego jednego tomu. Edipresse, które wydało cykl w twardej, kieszonkowej edycji, nie rozpoczynało od pierwszego tomu, a od ósmego ("Straż! Straż!"). Jest to o wiele przyjemniejszy i przystępniejszy tytuł, niż "Kolor magii". I chociaż nie cierpię ludzi, którzy zaczynają czytać serię od środka, w tym jednym przypadku macie moje błogosławieństwo. Tylko w taki sposób pokochacie świat Pratchetta i sięgniecie po słabsze tomy.

piątek, 23 grudnia 2011

Terry Pratchett - Potworny regiment















Data ukończenia: 23 listopada 2008

Data utworzenia recenzji: 23 listopada 2008

Recenzja:

Już dawno nie czytałem jego książek. Prawdopodobnie za dużo go było u mnie w ciągu kilku ostatnich lat. Zmusiłem się jednak do przeczytania tej części i jestem sympatycznie zaskoczony. Co prawda humor nie jest jakiś prześmieszny, ale daje radę, w stosunku do innych tomów ze Świata Dysku. Jedna z lepszych książek, stawiam obok "Pomniejsze bóstwa" i cyklu o Straży Miejskiej. Co do wulgaryzmów (czytałem dużo słów krytyki), są na miejscu i niczego im nie brakuje. To książka o wojsku, więc brak tego elementu szkodziłby tylko sprawie.

Swoją drogą, na tyle mi się spodobała, że może odświeżę sobie cykl.


Opinia po trzech latach:

Uwielbiałem tego faceta! Pratchett dał mi wspaniałe "Pomniejsze bóstwa", "Straż! Straż!" i inne części o Straży Miejskiej. Byłem skłonny przeczytać wszystkie książki, ale czar prysł, gdzieś w połowie drogi. Zaczęło się od "Morta" i wszystkie tomy ze Śmiercią w roli głównej doprowadzały mnie do skrajnej nudy. Wraz z tym zacząłem zauważać, gdzie są rozmieszczone dowcipy, ale jedyne na co mnie było stać to lekki uśmieszek, ni to drwina, ni sympatia. Aż po jakimś czasie powiedziałem dość i dobrych kilka lat musiało minąć, żebym zmusił się do sięgnięcia po następny tytuł. Trafiło na "Potworny regiment", a tom wybrałem ze względu na tęsknotę za mundurem.

I tak, rzeczywiście jedna z lepszych książek Pratchetta, jaką czytałem. Ale przewidywalna, przez co nieśmieszna. Może i za pierwszym razem, rzeczywiście było lekkie zdziwienie, gdy pierwsza postać okazała się kobietą, ale każdy kolejny "coming out" był tylko próbą ożywienia niemrawej fabuły, która się wlekła i wlekła. Dlaczego uważam, że to lepsza książka? Bo z tego co pamiętam, nie było jeszcze stworzonego takiego klimatu w Świecie Dysku. Pomysł ciekawy, realizacja mierna. Niczym fatalnie pozszywany Igor.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...