środa, 3 sierpnia 2011

Salman Rushdie - Szatańskie wersety
















Data ukończenia: 21 kwietnia 2008

Data utworzenia recenzji: 21 kwietnia 2008

Recenzja:

Autor skazany na śmierć (Salman Rushdie Prison Break, by być jazzy), zainspirowany "Mistrzem i Małgorzatą", śmierć japońskiego tłumacza, polskie anonimowe wydanie w niskim nakładzie... Same argumenty, by przeczytać i ocenić.

Ostatnio nic tak ciekawego nie czytałem. Czego ta książka nie opisuje? Nie mam zielonego pojęcia. Na sześciuset stronach było tego tak wiele, że przydałoby się jeszcze raz to przeczytać z kartką papieru i długopisem.

Fabuła główna to opowieść o Gibrilu Fariszcie, hinduskim aktorze wcielającym się w bóstwa, i Saladynie Czamczy, zakochanego w angielskiej kulturze człowieku o tysiącu i jednym głosie. Obaj spadając z nieba, ze sterroryzowanego samolotu przeistaczają się: jeden w Anioła, drugi w Diabła. Co oczywiście musi doprowadzić do pojedynku między tymi postaciami.

Jednak główny wątek uzupełniony jest miniopowieściami, które wkurzyć mogą (i do dziś denerwują) islamistów. A zwłaszcza ta, o Mahomecie, przyjmującym tytułowe szatańskie wersety do Koranu.

W opinii krytyków, książka jest trudna dla polskich czytelników, ze względu na słabą znajomość arabskich opowieści, i ogólnie religii panującej na wschodzie. Przyznam się, że sam mam wiele wątpliwości, co do interpretacji całej historii, jednak moje domysły prawdopodobnie bardziej mnie bawią niż wysłuchiwanie wywodów kolejnych "znawców" literatury.

Jednyny minus - jakość tłumaczenia. Czasem, aż się czuje, że w oryginale był inny sens zdania, niż się widzi gołymi oczyma. Miałem przed chwilą do czynienia z angielskimi cytatami i zauważyłem, że brak jednego słowa w polskim tłumaczeniu zmienia całkowicie wydźwięk (brakuje słowa 'hell') końcówki książki.

Ale z tego co czytałem, jedyne polskie wydanie z 1992 roku w nakładzie 30 000 egzemplarzy, sprawia, że jest to swego rodzaju jeden z "białych kruków" w biblioteczkach czytelników.

Komentarz na koniec. Jako wielbiciel "Mistrza i Małgorzaty", mogę polecić "Szatańskie wersety", a jak ktoś lubi "Paragraf 22", to pokocha/znienawidzi absurd pewnych sytuacji, które opisywane są w książce. A, no i osobiście pokochałem Spoono - kto wie, ten wie...


Opinia po trzech latach:

Pamiętam, że niedługo po przeczytaniu książki, wiele osób przyznało się, że skończyli czytać już w pierwszym rozdziale. Nie czepiam się do tego, bo się nie dziwię. Jeśli chodzi o książki, to "Szatańskie wersety" są jedną z trudniejszych, choć nie tak trudną, jak "Ja, Najwyższy" (zdaję sobie sprawę, że ten tytuł pojawia się w moich wypowiedziach zbyt często, ale skoro mam przeginać, to dlaczego nie zrobić tego w recenzji "Szatańskich wersetów"?), a sama scena spadania źle nastraja do reszty fabuły. Mogę nawet przyznać, że początek wyjątkowo mnie odpychał, ale przezwyciężenie pierwszego rozdziału daje dostęp do jednej z lepszych książek, do której, w Polsce, można nie mieć okazji sięgnąć.

No właśnie. "Lepszych". Zdaję sobie sprawę, że "wszyscy mówią", ale wydaje mi się, że tylko "mówią". Jest umieszczona w "1001 książek, które musisz przeczytać", ale nie zmienia to faktu, że mam pewne wątpliwości, co do popularności książki Rushdiego. Sam się przyłapałem na tym, że sama otoczka, wyrok śmierci i rozboje po wydaniu tej książki, zachęciły mnie do zaliczenia tego tytułu. Z takich samych powodów, sprezentowałem swojej drugiej połówce polską wersję na gwiazdkę (pikanterii dodaje fakt, że to wydanie jest strasznie tajemnicze). Bo co tu ukrywać? Jak książka nie byłaby dobra, historia z nią związana jest najbardziej podniecająca.

I nadal uważam, że książka jest TYLKO bardzo dobra. Przeczytałem i wiem. Gdyby nie cała sytuacja, byłaby jedną z wielu wartych przeczytania książek. Co tylko jasno dowodzi, że ta ingerencja polityki i religii w kulturę, bardziej szkodzi prowodyrom, niż samemu autorowi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...