sobota, 8 lutego 2014

Monika Jaruzelska - Towarzyszka Panienka

















Data ukończenia: 6 lutego 2014

Data utworzenia recenzji: 8 lutego 2014

Recenzja:

Często zdarza mi się kończyć książkę w konkretny dzień, by podkreślić datę, bo już najwyższy czas, czy chociażby "fajnie by było zakończyć ją w Wigilię!". Dlatego wątpię, by ktokolwiek uwierzył, w ten czysty przypadek, że w 25. rocznicę Okrągłego Stołu udało mi się ukończyć tytuł córy naszego dyktatora.

Ale w ten przypadek uwierzycie! Kilka godzin po zamknięciu książki o "wspaniałej rodzinie Jaruzelskich", temat stał się nieaktualny. Barbara Jaruzelska krzyczała z internetu, że chce rozwodu z Wojciechem. Cała idylla opisana przez Monikę Jaruzelską prysła w ciągu kilkudziesięciu minut.

Miałem chrapkę na "Towarzyszkę..." od kilku miesięcy. Z reguły nie interesują mnie takie tematy, ale trzeba przyznać, że czy prawicowiec, czy lewicowiec - nazwisko przyciąga, prawdopodobnie bardziej niż takie, jak: Tusk, Wałęsa, czy Kaczyński. Z tego powodu, gdy dochodzimy do takiego okresu, kiedy i "Oni" zaczynają mieć swój ludzki głos, coś tam łechce w kroczu, by sięgnąć.

Nie mam zamiaru wdawać się w politykę. Jestem synem żołnierza, który widział to wszystko z innej strony. Nie wiem, czy to indoktrynacja, czy jaka cholera, ale spoglądam na niego i wydaje się być "swój". Ja sam mam swoje przemyślenia, które być może są wynikiem tego, że potrafię słuchać kilku stron na raz i wyciągać z tego wnioski. A z tym w Polsce, jak ze stolcem - z wiekiem coraz trudniej.

Od 12 grudnia siedzę nad drugą częścią książki "Myst", gdy dostałem "Towarzyszkę..." rzuciłem w cholerę tamtą miazgę i "przekartkowałem". Już dawno nie czułem przyjemności z czytania! Autorka, gdy wraca do dzieciństwa, wydaje się, że zamienia się w Lisę z "Dzieci z Bullerbyn". Gdy opowiada o Korei Północnej wyłania się z niej podróżnik. Czego, jak czego, ale stylu jej odmówić nie można.

Z biegiem stron zauważyłem, że rzeczywiście bardzo ostrożnie podchodzi do spraw politycznych - nie wychwala, ale też nie opluwa. Ma swoje, własne zdanie na ten temat, które bardzo nieśmiało próbuje przeszmuglować do książki, ale jest to na tyle nieinwazyjne i eleganckie, że nie ma się do czego przyczepić (chociaż czytałem gdzieś komentarz, że jadła banany od Fidela - największa zdrada Polski...).

Prowokatorzy i badacze zostaną odprawieni z kwitkiem, bo to opowieść zupełnie inna, niż sugeruje nazwisko. Sam nigdy nie wiedziałem, czym zajmowała się Jaruzelska i zawsze wydawało mi się, że siedzi gdzieś, jak mysz kościelna ukryta przed gniewem społeczeństwa. Okazuje się, że nie. I co dziwniejsze, według jej relacji, nawet "nasi" nie robili jej krzywdy za nazwisko.

Ostatnie strony i jej podejście do życia (owady, Danuta Wałęsa i inne) pokazały mi, że chyba więcej mam wspólnego z córką dyktatora, niż z wojującą i piętnującą masą, która od x lat, wciąż żyje przeszłością. Nie wiem, czy to na dobre wychodzi, ale będę to oceniał za kilka lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...