Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2013

Stephen King - Danse Macabre

















Data ukończenia: 13 sierpnia 2013

Data utworzenia recenzji: 8 września 2013

Recenzja:

Po raz kolejny stwierdzam, że Kinga najlepiej mi się czyta przedmowy i posłowia. Książka "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika" dała mi nadzieję, że powinienem się bardziej przyłożyć do tytułów mistrza grozy, który za grozę się nie tyka. Nie mam ogólnie bardzo dobrych wspomnień z powieściami Kinga - trzymają poziom, ale zachwyty i wytryski są mocno przesadzone.

Na "Danse Macabre" polowałem od dłuższego czasu. King, jako narrator opowiadający o horrorze, musiał być dobry. Bez dwóch zdań, tego chciałem oczekiwać. Doczekałem się?

Na te kilkaset stron podobało mi się dwieście. Pierwsze sto i ostatnie sto... Co takiego jest w środku? Muszę przyznać, że tematyka horrorów, to nie jest mój konik, więc wszystkie tytuły filmów i książek, które podaje mi na tacy autor, powinienem z błogosławieństwem przyjąć i w rękę ucałować. Okazało się, że nic z tych rzeczy. Stephen King bardzo słabo podszedł do tematu i nie takiego tekstu się po nim spodziewałem...

O ile wprowadza w książkę swoje młode życie - da się czytać. Wchodzi w literaturę lub kinematografię - żal płuca ściska. Każdy film, czy każdą książkę streszcza scena po scenie, po czym analizuje dane fragmenty. Gdy znam omawiane dzieło, jestem strasznie wynudzony, bo nic odkrywczego King nie napisze. Gdy nie znam, również jestem wynudzony, bo co mi z analizy czegoś, czego nie widziałem nawet przez chwilę...

Niestety, większość omawianych tytułów, zwłaszcza filmów, jest niedostępne dla polskiego czytelnika, z czym mają problem nawet tłumacze, którzy większość nazw musieli zostawić w oryginale. Żeby to same filmy..., ale są tu jeszcze seriale, których nie mieliśmy prawa kiedykolwiek widzieć. Nic mi nie mówią gloryfikowane przez Kinga serie, i chyba nie tylko mi. Podczas czytania siedziałem w cudzym świecie, dzieciństwie i zgubiłem się, zacząłem ziewać i stwierdziłem, że nie ma sensu wydawać czegoś takiego w Polsce. King w żaden sposób nie pomaga czuć się bezpiecznie w jego świecie, bo stworzył dzieło hermetyczne, przeznaczone na rynek amerykański.

Jedna z najsłabszych książek, jaką czytałem.

wtorek, 25 grudnia 2012

Stephen King - Ręka mistrza















Data ukończenia:  19 lutego 2009

Data utworzenia recenzji: 19 lutego 2009

Recenzja:

Po "Mrocznej Wieży" dużo musiało upłynąć czasu, bym zatęsknił za Kingiem. Kapitalnie stworzona książka: dramat, dawka optymizmu, thriller, horror i ściskanie serca (chociaż do łez jeszcze daleko). Z ostatnich jego dzieł jedyna warta uwagi. Bardziej sentymentalny, niż horrorowaty, Stephen King.


Opinia po czterech latach:

Będzie to raczej rozwinięcie opinii z tamtego okresu. W skrócie, Edgar Freemantle, główny bohater, już na pierwszych stronicach traci rękę w wypadku samochodowym. Jest to dla niego bardziej ból psychiczny, niż fizyczny. Za radą psychologa, wyjeżdża na Duma Key, wyspę, która ma mu pomóc odzyskać równowagę psychiczną. Ma się tam zająć dawną pasją, malowaniem.

Sęk w tym, że King tworząc inne postacie, przyćmił głównego bohatera. Wireman, człowiek z niespodzianką w czaszce, to kwintesencja tej powieści. Jest niczym Joker w filmach o Batmanie - wygryza tytułową rolę. Teksty Wiremana to kopalnia wiedzy, dużo czasu zajęło mi przepisanie mądrości tego zacnego człowieka, ale mam je wszystkie, których używam po dziś dzień.

I tak drugoplanowa rola stała się najlepszą częścią tej książki. Elementy horrorowate występują, ale w kiczowatym stylu. Bardziej rzuca się w oczy klimat starości, rozmyślań o życiu, smutku. I ostatnie strony pokazują, jakim King jest wielkim pisarzem. Nie doprowadził mnie do płaczu, ale przykro odkładało się tę księgę.

Mimo tego wątku, nie mogę powiedzieć, że jest to fenomenalna powieść. Jest dobra, ale gdybym miał komuś polecić coś Kinga, podejrzewam, że ten tytuł zupełnie, by mi nie zaskoczył. Samej książki pamiętać nie będę, ale nauki Wiremana - owszem.

czwartek, 15 listopada 2012

Stephen King (Richard Bachman) - Wielki Marsz

















Data ukończenia: 13 marca 2009

Data utworzenia recenzji: 13 marca 2009

Recenzja:

Chyba najlepsza książka, jaką King napisał pod nazwiskiem Bachman. Teoretycznie nieskomplikowana historyjka, którą bez problemu można było rozszerzyć na 250 stron. Przez cały czas trzyma w napięciu. Od normalnych książek Kinga opowiadania Bachmana różnią się większym okrucieństwem i odpuszczeniem sobie jakichkolwiek barier moralnych. Sam może zmieniłbym lekko zakończenie, bo według mnie można było zakończy historię "czymś większym".

Zdecydowanie polecam. Zwłaszcza, że po wymęczonej "Mrocznej Wieży" (która nie była taka zła), jakoś obiektywniej zdarza mi się patrzeć na dzieła Stephena Kinga.


Opinia po trzech latach:

Wspaniale jest polecać książkę w recenzji, nie pisząc nic o fabule, więc będę ciągnąć dalej. Osoby z bliższego mi otoczenia często krytykują moje zdolności do maszerowania. Człowiek per pedes, to dobre określenie. Maszerując: czytam książkę, rozmawiam twarzą w twarz, rozmawiam przez telefon, rozmyślam, debatuję ze współpracownikami w pracy, itp. Niektórzy mówią, że to wina ADHD, owsików, albo hemoroidów. Prawda jest taka, że gdy psychicznie i fizycznie wymęczyli mnie w wojsku, nauczyłem się lubić maszerować, bo gdybym miał to jeszcze znienawidzić to sfiksowałbym w pierwszym tygodniu. Chodzenie traktuję, jak obieranie ziemniaków i zmywanie naczyń - odseparowanie się i wypoczywanie. Na swój chory sposób.

Chodziłem, czytając "Wielki Marsz", ale musiałem usiąść. Wyobraźmy sobie konkurs chodzenia, w którym biorą udział dzieci. Meta jest tam, gdzie padnie przedostatnie z nich. Umrze z wycieńczenia, albo zostanie zastrzelony przez żołnierzy. Wojskowi odmierzają czas między jednym krokiem, a drugim, żeby można było określić, czy uczestnik jeszcze chodzi, czy tylko powłóczy nogami. Nie ma przerw, racje żywnościowe są, wydalanie w marszu, spanie w marszu i życie w marszu.

Uszanowałem swoje nogi i posadziłem dupsko w fotelu. Nawet im należy się szacunek. Tak zła, w dobrym znaczeniu, jest ta książka!

sobota, 4 sierpnia 2012

Tygrys tu, tygrys tam...:
R. L. Stine - Urok
Jerome Bixby - Cudowne życie
Richard Matheson - Pij moją czerwoną krew
William F. Nolan - Coś paskudnego
Leon Garfield - Niespokojny duch
Isaac Asimov - Trzynasty dzień Bożego Narodzenia
Zenna Henderson - Ciii...
Roald Dahl - Proszek plamisty
Ambrose Bierce - Mały włóczęga
Ray Bradbury - Człowiek z piętra
Joan Aiken - Belfer martwego języka
Stephen King - Tygrys tu, tygrys tam...
Ramsey Campbell - Kawał
Robert Bloch - Zabawka dla Julii















Data ukończenia: 6 stycznia 2009

Data utworzenia recenzji: 6 stycznia 2009

Recenzja:

Antologia opowiadań, które z założenia napisali mistrzowie grozy, a wybrane przez Petera Haininga. Polski wydawca zasugerował się chyba popularnością Kinga i stwierdził, że książka pod tytułem: "SCARY! - Stories That Will Make You SCREAM!", nie sprzeda się po przetłumaczeniu na polski. Polska nazwa nawiązuje do opowiadania Stephena, które również się tutaj znajduje.

Zostało mi to polecone, by nie nudzić się na wykładach, bo zawiera jedną całkiem ciekawą historię o załodze Marie Celeste, a że w pewnym czasie byłem pochłonięty grą Limbo of the Lost to stwierdziłem, że może warto zagłębić się w coś "lekkiego". Niestety ta lekkość to nic innego, jak bardzo słabe opowiadania skierowane raczej do nastolatków, także nici z seksu i perwersji. Niektóre opowiadania ocierają się o żenadę, a z 14 opowiadań za dobre uważam cztery lub pięć. 

Polecić mogę gimnazjalistom lub osobom, które lubią poczytać w pociągach, na wykładach, coś mniej subtelnego. Nawet gwóźdź programu, King, nie ma tutaj wielkiej szansy na popis, bo jego opowiadanie zaliczyłbym do tych z najniższej półki (a bez niego ta antologia nigdy by nie powstała, nazwisko to marketing). 


Opinia po trzech i pół roku:

Warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Roald Dahl, autor książki "Charlie i fabryka czekolady", wyrzucił z oryginału jeden z rozdziałów. Ten niepotrzebny fragment znalazł się w tym zbiorze opowiadań, które równie nie były potrzebne światu. Patrząc nawet na Kinga wydaje się, że ten tekst to było najtańsze dzieło do wykupienia na potrzebę książki. Bez niego w spisie treści nie można mówić o "mistrzach grozy".

Jeśli widzi się oryginalny, angielski tytuł, który przypomina nam serial puszczany na RTL7 - "Czy boisz się ciemności?", mamy prawo myśleć, że to może być zbiór straszydeł dla nastolatków. Jeśli z okładki wyglądają na nas dzieci, które równie dobrze mogłyby się nazywać, jak większość nastolatków z amerykańskiej telewizji - Trevor i Bud, to już wiemy, że to jest książka skierowana do nastolatków. Tylko dlaczego taki poziom miałby je usatysfakcjonować?

Mój brat złapał się na nazwisko Kinga na okładce. I to jest soczysty robak na haczyku. Nie bądźcie rybami!

poniedziałek, 23 lipca 2012

Stephen King - Mroczna Wieża VII: Mroczna Wieża

















Data ukończenia: 22 października 2007

Data utworzenia recenzji: 22 października 2007

Recenzja:

Koniec. Bardzo dobra saga. Zakończenie jest takie, jakie powinno być. Innego sobie nie wyobrażam... 


Opinia po pięciu latach:

Parę minut po skończeniu szóstego tomu, wsiadłem do pociągu, by zacząć moją podróż do Poznania, do Jednostki Wojskowej. Wraz z ostatnim gwizdkiem konduktora zatopiłem się w siódmej części Mrocznej Wieży. Po kilku godzinach brutalnie zabrano mi wszystko co miałem, oprócz komórki i ładowarki. Nowo nabyte ubrania bardzo mi się podobały, ale nie za cenę książki! Wieczory spędzać musiałem na graniu w karty, bo rozrywki po capstrzyku żadnej innej nie było. A to czasy, kiedy muzyka mp3 w komórce to objaw burżuazji. Po przysiędze odzyskałem swój wymarzony przedmiot z cywilnych rzeczy, ale natłok poligonów, zadań i innych wojskowych (nie)przyjemności spowodował, że czytanie było na tyle męczące, że ukojenie znajdowałem w kartach. Dopiero w cywilu mogłem dokończyć serię.

I nie ma co tutaj zdradzać, jakakolwiek aluzja do fabuły może zepsuć zabawę. Powiem jedno, po latach uważam, że to GENIALNY koniec DOBREJ sagi. Jest skończona, od początku do końca. I to właśnie mnie zastanawia, co musi być takiego w VIII tomie, żeby dopełnić pełną historię?

poniedziałek, 7 maja 2012

Stephen King - Mroczna Wieża VI: Pieśń Susannah















Data ukończenia: 20 sierpnia 2007

Data utworzenia recenzji: 20 sierpnia 2007 i 30 września 2007

Recenzja #1 (20 sierpnia 2007):

"Stephen King - Mroczna Wieża VI: Pieśń Susannah" przeczytane, ale czasu nie mam na kilka słów, później napiszę. Ale książka bardzo dobra!


Recenzja #2 (30 września 2007):

Nieco czasu minęło, ale i tak muszę się wypowiedzieć. Obok czwartego tomu najlepsza część sagi. Jakoś trzymało w napięciu i po bardzo wolnym piątym tomie, tutaj nagle wszystko rusza z kopyta. No i te drugoplanowe postacie, które czasem są opisywane, jakby były głównymi (tyle wysiłku poświęcono na stworzenie postaci do jednego rozdziału), a przede wszystkim Cullum, Damascus i sam Król. Jestem w trakcie siódmego tomu i muszę przyznać, że na razie to, co stworzył po "Wilkach..." jest kapitalne.


Opinia po pięciu latach:

Po bardzo wydłużonym piątym tomie, wziąłem od razu "Pieśń Susannah". W tamtych czasach nie robiłem tego, co dziś. Nie przerywałem sobie kolejnych tomów inną książką. Z tego powodu występowało znużenie i zmęczenie materiałem. Założyłem sobie, że mam wyłącznie siedem dni na przeczytanie szóstej części, a ponieważ w tamtym roku bardzo wolno mi to wychodziło, był to nie lada wyczyn. Powód? Za siedem dni miałem zostać wcielony do wojska, a jedyne czego się obawiałem, to co będę czytał, jeśli będę miał taki mały tom...

By móc zatopić się w ostatniej części "Mrocznej Wieży", i to w koszarach, zacząłem swój wyścig z czasem. Gdzieś na dwie godziny przed odjazdem pociągu do Poznania 20 sierpnia 2007 roku, zakończyłem "Pieśń...". Jeden z najlepszych tomów!

Po powrocie zdziwiłem się mocno, jak bardzo różnią się opinie czytelników. Ta książka jest uznawana za najgorszą z całej serii. Dlaczego? Występuje tu Stephen King. Nie jest to żadne zaskoczenie, bo już na okładce jesteśmy o tym poinformowani. Jednak ten niewinny element spowodował drastyczne obniżenie średniej oceny tego tomu.

Zupełnie mi to nie przeszkadzało. Ba! Nawet bardzo przyjemnie się czytało, a moja najmniej lubiana postać dostała w końcu nieco wiatru w skrzydła. Wbrew ogółowi, muszę przyznać, że po tym tomie już byłem niesamowicie podekscytowany możliwością dokończenia całej sagi. A plan został wykonany i bramy koszar przestąpiłem z zaczętym siódmym tomem.

niedziela, 30 października 2011

Stephen King - Mroczna Wieża V: Wilki z Calla
















Data ukończenia:  5 sierpnia 2007

Data utworzenia recenzji: 5 sierpnia 2007

Recenzja:

Wzorowana na filmach Kurosawy i Leone, czyli ratowanie miasteczek z rąk bestialskich Wilków. Pod sam koniec okazuje się, że dużo krzyku o nic, bo scena walki to kilka kartek. Ta część nie miała być chyba o potyczce, a raczej wyjaśniać "zbiegi okoliczności" zachodzące w serii. I szczerze, jestem usatysfakcjonowany, bo po tej części stwierdzam, że zakończenie może wgnieść w fotel. Nie trzymała mnie ta książka, tak jak czwarta część, ale i tak jest jedną z fajniejszych. 

A teraz trochę spoilerów. Bardzo podobało mi się wtrącenie tutaj wątku Kinga i Callahana. "Miasteczka Salem" nie czytałem, więc nie wiem na ile straciłem z przyjemności wtapiania się w historię księdza. Fajnym pomysłem było wrzucenie naszych ikon popkultury: jak pierwszy raz został opisany znicz, od razu wyobraziłem sobie Harrego Pottera, ale nie sądziłem, że King zdecyduje się na ten krok. Fajnie puszczone oczko. Tak samo z Andym. Jak opisano jego posturę, zacząłem wyobrażać sobie bardzo wychudzonego Dr. Dooma, połączonego z tym robotem z przygodówki - "Syberia". I może on tak konkretnie nie wyglądał, za to były w książce postacie wyglądające, jak ten charakter z komiksu. I co do dwóch zdrajców w książce: jednego domyślałem się od samego początku i nie wiem, czy to niewypał fabularny Kinga, czy może też tego specjalnie nie ukrywał...


Opinia po czterech latach:

Przypomina mi się pewna historia. Jadę pociągiem razem z bratem do Warszawy. Z braku laku wtapiamy się w swoje lektury. Po jakimś czasie zostałem wyśmiany, ponieważ po kilku akapitach stwierdziłem, że bardziej interesuje mnie to, co dzieje się za oknem. Za każdym razem, kiedy przyłapałem się, że nie czytam, musiałem zmusić się do kolejnego akapitu. I tak w kółko.

Patrząc na swoje stare opinie widzę, że bardzo ciężko było mi przyznać przed samym sobą, że książki, które na okładce świecą sławnymi nazwiskami (jak King) zwyczajnie mnie nudzą. Ten tom ma kilka felerów. Więc po latach naprawiam swoje zaniedbanie.

Jest rozciągnięta. Ciekawa historia jest tak mocno wydłużona, że tylko "Ziemie jałowe" przebijają wiejącą nudą. Niby są wątki trzymające w napięciu, ale zanim doczekałem się finałowej konfrontacji, brało mnie już lekkie rozdrażnienie tym tomem. Zresztą sama walka, po tylu stronach czekania, zajmuje dosłownie kilka stron.

I żeby jeszcze trochę się ponakręcać (choć trzeba to zweryfikować!), czyż nie chodziło o to, by wyszkolić całą osadę przed atakiem najeźdźców? Odniosłem wrażenie, że po prawie siedmiuset stronach, ta wyszkolona ekipa nie zrobiła dosłownie nic. Można to było powierzyć po prostu głównym bohaterom (o darowaniu sobie całego wątku osady już nawet nie będę mówił). Po ostatnich stronach stwierdziłem, że pomysł był ciekawy, ale taka zagrywka z nabijaniem stron nie przystoi poważanemu autorowi, jakim jest King. Książka byłaby dobra, gdyby skrócono ją o kilkaset stron, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnych.

piątek, 19 sierpnia 2011

Stephen King - Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika
















Data ukończenia: 3 maja 2009

Data utworzenia recenzji: 3 maja 2009

Recenzja:

Uwielbiam czytać przedmowy i posłowia Kinga. Czasem zdarza się, że jego komentarze są bardziej pochłaniające niż sama treść powieści, której dotyczy. Od kilku miesięcy trzymam tę książkę, po to, by ją na spokojnie przekartkować. 

To co z pozoru mogłoby się wydawać nudne, okazało się cholernie wciągające. Na swój, często ironiczny, sposób opisuje wszystkie kroki sztuki pisania. Od życiorysu typowego pisarza (czyli swojego) poprzez natchnienia, miejsce pracy i sztuki sprzedawania się. Dużo alzuji do ulubionych filmów Kinga, przykłady topornych dialogów i tekstów przesiąkniętych przysłówkami. Wszystko to okraszone humorystycznym komentarzem. Po tego typu lekturze, każdy pisarz amator nabierze w usta dozę optymizmu. Albo rzygnie, albo połknie. Ja połknąłem.


Opinia po dwóch latach:

Jestem raczej totalnym laikiem, jeśli chodzi o Kinga. Nie mogę się poszczycić tym, że czytałem więcej niż dziesięć tytułów. Pamiętam, że "Jak pisać..." kupiłem wyłącznie ze względu na brata, z dwóch powodów. Pierwszy - jest on miłośnikiem Stephena. Drugi - mój brat miał zabawny epizod pisarski, który skończył się rozstrojem żołądka (trzecim i najpoważniejszym powodem, było to, że rzeczywiście chciał ją mieć, ale nie mogłem sobie odmówić przypomnienia sobie tej sytuacji w tej recenzji. Wątpliwe, bym miał okazję recenzować kolejną książkę traktującą o pisaniu. Jak nie teraz, to kiedy?).

Od dwóch lat nie tknąłem Stephena Kinga, ale bardzo dobrze wspominam czas spędzony nad tą książką i patrząc na to obiektywnie, dziwnie to wygląda, gdy za najlepszą książkę Mistrza Grozy uważam książkę o pisaniu książek. Zmotywowała mnie też do ruszenia mózgownicy i stworzenia własnego dzieła literackiego. Jednak, jak często bywa z motywacją, olała mnie po pierwszej randce i zostałem sam ze swoimi krótkimi recenzjami.

środa, 13 kwietnia 2011

Stephen King - Mroczna Wieża IV: Czarnoksiężnik i kryształ
















Data ukończenia: 12 czerwca 2007

Data utworzenia recenzji: 12 czerwca 2007

Recenzja:

A niech mnie cholera! To jest King, którego uwielbiam. Sceptycznie podchodzę do tej serii, bo jedyna część, która do tej pory warta była uwagi to II tom. Po czwartej części, bezpłciowy Roland,  ma prawo być bezpłciowym. Świetnie napisana książka, trzyma w napięciu do samego końca, zwłaszcza, że i tak wszyscy wiedzą jak się ona kończy (opisywana jest przeszłość).

A teraz trochę spoilerów.

Tak niesamowitych postaci już dawno nie spotkałem: młody, zakochany Roland; Cuthbert - prześmiewca i zrównoważony Alain. Ta ostatnia postać najbardziej mi się podobała z całego ka-tet. A czarne charaktery... Blaine Mono był dla mnie mistrzem czarnych charakterów, ale tutaj jest taki natłok tego motłochu, że aż się ich wszystkich lubi. Jonas jest kapitalny, jak dowiadujemy się o czym rozmyśla, jaki krok teraz zrobi itp. itd.

I cholera! Żal było wracać z przeszłości do teraźniejszości (ichniejszej), jakoś tamte historyjki bardziej mnie przyciągały niż podróże "na wózku". No, ale w końcu można poznać, co drzemie w tym niebieskookim brzydalu.


Opinia po czterech latach:

Po tragicznie nudnych "Ziemiach jałowych" brakowało mi chęci do sięgnięcia po kolejny tom "Mrocznej Wieży". Jak popatrzy się jeszcze na gabaryty czwartej części, to aż w płucach ściska, czego można się spodziewać po tym tomie...

A jednak! Powrót do przeszłości okazał się najciekawszym elementem całej sagi. Ta część napędziła mi ochotę na dokończenie kolejnych tomów, które nie były tak dobre, jak "Czarnoksiężnik i kryształ", ale dawały radę. I wśród moich znajomych również dominuje opinia, że jest to najlepsza część siedmiotomowej sagi Kinga.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Stephen King - Mroczna Wieża III: Ziemie jałowe
















Data ukończenia: 4 maja 2007

Data utworzenia recenzji: 4 maja 2007

Recenzja:

No, nie wiem. Pierwsza księga nie jest zła, ale tak nużyło po jakimś czasie, że musiałem odwlekać czytanie i dokończyć ją znacznie później. Druga księga 3 tomu za to ma taką dynamikę, że pochłonąłem ją przed chwilą. Szkoda mi trochę tych początkowych rozdziałów, bo za szybko zacząłem obczajać o co z tym biega, a niemoc bohaterów, która przedłużała się aż do 300 stron była po prostu wnerwiająca. Książka może nie tak dobra jak drugi tom, ale i tak kawał dobrej literatury.


Opinia po pięciu latach:

Patrzę na swoją recenzję z 2007 roku i dziwię się samemu sobie, że tak ciężko mi było przyznać się do tego, że tak się wynudziłem tym tomem. W tamtym czasie miałem zamiar po tej części rzucić w cholerę "Mroczną Wieżę" i zająć się czymś zupełnie innym, czymś po czym nie poczuję utraty czasu.

Pierwsza księga, tego tomu, irytowała mnie od początku do końca. Miałem wrażenie, że próba przeniesienia Jake'a ze świata do świata była tak maksymalnie wydłużona, by jedynie pozapełniać stronice. Traktowane jako dopychacz.

Druga księga jest o wiele bardziej przystępna. Jednak pojawienie się pociągu i zabawa w zagadki strywializowała cały pomysł. Może jednak nie pomysł, ale same jego wykończenie. Bo kończy się to, jak każdy następny odcinek "Czarnych chmur", co po raz kolejny pokazuje, moim zdaniem, że nie było pomysłu na ten tom.

To jest najnudniejsza książka Stephena Kinga, jaką miałem okazję przeczytać. Przeczytanie tej części trwało wiele dni. Potrafiłem znaleźć więcej ciekawszych rzeczy od powrotu do powolnej podróży ku Mrocznej Wieży. Susanah dalej była u mnie kołem u wozu, a mnie już cała historia przestała interesować. Jednak czwarty tom przewrócił po raz kolejny moją opinię, o tej serii, do góry nogami.

wtorek, 2 listopada 2010

Stephen King - Mroczna Wieża II: Powołanie Trójki


Data ukończenia: około 26 stycznia 2007

Data utworzenia recenzji: 26 stycznia 2007

Recenzja:

Właśnie 4 godziny na dupsku spędziłem czytając książkę. Jak "Roland" był raczej przeciętną opowiastką, tak "Powołanie..." daje niezłego kopa w dżondra od pierwszych stron. Czuje się tego Kinga od "Lśnienia", "Kujo" itp. Świetne.

To może teraz takie przemyślenia dla osób, które już to przeczytały.

To najdziwniejsze 3 osoby, które przedstawiono, jako ważne. Taki Eddie, ćpun, jest chyba najpospolitszą postacią z nich wszystkich i jego 'Kaka', i styl bycia jest dla mnie chyba najbardziej przyciągającym wątkiem w książce. Detta/Odetta/Susannah - tu juz raczej przynudzało, chociaż ciekawa sprawa - inwalidka w książce drogi, ogólnie na odstrzał.

I człowiek zagadka - Jack Mort. W opisie książki jest napisane seryjny zabójca, aż mnie zdziwiło, jak po pierwszych rozdziałach dowiedziałem się jakiego typu to seryjność jest, człowiek zupełnie bez klasy. Z drugiej strony, kto powiedział, że przymiotnik "seryjny" to jakiś tytuł honorowy! No, ale nie tak sobie to wyobrażałem. Postać strasznie ciotowata, jak pewnie wiekszość takich chojraków, no ale żal mi trochę, że historia zakończyła się tak, jak się zakończyła.


Opinia po czterech latach:

Dużym problemem tej części, jak i następnych, jest to, że są kontynuacją bardzo nieprzystępnego "Rolanda". I tak, jak niektórym mogłaby się spodobać seria, jako całość, już na samym początku natrafiają na najnudniejszy tom. "Powołanie Trójki" to moim zdaniem książka, którą każdy powinien przeczytać i dopiero wtedy ocenić, czy dać sobie spokój z całym cyklem, czy brnąć dalej.

I jeśli miałbym już do czegoś się przyczepić to do inwalidki, która była dla mnie kulą u nogi całej drużyny. I nie chodzi to tylko o ten tom, ale ogólnie do całej postaci w serii. Jednak jest to czepianie się na wyrost, bo z siedmiotomowej sagi, jest to jedna z najlepszych części.

środa, 6 października 2010

Stephen King - Mroczna Wieża I: Roland



Data ukończenia: około 27 grudnia 2006

Data utworzenia recenzji: 27 grudnia 2006

Recenzja:

W ramach przerwy, znudzony już kolejną książką z makroekonomii, rzuciłem się na serię, którą odkładałem już od paru lat. Wiem, że pierwszy tom jest tym tomem, który zniechęcił niektórych do czytania całej "Mrocznej Wieży", ale przekładałem czytanie ze względu na powiązanie z innymi książkami Kinga - im więcej wcześniej przeczytałem, tym więcej aluzji znajdę.

Co do samego "Rolanda", czuć, że napisany jest w "smarkatych latach" Kinga. Przed chwilą dowiedziałem się, że została wprowadzona poprawiona wersja pierwszego tomu, przeczytam ją więc chyba na sam koniec.

Strasznie męczyła mnie scena z wyrocznią i z podróżą przez góry, ale dałem radę i nie zawiodłem się. Zrobiłem tylko jeden głupi błąd. Zacząłem uczestniczyć w 7 tomowej sadze, a tutaj z każdej strony zaliczenia i sesje, ech...


Opinia po czterech latach:

Po takim czasie wiedziałem, że usiądę i będę chciał napisać opinię, która zjedzie ten tom. Jest to słaba część, którą przeczytałem do końca tylko ze względu na to, że cała moja rodzina była zafascynowana "Mroczną Wieżą". Byli też zafascynowani fanatycznie Kingiem i z tego powodu podchodziłem do tej serii z rezerwą. Jest tylko jedno "ale".

Po przeczytaniu całej sagi, nie wziąłem do ręki ponownie pierwszego tomu, aż do dzisiaj. Przekartkowałem całą książkę. Przeczytałem ostatni dialog między rewolwerowcem, a człowiekiem w czerni i jestem zachwycony! Właśnie to wtedy powinienem był zrobić po przeczytaniu siódmego tomu. Znajdują się tu chyba wszystkie odpowiedzi na znaki zapytania w tej serii. Przez co, to co wydawało mi się zbiorkiem opowiadań o Rolandzie, stało się jedną z ważniejszych części tej serii.

Nadal uważam, że jest słabo napisana. Nie czytałem tej poprawionej wersji, ale zrobię to. Trzy lata temu powiedziałem, że raczej nie przeczytam drugi raz sagi o Mrocznej Wieży, ale dziś już taki pewien tamtych słów nie jestem. Nie mogę polecić tej części, jednak muszę przyznać, że okazała się rzeczywiście ważna. I niestety trzeba przez nią przebrnąć, bo może nie wszystkie odcinki mi się podobały, to cała seria jest godna uwagi i warta przeczytania!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...