Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 października 2018

Akira Toriyama - Dragon Ball #8: Son Goku - atak z powietrza















Data ukończenia: 23 września 2018

Data utworzenia recenzji: 6 października 2018

Recenzja:

Ósmy tom to zakończenie walki z Armią Czerwonej Wstęgi. Pojawia się też "erteelowski" Kryminator, który dla zmylenia czytelnika w oryginale zwie się Tao Pai Pai. Nie pamiętam już, czy w anime rzeczywiście był, aż tak brutalną postacią, ale w mandze (do chwili obecnej) bije wszystkich zboczeńców i morderców.


Pojawia się też Wielki Karin, sympatyczny koci pustelnik, który od tego tomu będzie się pojawiał częściej. Ale tracimy też niezłą grupkę postaci. To ostatnie strony z Marszałkiem Czerwonym, czy Generałem Niebieskim, a sama Armia nigdy nie będzie już takim tworem, jak w ostatnich tomach.


Ogólnie średniak. Cieszy fakt, że zamyka się już pewien etap w serii i lecimy dalej po ostatnią smoczą kulę. No i jesteśmy już chyba na półmetku oryginalnej serii Dragon Ball!

sobota, 18 sierpnia 2018

Akira Toriyama - Dragon Ball #7: Ścigają nas Niebiescy!















Data ukończenia: 23 lipca 2018

Data utworzenia recenzji: 18 sierpnia 2018

Recenzja:

Kolejny już tom przedstawiający perypetie Son Goku z Armią Czerwonej Wstęgi. Wspominałem chyba w poprzedniej części o zniewieściałym Generale Niebieskim, który ewidentnie ma ciągoty do płci męskiej. Z racji tego, że niemal cały siódmy tom, jest poświęcony walce przeciwko niemu - mamy okazję szerzej spojrzeć na tę postać i podjąć kilka tematów.

Nie chcę wchodzić w tematy homoseksualizmu w Japonii, bo tematy pewnie szerokie. Interesuje mnie zmieniający się czas. Pamiętacie lata pierwszego Big Brothera? Na RTL7 leciał też wtedy Dragon Ball. Gdzieś w tym samym momencie, jakaś matka odkrywa komiks "Dragon Ball #7", gdzie Bulma bez skutku próbuje usidlić Niebieskiego. Po nieudanej akcji stwierdza, że to "pedał"...

W 2001 roku chyba na nikim nie zrobiło to wrażenia, późniejsza raczkująca jeszcze poprawność polityczna zabiła takie grubiaństwo. I nie to, żebym bronił używanie takich stwierdzeń, ale przeczytanie w komiksie dla nastolatków "zakazanego słowa" (cytuję Generała Niebieskiego), pokazało mi, jak muszą widzieć nas i nasze "dzikie" czasy millenialsów, centennialsi...

A wracając na właściwy tor, Akira Toriyama przekabacił postaci z innych swoich dzieł, by wystąpiły w tym tomie. Wyszło biednie, nieśmiesznie i jałmużniowato. Duży minus, na niezłym tomie.

wtorek, 17 lipca 2018

Berenika Kołomycka - Malutki Lisek i Wielki Dzik. Najdalej















Data ukończenia: 3 marca 2018

Data utworzenia recenzji: 17 lipca 2018

Recenzja:

Znów zrobiłem sobie mały prezent i zakupiłem drugi tom przygód liska i dzika. Szczerze powiedziawszy oficjalnym argumentem była chęć zbierania książek mojemu synowi. Od urodzenia wszczepiam mu zamiłowanie do lisów (ma od cholery ubranek i zabawek z tym zwierzakiem), więc i ten sympatyczny w komiksie musiał się znaleźć w zbiorach. Nieoficjalnym argumentem jest moja ciekawość, jak pani Kołomycka poradziła sobie z ciężkim zadaniem, jakim jest napisanie fabuły kontynuacji kapitalnej pierwszej części.
Po opuszczeniu swojej jabłonki, lisek i dzik wyruszyli w podróż "przed siebie" i uczą się życia na podstawie bardzo prostych przygód. W tym tomie mają okazję poznać świetliki i foki, a także zmierzyć się z pogodą.
Pomimo tego, że komiks jest bardzo sympatyczny - cierpi na ból istnienia sequela... Wszystko trzyma się kupy, ale nie ma tego efektu świeżości. Postacie są niesamowicie urocze, pomimo ogromu świata - historie są kameralne. A jednak, "Najdalej" wydaje się być wyciszeniem, przed czymś większym. Mam taką nadzieję przynajmniej, bo jestem bardzo zainteresowany trzecią częścią, druga zaś - pozostaje na razie w cieniu debiutu.

sobota, 24 lutego 2018

Akira Toriyama - Dragon Ball#6. Straszna pomyłka Bulmy















Data ukończenia: 31 grudnia 2017

Data utworzenia recenzji: 24 lutego 2018

Recenzja:

Szósty tom kontynuuje wątek Armii Czerwonej Wstęgi. Zaczynamy jazdą bez trzymanki z najbardziej debilnym ninją w historii sztuk walki - sierżantem Purpurowym, a kończymy poznaniem generała Niebieskiego.

Toriyama ciągnie dalej temat tej organizacji, która jak w pysk strzelił, przypomina Trzecią Rzeszę. Główny niemilec tego tomu, to niemal wykapany i diabelnie przystojny żołnierz hitlerjugend. Nie obyło się też bez kontrowersji, bo naszyto na niego łatkę homoseksualisty - i nie mowa tylko o seksualności, ale także o sposobie bycia.

Ale Akira bawi się tutaj każdą orientacją - kilkunastoletnia (ale na pewno nie pełnoletnia) Bulma molestowana jest przez dwóch żołnierzy Armii Czerwonej Wstęgi. To są kolejne "smaczki" autora, które czasem zaczynają ocierać się o prawo. Ech ta Japonia...

Część, jak najbardziej na plus. Sama postać Androida #8, do bólu dobrego, jest mocno odpychająca, przy wątkach gejowskich i molestowania dziewczynki i zupełnie tu nie pasuje. Z drugiej strony - czy nie powinno być odwrotnie?! Pomimo tego tomy z Red Ribbon, zawsze będą moimi ulubionymi!

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Akira Toriyama - Dragon Ball#5. Wieża Muskułów















Data ukończenia: 15 grudnia 2017

Data utworzenia recenzji: 18 grudnia 2017

Recenzja:

To niesamowite, że najnudniejszy wątek w dotychczasowej historii czytanych przeze mnie Smoczych Kul ciągnięty jest już trzeci tom. Podtytuł czwartego - "Wielki Finał", nie zakończył wcale tej niemrawej sceny.

Całe szczęście, nawet Akira musiał gdzieś zakończyć motyw uczenia Son Goku przez Żółwiego Pustelnika, a dzieje się to właśnie w tej części. Zaczyna się epizod znacznie żwawszy, bo na scenę wchodzi Armia Czerwonej Wstęgi. Podobna do faszystowskiej organizacja paramilitarna szukające siedmiu Smoczych Kul. Na czele stoi Marszałek Czerwony, a każdy inny, znaczący żołnierz oprócz stopnia, ma nazwisko (pseudonim?) od któregoś koloru. Są okrutni, gwałcą, rabują i zabijają, jak to w komiksach dla dzieci. Są też diabelnie śmieszni, a zarazem pozbawieni kloacznego humoru.

Przykładem jest starszy sierżant Purpurowy. Z zawodu - podoficer Armii Czerwonej Wstęgi. Z zamiłowania - ninja. Upośledzenie umysłowe - idiota. Jakiś rok temu widziałem odcinki z tego epizodu i w anime to było bardzo śmieszne, ale że żywcem wyciągnięto to z mangi - śmiałem się z tego drugi raz. Akira robi cuda, jeżeli chodzi o dowcipkowanie. St. sierż. Purpurowy to kwintesencja poczucia humoru. Historia tej walki czeka na swój finał w następnym tomie, więc nie mogę się doczekać kolejnego odcinka.

Ogólnie tom jest bardzo na TAK. Zarówno koniec Tenkaichi Budokai, jak i początek nowej przygody to wiadomości wyłącznie bardzo dobre. A za samego ninję - dodatkowy plusik.

niedziela, 10 grudnia 2017

Frank Miller, Lynn Varley - 300

















Data ukończenia: 25 lipca 2017

Data utworzenia recenzji: 10 grudnia 2017

Recenzja:

Kiedyś mój polonista stwierdził, że jedynym przypadkiem wyższości filmu nad książką jest "Kariera Nikodema Dyzmy". Przez kilka ostatnich lat dodałbym jeszcze "Pozdrowienia z Rosji" Fleminga i "300" Franka Millera. Sam jestem na siebie zły, bo kiedyś wyznawałem zasadę - najpierw oryginał, później remake/prequel/cokolwiek.

"300" to był film, który moim zdaniem odbudował nieco zaufanie do strasznego, na tamte, czasy rynku ekranizowanych komiksów. Były wyjątki - "X-Men" i "Sin City". Ale pozostałe filmy, były infantylne i źle dobrane nawet aktorsko, o beznadziejnych scenariuszach nie wspominając. Snyder zebrał wszystko to, co najlepsze w komiksie, wszystko to, co najlepsze z efektów specjalnych i nie wiele myśląc przekopiował z oryginału całość. Druga część "300" należy do tych "genialnych dzieł", które wyłączyłem po 20 minutach - a nie zdarza mi się to często.

Napisałem "przekopiował z oryginału całość". Do chwili przeczytania komiksu byłem o tym przekonany w 100%, okazuje się, że dzieło Franka Millera, wcale nie należałoby do moich ulubionych, gdybym przeczytał je jako pierwsze. Okazuje się, że Snyder wprowadził kilka kosmetycznych scen, które sprawiają, że pierwowzór fabularnie wypada dość płytko i ogranicza się wyłącznie do rzeźni.

Jednak nie mogę nic złego powiedzieć o formacie, sceny walki w dużych okienkach wyglądają obłędnie. Z drugiej strony sama kreska nie przedstawia się jakoś znakomicie. Owszem, są dynamiczne, ale całość jest zrobiona stylem, który niekoniecznie mi odpowiada.

Jakieś podsumowanie mi się nasuwa, ale w żadnym przypadku nie mogę dobrze ocenić komiksu. Jest przeciętny. Jednak na tyle przeciętny, że pokusiłbym się na zrobienie filmu na podstawie historii Franka Millera. Całe szczęście, że zrobił to za mnie Zack Snyder.

niedziela, 23 lipca 2017

Akira Toriyama - Dragon Ball#4. Wielki Finał!















Data ukończenia: 17 czerwca 2017

Data utworzenia recenzji: 23 lipca 2017

Recenzja:

Chociaż lubię postaci i bohaterów, tego tomu zdzierżyć nie mogłem. Wszystkie jego grzechy opisałem już w poprzednim. Jest to nadal kontynuacja Tenkaichi Budokai, który jest rozwleczony na kolejny tom i... jeszcze nieskończony.

Problemem wynudzenia spowodowany jest tym, że bardzo często zaczynałem oglądać serial Dragon Ball od początku (nigdy go nie obejrzałem do końca), a sam turniej jest już wałkowany przeze mnie może po raz piąty. Te epizody znam już na pamięć i za każdym razem pamiętam "okienko" po "okienku" każdej z tych walk.

Na pewno dla osób, które widzą to po raz pierwszy jest to rzeczywiście ciekawe i humorystyczne doświadczenie. Ja już miałem dosyć tłumaczenia Kuririna i Jackie Chuna, jak wykonane zostały ciosy...

niedziela, 11 czerwca 2017

Akira Toriyama - Dragon Ball#3. Rozpoczyna się Tenkaichi Budokai czyli Turniej Sztuk Walki o tytuł Najlepszego pod Słońcem!!!















Data ukończenia: 1 maja 2017

Data utworzenia recenzji: 11 czerwca 2017

Recenzja:

No i trafiłem w końcu na tom, który nie za bardzo przypadł mi do gustu. Po zakończeniu poszukiwań Smoczych Kul i wypowiedzeniu trefnego życzenia - mamy wejście kichającej Lunch oraz trening Son Goku i Kuririna z Żółwim Pustelnikiem. Ta połowa komiksu odstaje poziomem od dwóch, wcześniej recenzowanych tomów, ale i tak trzyma poziom wyżej niż dalsze strony.

Zaczyna się bowiem Tenkaichi Budokai - turniej, w którym biorą udział główni bohaterowie. Pamiętam, że kilkanaście lat temu te fragmenty były dla mnie znacznie ciekawsze od głównej fabuły. Teraz jednak widzę, że jest to forma zapychacza i czuć, że opowieść zwolniła tempa.

Jako oddzielnej książki nie polecałbym, ale jako seria - jest to niestety must read.

sobota, 22 kwietnia 2017

Akira Toriyama - Dragon Ball#2. O włos od tragedii















Data ukończenia: 21 marca 2017

Data utworzenia recenzji: 22 kwietnia 2017

Recenzja:

Ciężko będzie coś tutaj dodać, po pozytywnej recenzji tomu pierwszego. Szczerze powiedziawszy musiałbym przekopiować ten sam tekst, bo ani kreska, ani humor się nie zmienił. 


Nadal jest to zboczona historyjka, i nie widzę możliwości pokazywania jej młodszym szkodnikom. W opowieści znajduje się coraz więcej dorosłych osób, a czynności takie, jak "ścisk-pysk", mogą zostawić w psychice dziecka kilka niepotrzebnych, jak na ten wiek, widoków. Dlatego bardziej polecam ocenzurowaną wersję z RTL 7.


A sama manga? Pierwszy raz spotykamy smoka, który spełni życzenie. Jakkolwiek absurdalne, by nie było!

sobota, 4 marca 2017

Akira Toriyama - Dragon Ball#1. Son Goku i jego przyjaciele















Data przeczytania: 19 lutego 2017

Data utworzenia recenzji: 4 marca 2017

Recenzja:

Pamiętam, jak gdzieś na początku XXI wieku zaszedłem do kiosku RUCHu, żeby zakupić komiks Dragon Ball. Na witrynie świeciła okładka z małym Goku, a pani w okienku po podaniu tytułu z dumą wręczyła mi cieniutki zeszyt - domyśliła się od razu, co za tą nazwą się kryje. Niestety, ani ja, ani ta kioskarka nie byliśmy przygotowani na to, że do Polski trafiają oryginalnie wydane mangi z Japonii. Czytane od prawej do lewej. Mój słono opłacony tom DB, okazał się reklamą na tylnej okładce komiksu Neon Genesis...


 Jakieś dobre pięć lat później miałem okazję przeczytać całą serię i nie ukrywam - na prawdę podobało mi się. Zarówno serial, który przeżywałem, jak i manga to był kawał śmiesznej przygody, często z tragicznymi wątkami. Musiałem wykorzystać święta, by zdobyć swoją własną kolekcję, kiedyś postawiłem sobie za cel posiadać to na półce.


Pierwszy tom nie jest może jakiś fenomenalny, nigdy nie byłem zwolennikiem klasycznego Dragon Balla. Daje jednak pogląd na zupełnie inne podejście do erotyki. Dotykania majtek, macanie, podglądanie i szukanie kul u kobiet... Nie będę kłamać - większość bawi mnie tak samo, jak piętnaście lat temu. Kultura japońska to nadal dla nas inny świat, a ich podejście do życia napawa zachwytem. Trudno mówić o zachwycie nad molestowaniem. Swojemu dziecku bym tego nie pokazał, ale nadal mnie bawi.


Pierwszy tom oceniam pozytywnie. Miło było wrócić do dzieciństwa. Cieszę się, że postanowiłem zakupić go trochę w ilości 42. tomów.

niedziela, 12 lutego 2017

Art Spiegelman - Maus. Wydanie zbiorcze















Data ukończenia: 28 stycznia 2017

Data utworzenia recenzji: 12 lutego 2017

Recenzja:

Jest kilka tematów, które lepiej wyglądają w formie komiksowej niż w powieści. Myślę, że "Maus" pomimo ciekawej historii, sławny się stał tylko dzięki odrzuceniu tradycyjnej konstrukcji. Nieco z politowaniem patrzyli na mnie, gdy rozpakowywałem prezent pod choinką, a oczom współbiesiadników ukazała się księga z myszką na okładce. Walt Disney? No niestety nie - temat obozów koncentracyjnych i holokaustu nie mógł być bardziej dosadnie przedstawiony, jeśli nie za pomocą wycięcia ludzkości z tej powieści.


Art Spiegelman przedstawia w "Mausie" historię tworzenia "Mausa". Z początku ma to być książka o losach jego ojca, Żyda, który przeżył piekło podczas II wojny światowej. Jednak im bardziej Władek opowiada swój żywot, Art stwierdza, że lepiej to będzie wyglądało w komiksie. Przedstawia go jednak ze skazami, jako stereotypowego Żyda, który w Ameryce boi się "Czarnuchów", u którego nic się nie zmarnuje, a swoje inwestycje trzyma na koncie, by żyć niemal, jak pustelnik. Art w trakcie czytania sam zastanawia się, czy jego własny ojciec jest idealnym bohaterem do ukazania tej historii.


Głośna była sprawa sportretowania Polaków, jako świnie. Sam autor był mocno zdziwiony taką oceną tych zwierząt. Niestety, ocena niektórych zwierząt w poszczególnych krajach jest diametralnie różna. Trzeba brać pod uwagę, że charakteryzacja zwierząt zaczerpnięta jest z opinii publicznej Niemców, a nie amerykańskiego Żyda. Ameryka nie kojarzy świń, jako coś złego. Mają swoją Miss Piggy, czy Prosiaczka Porky'ego. "Ma się rozumieć" w Polsce i Niemczech zwierzę ma wyłącznie pejoratywne znaczenie. Jednak świnie nie występują w popkulturowym łańcuchu pokarmowym mysz-kot-pies. Z tego też powodu są one neutralne, a wybór zwierzęcia został pozostawiony Niemcom, którzy określali nas słowem schweine, a Żydów szkodnikami (w domyśle myszy).


Odchodząc już od obrażania się i zasadności pretensji - uważam, że historia jest absorbująca. Każdą wolną chwilę w weekend spędzałem nad książką, która jest horrorem w obrazkach. Jest to arcydzieło, które zniknęłoby w tłumie podobnych książek, gdyby nie sprytna forma Spiegelmana.

sobota, 28 stycznia 2017

Berenika Kołomycka - Malutki Lisek i Wielki Dzik. Tam



Data ukończenia: 27 stycznia 2017

Data utworzenia recenzji: 28 stycznia 2017

Recenzja:

Nie potrafię tego dokładnie wytłumaczyć. W tym tygodniu skończyłem 31 lat i miałem jedną zachciankę: dostać komiks o Malutkim Lisku. Żona z radością kupiła mi urodzinowy egzemplarz informując każdego zainteresowanego, że to dla męża. Ale co zrobić, kiedy właśnie takie drobnostki cieszą mnie ostatnio najbardziej?

Tę drobnostkę zauważyłem w 2016 roku, za sprawą bardzo prostych, ale zarazem oryginalnych rysunków pani Kołomyckiej. Przez ostatnie lata widzę dużo wspaniale narysowanych książek dla dzieci, świetną sprawą jest to, że niemal 100% twórców, którymi się zachwycam, to Polacy! W planach mam zakupić kilka książek z Wydawnictwa Dwie Siostry, które dokładnie w taki sam sposób cechują się minimalizmem, jak recenzowany tu komiks.


Same rysunki to nie wszystko. Album o lisku i dziku jest przygotowany dla dzieci w taki sposób, by wprowadzić je w świat komiksu - równie dobrze może to być ich pierwsze spotkanie z taką formą. Z jednej strony bardzo prosty tekst, który zrozumie każdy - z drugiej, tematyka przyjaźni i tęsknoty, niczym zaczerpnięta z "Małego Księcia".

Fabuła tego komiksu traktuje o lisku, który czas wolny spędza pod jabłonią. Do pewnego czasu nikt mu nie przeszkadza, ale na horyzoncie znajduje dzika, który bez żadnego zaproszenia zaczyna uczestniczyć w życiu pod drzewem. Lisek, który był przyzwyczajony do samotności, niechętnie dzieli się swoją miejscówką, jednak gdy pewnego dnia nie zastaje swojego kompana - włącza mu się smutek.


Choć sam tego nie zauważyłem, to podpisuję się pod słowami mojej małżonki: związek liska z dzikiem, bardzo przypomina pojawienie się drugiego dziecka z punktu widzenia pierwszego. Jest to dobra lekcja dla maluchów, że osoba, która się pojawia w domu, to nie zawsze intruz.

Komiks jest krótki, na 10 minut. Jednak wartości tego małego arcydzieła nie wyliczałbym w minutach. Świetne rysunki i historia, która kończy się cliffhangerem, wymuszają na mnie zainwestowania w kolejny tom. Z przyjemnością zajrzę do niego jeszcze jako 31-latek.

środa, 18 stycznia 2017

Jim Starlin, Jim Aparo - Śmierć w rodzinie















Data ukończenia: 7 stycznia 2017

Data utworzenia recenzji: 18 stycznia 2017

Recenzja:

Koniec mojej przygody z WKKDC przypieczętowany został przez komiks "Śmierć w rodzinie". Oczywiście ponownie Batman do zarzygania w tej kolekcji, jednak tym razem trafia się nam tutaj kultowa scena z Robinem #2 - jeden z brutalniejszych końców żywota, jakim DC mogło nas uraczyć.

Śmierć w rodzinie
Niestety, dzieje się to niemal w połowie tomu, przez co można zauważyć, że na Batmanie odbija się to bardzo hmm..., lekko? Są rozpamiętywania na temat Jason'a Todda, ale wszystko to wygląda bardzo płytko. Sam komiks raczej znany powinien być z tej kultowej sceny, na którą miała wpływ ankieta: czy zabić Robina, czy go oszczędzić? Mamy też możliwość przeczytania alternatywnej strony, gdzie jednak Jason przetrwa, co zaliczam bardzo na plus.

Śmierć w rodzinie
Sama fabuła to jednak groteska. Robin szuka swojej matki, Batman Jokera, Joker pieniędzy. Cała trójka przewija się w tych samych miejscach, następuje śmierć, a Joker staje się ambasadorem Iranu, którego wybiera sam Chomejni... Wydana w latach 1988-1989 historia, to kicz próbujący opasać się szarfą wątków psychologicznych. Nieudanie zresztą.

Śmierć w rodzinie
Dodatkiem jest pierwszy występ Jason'a Todda, jako Robina. Wydany w grudniu 1983 roku nie powala ilością Robina w Robinie. Bawi się lekko wojną domową w Gwatemali. I tyle. Średniak z lat osiemdziesiątych.

Batman #366
Tom średni, który moim zdaniem, jest podsumowaniem pierwszych dziewięciu tomów WKKDC. Ja już zrezygnowałem z prenumeraty i może jeszcze w przyszłości zakupię pojedyncze tomy. Odkrywanie DC Comics uważam za niefortunne i już niepotrzebne. Nie wiem, czy to jest wynik słabego doboru komiksów, czy całego uniwersum, które wydaje mi się być coraz bardziej śmieszne. Tak, czy inaczej infantylność Marvela, bardziej mi pasuje niż DC.

niedziela, 1 stycznia 2017

Jeph Loeb, Tim Sale - Długie Halloween. Część 2





Data ukończenia: 30 grudnia 2016

Data utworzenia recenzji: 1 stycznia 2017

Recenzja:

A jednak można...
Długie Halloween #2
Można było dać dobry komiks w tej serii. Można było dać coś, co nie śmierdzi komiksem XXI wieku. Można było dać tytuł, który pachnie nowością i ar(tre)tyzmem. Lata dziewięćdziesiąte w swojej pełnej, chamskiej krasie. Jeph Loeb i Tim Sale stworzyli komiks, który pachnie świeżością po dwudziestu latach od wydania.
Długie Halloween #2
Co gorsza, remake w postaci "Hush", stworzony przez tego samego scenarzystę, to jawny pokaz nieudolności w odcinaniu kuponów od dobrego dzieła. Te same postacie, niemal identycznie poprowadzona historia, jest jednak jedna zasadnicza różnica. Loeb w "Długim Halloween" sprytnie ukrywa, kto jest właściwym mordercą. W swoim bestsellerowym "Hush" podpowiada nam na samym początku, kto jest tytułowym bohaterem, by później udawać, że nic takiego nie miało miejsca...

Długie Halloween #2
Dodatek w postaci Detective Comics #66, przedstawia historię prokuratora okręgowego Harvey'a Denta, a raczej wtedy jeszcze Kenta, oraz jego tragiczną przemianę w Two-Face'a. Komiks z sierpnia 1942 roku, to dobre podsumowanie i kontrast do przedstawionej opowieści w "Długim Halloween".

Detective Comics #66
Kapitalny tom, w dennej kolekcji. Jak już stwierdziłem w recenzji pierwszej części, niezrozumiała jest mi taka decyzja, by wprowadzić dwie takie same historie, w tak krótkim odstępie czasu. "Długie Halloween" to najlepsza historia, jaką czytałem z WKKDC.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...