Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Gemmell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Gemmell. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 czerwca 2012

David Gemmell, Stella Gemmell - Troja: Upadek królów
















Data ukończenia: 6 czerwca 2012

Data utworzenia recenzji: 14 czerwca 2012

Recenzja:

I stało się. Autor nie dożył zwieńczenia swej historii, dokończyła za niego żona. Wiedziałem o tym wcześniej, przed rozpoczęciem trylogii, ale dopiero przejąłem się pod koniec pierwszego tomu, kiedy wiedziałem, że uczestniczę w jednej z najlepszych serii, jakiej dano mi było przeczytać.

Nie ma co ukrywać. Imię Stelli, żony autora, może nieco przerazić. Jeśli dzieło nie zostało zakończone przez mistrza to żadne rodzinne koneksje nie uspokoją wątpiącej duszy: czy wszystkie założenia zostały uwzględnione; czy nie zmieniono na potrzeby wydawnictwa niektórych wątków; czy wszystko zostało w odpowiedni sposób poukładane?

Nie ma się czego obawiać! Nie mogę znaleźć tych miejsc, w których maczała palce Stella, wszystko do siebie pasuje i nie ma dodanych żadnych niepotrzebnych rzeczy, które zmieniłyby wydźwięk powieści. Nadal wszystko jest rzeczywiste, bez czarów, bogów i anormalnych zjawisk. Klimat tego tomu jest identyczny, jak dwa poprzednie, a jedyną zmianą, która mogła być dodana przez kobietę to scena seksu, od których David wcześniej stronił. Jest opisana w taki sposób, jak zrobiłaby to kobieta. Podejrzewam, że to właśnie najbardziej widoczny wkład nowej autorki książki.

Ten tom poświęcony jest najbardziej rodzinie królewskiej: Hektorowi, Andromasze i Priamowi. Ten pierwszy przeżywa rozterki. Z jednej strony musi walczyć o swoją rodzinę, z drugiej zdaje sobie sprawę, że wojna jest od samego początku przegrana. Priam dowodzi, w oblężonej Troi, martwymi już oddziałami. Czeka na pomoc, która już nie przybędzie, a jego żołnierze jedynie kiwają głową, dla świętego spokoju. Obłąkanie Priama jest tak podobne do Adolfa Hitlera w filmie "Upadek", że zacząłem się zastanawiać, czy aby Gemmellowie nie za mocno czerpali wenę z oblężonego Berlina.

Wynik tej części jest taki sam, jak w micie o Troi. Ale jeśli ktoś spodziewa się strzały wypuszczonej przez Parysa w stopę Achillesa, to znaczy, że nie czytał dwóch pierwszych tomów. Nie ma żadnego Drewnianego Konia Trojańskiego, ani Królika. Odyseusz nie pokłócił się z bogami, co miało przyczynić się do tego, że nie szybko zobaczy swoją Penelopę. Nie ma żadnych irracjonalnych rzeczy w tej powieści. Historie pokroju mitów zostawić należy Odyseuszowi, bajarzowi-zwycięzcy, który ma prawo przedstawiać historię w takich okolicznościach, by pamiętano oblężenie Troi, jako wielki sukces Greków. Historia jest dziełem obserwatora, a propaganda zwycięzcy.

Czy David Gemmell zakończył trzecim tomem historię Troi? Takie pytanie mi się nasuwało w trakcie czytania. Bez wątpienia - Troja padła, historia zakończona. Wśród bohaterów "Troi" mamy jednak osobę, która za kilka dni wyjdzie z Żydami z Egiptu, a potomkowie Helikaona stworzą Rzym. Czy były to otwarte furtki na przedłużenie historii? Odpowiedź Gemmel zabrał ze sobą.

czwartek, 10 maja 2012

David Gemmell - Troja: Tarcza Gromu















Data ukończenia: 7 maja 2012

Data utworzenia recenzji: 10 maja 2012

Recenzja:

Największą mordęgą jest recenzowanie środkowych części sagi, która równie dobrze może nie mieć podziału na tomy. W opinii pierwszej można streścić fabułę, w recenzji ostatniej wzdychać i krzyczeć, że to najlepsza seria, jaką się czytało. A w drugiej? Co można napisać, by nie zepsuć zabawy? Jeśli obawiacie się spoilerów, zapraszam do bałwochwalczego, ostatniego akapitu.

Kilka miesięcy po ataku na pałac Priama, Odyseusz dowiaduje się, że jego przyjaciel, Helikaon, nie żyje. Ksantosa prowadzi Hektor, odpierając ataki mykeńskich piratów. Wojna wisi na włosku, ale wszyscy przygotowują się do nadchodzących wielkimi krokami Igrzysk, na cześć Andromachy i Hektora. Na ten czas nie ma wojen i waśni, jedynie obłuda i skrytobójstwa. Do Troi zmierzają zarówno królowie ze wschodu, jak i z zachodu. Na jednej imprezie zasiądą: Priam, Agamemnon, Odyseusz, Peleus i inni.

I ten moment uważam za kulminacyjny, a zwłaszcza walkę na pięści między Hektorem, a Achillesem. Pierwszy objedzony i lekko pijany, ale serdeczny i szlachetny. Drugi - brutal, bestia wcielona. I wiadomo, że jeśli wygra Achilles, to jego okrucieństwo nie pozwoli pozostawić przy życiu Hektora. Ale to przecież nie może być ta ostateczna walka między nimi! Wiemy, że syn Priama nie ginie w tym akcie. Jakim cudem trojańczyk przetrwa te bombardowanie pięściami tesalczyka. I to jest właśnie wspaniałe, wiadomo, jak się to wszystko skończy, ale póki nie doczytasz, nie uwierzysz!

W drugim tomie zmieniła się obsada. Odsunięto mocno wyeksponowanych: Arguriusa, Helikaona, Andromachę i Priama. Część z powodu śmierci, część z powodu nowych szachów. Po Helikaonie, główne skrzypce gra brzydki król Itaki - Odyseusz. Pojawia się kobieta, Piria, która ma nieszczęście być gwałcona za każdym razem, kiedy spotyka mężczyzn. Jednak na ratunek przychodzą jej kolejne dwie postacie - Kalliades i Banokles. Mykeńczycy, którzy przetrwali rzeź w pierwszym tomie (w sumie byli już wcześniej, ale dopiero tutaj widać ich w pełni). Pierwszy jest bardzo opanowany, facet z przeszłością, który zakochuje się w Pirii. A Banokles to lekkoduch, połączenie Zagłoby i Obeliksa, ale wspaniały wojownik. Obaj są niesamowicie podobni do dwóch rzymskich żołnierzy z serialu "Rzym", Lucjusza Worenusa i Tytusa Pullo. Biorąc pod uwagę konstrukcję zarówno książki "Troja" i serialu wyprodukowanego przez HBO - miłośnicy jednego, polubią drugie.

Są też momenty wzruszające i przerażające. Próba ratowania ulubieńca Odyseusza, wieprza, który nie był zwykłą świnią, ponieważ miał imię - Ganny. Czy też kolejny najazd na Dardanię. Pierwszy skończył się tragicznie, zwłaszcza dla królowej Halizji - podpalono jej syna, a ją brutalnie zgwałcono. Dziecko z gwałtu nie jest przez nią kochane i wciąż wyczuwa, że Mykeńczycy wrócą dokończyć dzieła. Z jednej strony świetnie stworzona psychika kobiety zgwałconej, z drugiej strony jest to przerażające i smutne zarazem, jak cierpi Halizja, którą czeka jeszcze raz ta sama przeprawa.

Nie będę owijał w bawełnę. 2/3 "Troi" zaliczone. Wiem, że trzeci tom będzie równie dobry, co pozostałe dwa. Bo musiałoby się stać coś naprawdę złego, żebym mógł mieć wątpliwości, co do jakości ostatniej przygody. Na przykład: śmierć autora...

niedziela, 15 kwietnia 2012

David Gemmell - Troja: Pan Srebrnego Łuku















Data ukończenia:
14 kwietnia 2012

Data utworzenia recenzji: 15 kwietnia 2012

Recenzja:

Bycie autorem opinii jest niczym bycie prorokiem. Wiem, że na samym końcu umieszczę zdanie: "Książka fenomenalna, nie ma żadnej skazy!". Problemem tylko jest wymyślić kilka kolejnych akapitów, żeby recenzja nie składała się z samego zakończenia.

Kilka lat temu, moi rodzice, zaczytywali się w pewnej serii książek i byli bardzo podekscytowani tym, co się w środku znalazło. Po licznych namowach nadal nie mogli mnie przekonać, bym w ogóle spojrzał na tył okładki i zobaczył, o czym mowa. W tych czasach odstraszały mnie nagie torsy naoliwionych facetów, które uderzały z każdej strony. Filmy w kinach, jak "Troja", "300" czy "Poznaj moich Spartan" emanowały błyszczącymi mięśniami i szczerze powiedziawszy, nie wiedziałem, kto jest głównym odbiorcą tych produkcji (dziś muszę przyznać, że "300" jest naprawdę świetnym filmem). Okładka i kolorystyka to rzeczywiście arcydzieło, ale to właśnie one spowodowały, że ominąłem książkę szerokim łukiem na kilka lat, czego teraz żałuję. Powinienem był piać na jej temat już od dawna!

Gemmell wziął na warsztat opowieść o wojnie trojańskiej i ubarwił ją, hmm, a może inaczej - wprowadził do niej duszę i ciało. Wszystkie mity o Achillesie, Odyseuszu i Hektorze trzeba mieć na uwadze, ale inaczej na nie spojrzeć. Odyseusz to bajarz, który rysując podobiznę swojej żony na piasku, widzi robaka wijącego się wokół jej głowy. Tak tworzy historię, gdzie on i jego załoga walczą z Meduzą. W innych jego opowieściach, sam zauważa, że jeden cyklop jest ciekawszy niż dwóch, ponieważ jest bardziej przerażający, a zarazem żałosny. Inna legenda, to ta o Arguriosie, który walczył na moście przez cały ranek i zabijał jeden po drugim napastników. Według plotek zabił dziesiątki, a sam przyznaje się do kilku i twierdzi, że pochlebstwa są mocno przesadzone. W taki właśnie sposób tworzeni są herosi.

Fabuła jest ciekawie stworzona, ponieważ nie daje nam na tacy wszystkiego, co powinniśmy wiedzieć. Etapami autor dozuje przypływ informacji i często zdarza się, że postać, którą uważamy za statystę, za kilka rozdziałów okaże się głównym bohaterem. Z początku wiemy tylko, że Helikaon za pomocą Ksantosa, świetnego statku, ma zamiar popłynąć do Troi. Niebawem odbędzie się ślub Hektora, syna Priama, z siostrą wcześniejszej jego narzeczonej, Palestą, której się zmarło. Zidantas, prawa ręka Helikaona, wybiera załogę, w której znajduje się między innymi: Ksander, dwunastoletni chłopiec, syn Akamasa, który został zabity przez mykeńskiego pirata, Alektruona; Attalos, tajemnicza postać, która biegle posługuje się dwoma nożami i Gershom, Egipcjanin, który ucieka przed swoją przeszłością. Helikaon zabiera ze sobą pasażerów. Andromacha, to młoda kapłanka, która ma poważny powód, żeby znaleźć się w Troi. Dwaj inni, Glaukos i Argurios, to mykeńscy wojownicy, którzy nie mają większego wyboru i muszą podróżować z Helikaonem, człowiekiem, którego chcą zabić, za to, że ściął głowę i wydłubał oczy Alektruonowi. Każdy na statku ma inną misję do spełnienia, ale wszystkich łączy jedno, chcą dostać się do Złotego Miasta - Troi. Rządzonej przez Priama, który płodzi dzieci z żonami swoich synów. Przez Priama, który rządzi tylko dlatego, że jego synowie trzymają nienawiść w ryzach, ze względu na Hektora, swego brata, którego się boją i kochają zarazem. Problem polega tylko na tym, że Hektor nie wraca z egipskich podbojów...

Do tej pory znałem jedynie dwóch pisarzy, którzy bez żadnych problemów, tworzyli osoby (prawdziwe, nie papierowe), dawali im cechy, plany i nadzieję, po czym bezpardonowo zabijali. To Stephen King i Ian Fleming. Jeśli chodzi o nadawanie ludzkich cech stworzonym przez siebie postaciom, nie mają sobie równych. Inna sprawa, że powinni pójść siedzieć za te okrutne mordy, jakie zrobili głównym i drugoplanowym bohaterom książek. Do tego zacnego grona doszedł Gemmell.

Żeby nie być gołosłownym opiszę może sytuację, nie zdradzając przy tym fabuły. Jeżeli przez całą książkę jesteś zafascynowany jedną z głównych postaci, to masz jakąś pewność, że osoba ta przeżyje w pierwszym tomie i trafi do następnego. Mój ulubieniec dostaje mocne lanie, którego normalny człowiek nie zdołałby przełknąć i jest umierający. W trakcie czytania pomyślałem sobie: "eee, spoko, przecież to dopiero pierwszy tom, wyliże się". A jednak nie. Ostatnie strony to był szok. Facet zabił postać, dla której czytałem książkę! Teraz czytam drugi tom i nie zapowiada się, że mają tam czary, lekarstwa, czy żywe trupy... Po raz pierwszy zdarzyło mi się pożegnać jedną z najlepiej napisanych postaci, jeszcze nawet nie w połowie drogi do końca.

Obiecałem sobie, że między tomami będę czytał jedną, inną książkę, by odczuć przerwę. Tego samego dnia, jak skończyłem pierwszy tom, wziąłem do ręki bardzo krótką powieść erotyczno-pornograficzną (Alina Reyes - Rzeźnik), która jest beznadziejna, przeczytałem bez żadnego podniecenia i jeszcze tego samego dnia, szybko sięgnąłem po drugi tom "Troi". Taka jest moc tej serii!

A, no i na koniec: "Książka fenomenalna, nie ma żadnej skazy!".
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...