poniedziałek, 28 lutego 2011

Raymond Chandler - Głęboki sen
















Data ukończenia: 22 grudnia 2009

Data utworzenia recenzji: 22 grudnia 2009

Recenzja:

Dokładnie rok temu latałem jeszcze po antykwariatach spełniając życzenie mojego brata - sprezentować mu tanie kryminały (ilość, nie jakość). Wśród kilku książek znalazł się "Doktor No" (ok, wykorzystałem okazję, by to kupić, ale akurat ta część wchodzi w ramy kryminału) i "Morderca w deszczu" Chandlera. Pierwsza okazała się strzałem w dziesiątkę dla mnie, druga dla mojego brata. W ciągu roku zebrał całą kolekcję, a razem mieliśmy okazję porównywać swoich bohaterów, odstawiając na bok takie gwiazdy, jak Poirot czy pannę Marple. Przyszedł czas, kiedy wymieniliśmy się powieściami.

"Głęboki sen" to pierwsza prawdziwa powieść Chandlera i zarazem pierwsza książka, gdzie pojawia się Philip Marlowe - prywatny detektyw. Fabuła dotyczy afery pornograficznej, która lada chwila wyjdzie na jaw. Jednak to tylko początek, bo na stronicach jest tyle wątków, że sam Chandler się pogubił i był w szoku, że zapomniał o jednym morderstwie! Trudno cokolwiek napisać nie psując fabuły. To opiszę książkę nieco inaczej. Ponieważ Fleming i Chandler to przyjaciele, a książki o Bondzie to takie późniejsze o Philipie, to pozwolę sobie porównać obie postacie.

To, jak się zachowuje Marlowe można określić jednym słowem - arogancja. Wchodzi bez pistoletu do mieszkań bandziorów, rzuca ironiczne komentarze, bierze co chce i wychodzi. Podobne do Jamesa Bonda? Tak, ale filmowego, nie tego książkowego. Powieści o Bondzie naładowane są brutalnością: łamane palce, wycinanie znaków na ciele, bolesne do tego stopnia, że zdarza się Jamesowi negocjować cenę uwolnienia. Marlowe, pomimo przystawionej broni do głowy, uśmiecha się i rzuca chandleryzmami na prawo i lewo. Tak, jak do tej pory nie widziałem związku między Bondem w filmach, a Bondem w książkach - tak teraz widzę te brakujące ogniwo, a jest nim Marlowe.

Jest jednak nieco irytująca sprawa, która bardzo często się w literaturze powtarza, ale komentarz wystawię właśnie tutaj. Nie lubię, jak cała narracja jest pierwszoosobowa, gdzie czytamy co Marlowe myśli, dedukuje itp. Daje nam to wrażenie, że wiemy tyle co Marlowe. Jednak, jak już wychodzi wytłumaczenie całej sprawy, wnioski są wyciągnięte, jakby nie z tej dziury w którą się patrzyło. I dopóki główny bohater sam nam tego nie wytłumaczy, za nic w świecie nie domyśliłbym się o co chodzi. Osobiście uważam, że to takie ukrywanie pewnych części historii w celu podkreślenia inteligencji głównego bohatera.

Mimo tego, książka jest rzeczywiście świetna. Czuć, że Fleming przy Chandlerze jest tylko średniowykształconym uczniem. To są początki i jeszcze czuć, że nawet chandleryzmy nie są takie, jakie powinny być. Trzyma przez cały czas w napięciu. Jak ktoś chciałby zacząć czytać kryminały to tylko od tego pana. Robert Stiller scharakteryzował kiedyś Chandlera takimi słowami: "amerykański autor powieści kryminalnych, którego twórczość uznano bezdyskusyjnie za równie wybitną artystycznie jak autorów tzw. literatury poważnej". I ja się pod tym podpisuję.

Drogi braciszku (wiem, że to przeczytasz) pamiętaj, że obiecałeś przeczytać "Casino Royale", ja swoje przeczytałem!


Opinia po roku:

Parę miesięcy później, gdy już sięgałem po następny tom, stwierdziłem, że mam co innego do czytania. I to jest chyba największy problem "Głębokiego snu", może w trakcie przyjemnie się czytało, ale nie mam żadnych ciągot, by sięgnąć po inną książkę Chandlera. Być może kolejne części są o wiele lepsze, ale na razie nie spieszy mi się sprawdzać.

Z drugiej strony, Peter Boxall w swojej książce "1001 książek, które musisz przeczytać", uwzględnił ten tytuł, obok "Długiego pożegnania". Być może ja się, do tak skonstruowanej fabuły, nie mogłem przekonać, co nie oznacza, że inne osoby nie mogłyby się odnaleźć w tego typu kryminałach noir. Dla mnie jest to całkiem niezła książka do czytania podczas podróży pociągiem. I tak nie uda się rozwiązać zagadki, aż do zakończenia powieści, więc nie trzeba się mocno nawet "wczuwać w książkę".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...