środa, 11 maja 2011

Paulo Coelho - Walkirie
















Data ukończenia: 23 kwietnia 2011

Data utworzenia recenzji: 11 maja 2011

Recenzja:

Chwilę po zakończeniu "Ja, Najwyższy", wziąłem do ręki "Walkirie" przecenianego według mnie Paulo Coelho. Obiecałem sobie, że przez dłuższy czas będę omijał tego "oświetleńca" szerokim łukiem. Jednak jest to kolejna książka na wymianę, więc musiałem ją zaliczyć, by funkcjonować jeszcze w swoim towarzystwie.

Fabuła jest prościutka. Paulo Coelho opisuje swoją podróż po pustyni Mojave, gdzie przez czterdzieści dni szukał swego Anioła, którego chciał zobaczyć i porozmawiać z nim. Ważne w całej powieści jest to, że cała historia zdarzyła się naprawdę, a tylko nieliczne elementy są fikcyjne. Przynajmniej tak sugeruje autor.

Towarzyszyć mu będzie w podróży jego żona, Chris Coelho, dzięki której Paulo będzie mógł wstawić opinię jaką ma on sam o samym sobie. Żenujące by było przecież, gdyby sam Paulo opowiadał o sobie w samych superlatywach. Dlatego "wrzuca" w usta swojej żony opisy, przymiotniki i inne wykwintne wyrażenia, które sugerują, że bycie obok Coelho to bardzo orgazmiczne przeżycie. I tak już na samym początku, Chris Coelho  oświadcza nam, że seks z Paulo to duchowe/niebiańskie doświadczenie. I tak jest mniej więcej przez całą książkę. Każda kobieta czytająca "Walkirie" powinna przy niemal każdej stronicy być zazdrosna o takiego faceta. Ach ten Paulo!

Przypomina mi to pewne autobiografie, w którym ludzie porównują się do Bonda (między innymi Ibisz). Gdzie wypada to po prostu żenująco. Są pewne określenia, które mogą być co najwyżej nadane przez inne osoby. Jeśli stajemy się "samozwańczym" Bondem musimy liczyć się z drwiną osób, które będą świadkami "samoukoronowania". Identycznie jest i z tą książką.

I chciałoby się jeszcze coś z tego wykrzesać, ale książka jest nawet niewarta zjechania tak, jak zrobiłem to w recenzji "Alchemika" rok temu. Krótka i nudna. Tak jak w tamtej pozycji jest dużo haseł i pseudogłębi, tak i tutaj tego nie zabrakło.

No i zastanawia mnie jedno. Czy takie książki nie powinny być wydawane po śmierci autora? Wtedy nie byłyby żenujące. Dziwi mnie to, że ktoś nie miał wstydu bawić się w takie pisarstwo. Ta książka to taki "niewinny pomnik" Paulo Coelho, przez niego samego pisany/wystawiony.

4 komentarze:

  1. e-szwagierka22 maja 2011 20:16

    Zdobyłam się lata temu na przeczytanie 'Alchemika' i byłam zaskoczona ... bo wcale do mnie nie przemówił, tak jak zapowiadały mi osoby polecające.
    Po takiej recenzji nie ma się ochoty sięgnąć po kolejne tytuły ... i dobrze. Natomiast jeśli już Coelho to tylko "Przewodnik Wojownika Światła" - może to akurat był taki moment życia gdzie odpowiadała mi lektura tego typu ale mam dobre skojarzenie z tą książką.

    'Majin' czekam na recenzje Jonathana Carrolla :)

    E.

    PS. Jak się pisze komentarz to jak się do Ciebie zwracać bo chyba nie po imieniu a "Drogi Autorze Bloga" to mnie się nie chce :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepiej zwracać się do mnie per "ty", ewentualnie po nicku (innych zwrotów lepiej nie używać - obawiam się linczu;]).

    A już niebawem umieszczę recenzję Mistrza Zagubionych Ludzi - "Alchemika";].

    MajinFox

    OdpowiedzUsuń
  3. No comment............................

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że wszyscy się zgadzają z recenzją. Polecam pozostałe moje komentarze o Coelho;].

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...