poniedziałek, 10 marca 2014

Martin ZeLenay - Tajny raport Millingtona
















Data ukończenia: 10 marca 2014

Data utworzenia recenzji: 10 marca 2014

Recenzja:

Obco brzmiące nazwisko wyszukane w internecie nie daje nam żadnej wskazówki, z czym będziemy mieć do czynienia przez najbliższe godziny. Jeśli wierzyć okładce jest to kolejny Polak, po Kuklińskim, który wspiera amerykański wywiad. Jak to z dobrymi agentami bywa, nazwisko na okładce prawdziwym nie jest, a jedyne czego możemy się o nim dowiedzieć, to że jest historykiem sztuki, który brał udział w tajnej operacji. Ta otworzyła mu drogę do poważniejszej kariery - konsultanta.

Z tego powodu mamy prawo oczekiwać faceta, który się zna na rzeczy i wie o czym pisze. Zawsze mam wtedy obawę, czy powinien pisać! Większość tego typu bohaterów używa wspomagaczy w postaci osób, które wiedzą: jak pisać - przykładem jest "Snajper" Wasdina. Tutaj nie widzę żadnego dodatkowego nazwiska, więc muszę wierzyć, że historyk sztuki, który robi w wywiadzie, ma też zdolność opisywania swojej codziennej roboty.

Kolejną moją obawą, była tematyka. Książki sensacyjne, thrillery polityczne, które czytałem w ciągu ostatnich lat, w głównej mierze opierały się na zimnowojennym Bondzie, walczącym ze Smierszem, czy z organizacją SPECTRE. Gdzie tym powieściom do czasów Motoroli DynaTAC, a co dopiero jakiegośtam "interneta". Chociaż recenzowana rok temu "Carte Blanche" dziejąca się w teraźniejszości zaskoczyła mnie pozytywnie i do dziś uważam, że Pan Deaver to pierwszy autor, który wczuł się w rolę Iana Fleminga i napisał trudną, ale satysfakcjonującą powieść w trudnych, cyfrowych, dzisiejszych czasach.

ZeLenay miał wysoko postawioną poprzeczkę. Jego tytułowy raport Millingtona, to nic innego, jak ocena systemu obrony USA. Pierwszy raport został opublikowany przed zamachem na WTC, a Millington dzięki niemu stał się kimś na miarę Nostradamusa (ludziom młodym wyjaśniam, że to taki wróż Maciej, sprzed pierwszej emisji "Tańca z gwiazdami"). Przepowiedział niemal wszystko, co wydarzyło się w 2001 roku. Napisał także drugi raport, a rząd amerykański zaciska pięści i modli się, żeby nie spełniło się proroctwo. W Afganistanie pewien posłaniec ma szmacianą lalkę z zaszytą informacją na kartce, we Francji zostaje popełnione morderstwo na chcącym współpracować Turku, a wszystko w cieniu pewnej wystawy.

Muszę się przyznać, że w środku pogubiłem się bardzo. O ile początek był dla mnie całkowicie jasny, mający bardzo dobrze rozpisane problemy typowego agenta z niemożliwością ujawnienia swojej prawdziwej kariery przed żoną i córką, to w rozwiązaniu akcji błądziłem niczym ślepiec w ciasnej beczce. Nie wiedziałem, czy czegoś nie łapię, czy może później się wyjaśni. Jednak koniec powyjaśniał niewyjaśnione i muszę przyznać, że chyba wszystko się zgadza i jest na swoim miejscu. ZeLenay stworzył scenariusz na dobry film sensacyjny!

Zawsze podobało mi się, jak autorzy potrafili tworzyć postacie drugoplanowe. Robił to Stephen King, Ian Fleming, David Gemmell, czy Rowling. Do tego wąskiego grona mogę dopisać Martina ZeLenay'a. Zwłaszcza za dwa charaktery: Victora Dubovsky'ego i Toma Woodricha. Ten pierwszy to prawdopodobnie nasz autor w nowej skórze, opowiadający o Polsce, Kazimierzu Malewiczu i potępiający Związek Radziecki, który nie zniknął po zmianie nazwy na Federację Rosyjską. Z zachowania przypominający mi Slavoja Żiżka. Drugi, Tom, też mi kogoś przypomina, choć z imienia i nazwiska nie dam rady wskazać. Prawdopodobnie to typowy człowiek, z którym mamy do czynienia w dzień powszedni. Jak mówi, to okręca sobie sznurek wokół palca. Mała rzecz, a cieszy.

Kolejna sprawa to dialogi. Od czasu Fleminga, a zwłaszcza "Goldfingera", nie widziałem tak dobrze spisanych dialogów. Nie mówię tu o żadnej erudycji, a o prawdziwej rozmowie, ze swoimi zgrzytami, wcinaniem się w zdanie i ogólną swobodą języka. Widać to zwłaszcza podczas biurowych rozmów naszych "dobrych" agentów. Miałem nawet w trakcie podejrzenia, że może rzeczywiście są spisane, a cała akcja ma prawo wydawać się prawdziwa.

Wydawnictwo Znak określiło "Tajny raport Millingtona" jako pierwszy thriller w trylogii, która zobrazuje nam współczesne boje z terroryzmem. Nie mogę znaleźć dużo informacji o Martinie, z tego co widzę, napisał jedną książkę i uważam, że to udany debiut. Jeśli popracuje przy następnych swoich powieściach, kto wie, może szykuje się nam nie kolejny Kukliński, a może Dan Brown? Czekam też na kolejne tomy trylogii. Wydawnictwo Znak, trafiło w dobry moment - wspomniany Victor Dubovsky krytykujący Rosję za swoje postępowanie idealnie wpasował się w dzisiejsze gorące tematy dotyczące Krymu.

1 komentarz:

  1. 'Tajny raport Mellingtona" - czyli coś nie dla mnie. :)

    shelf-of-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...