Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Kolekcja Komiksów DC Comics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Kolekcja Komiksów DC Comics. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 stycznia 2017

Jim Starlin, Jim Aparo - Śmierć w rodzinie















Data ukończenia: 7 stycznia 2017

Data utworzenia recenzji: 18 stycznia 2017

Recenzja:

Koniec mojej przygody z WKKDC przypieczętowany został przez komiks "Śmierć w rodzinie". Oczywiście ponownie Batman do zarzygania w tej kolekcji, jednak tym razem trafia się nam tutaj kultowa scena z Robinem #2 - jeden z brutalniejszych końców żywota, jakim DC mogło nas uraczyć.

Śmierć w rodzinie
Niestety, dzieje się to niemal w połowie tomu, przez co można zauważyć, że na Batmanie odbija się to bardzo hmm..., lekko? Są rozpamiętywania na temat Jason'a Todda, ale wszystko to wygląda bardzo płytko. Sam komiks raczej znany powinien być z tej kultowej sceny, na którą miała wpływ ankieta: czy zabić Robina, czy go oszczędzić? Mamy też możliwość przeczytania alternatywnej strony, gdzie jednak Jason przetrwa, co zaliczam bardzo na plus.

Śmierć w rodzinie
Sama fabuła to jednak groteska. Robin szuka swojej matki, Batman Jokera, Joker pieniędzy. Cała trójka przewija się w tych samych miejscach, następuje śmierć, a Joker staje się ambasadorem Iranu, którego wybiera sam Chomejni... Wydana w latach 1988-1989 historia, to kicz próbujący opasać się szarfą wątków psychologicznych. Nieudanie zresztą.

Śmierć w rodzinie
Dodatkiem jest pierwszy występ Jason'a Todda, jako Robina. Wydany w grudniu 1983 roku nie powala ilością Robina w Robinie. Bawi się lekko wojną domową w Gwatemali. I tyle. Średniak z lat osiemdziesiątych.

Batman #366
Tom średni, który moim zdaniem, jest podsumowaniem pierwszych dziewięciu tomów WKKDC. Ja już zrezygnowałem z prenumeraty i może jeszcze w przyszłości zakupię pojedyncze tomy. Odkrywanie DC Comics uważam za niefortunne i już niepotrzebne. Nie wiem, czy to jest wynik słabego doboru komiksów, czy całego uniwersum, które wydaje mi się być coraz bardziej śmieszne. Tak, czy inaczej infantylność Marvela, bardziej mi pasuje niż DC.

niedziela, 1 stycznia 2017

Jeph Loeb, Tim Sale - Długie Halloween. Część 2





Data ukończenia: 30 grudnia 2016

Data utworzenia recenzji: 1 stycznia 2017

Recenzja:

A jednak można...
Długie Halloween #2
Można było dać dobry komiks w tej serii. Można było dać coś, co nie śmierdzi komiksem XXI wieku. Można było dać tytuł, który pachnie nowością i ar(tre)tyzmem. Lata dziewięćdziesiąte w swojej pełnej, chamskiej krasie. Jeph Loeb i Tim Sale stworzyli komiks, który pachnie świeżością po dwudziestu latach od wydania.
Długie Halloween #2
Co gorsza, remake w postaci "Hush", stworzony przez tego samego scenarzystę, to jawny pokaz nieudolności w odcinaniu kuponów od dobrego dzieła. Te same postacie, niemal identycznie poprowadzona historia, jest jednak jedna zasadnicza różnica. Loeb w "Długim Halloween" sprytnie ukrywa, kto jest właściwym mordercą. W swoim bestsellerowym "Hush" podpowiada nam na samym początku, kto jest tytułowym bohaterem, by później udawać, że nic takiego nie miało miejsca...

Długie Halloween #2
Dodatek w postaci Detective Comics #66, przedstawia historię prokuratora okręgowego Harvey'a Denta, a raczej wtedy jeszcze Kenta, oraz jego tragiczną przemianę w Two-Face'a. Komiks z sierpnia 1942 roku, to dobre podsumowanie i kontrast do przedstawionej opowieści w "Długim Halloween".

Detective Comics #66
Kapitalny tom, w dennej kolekcji. Jak już stwierdziłem w recenzji pierwszej części, niezrozumiała jest mi taka decyzja, by wprowadzić dwie takie same historie, w tak krótkim odstępie czasu. "Długie Halloween" to najlepsza historia, jaką czytałem z WKKDC.

niedziela, 18 grudnia 2016

Jeph Loeb, Tim Sale - Długie Halloween. Część 1
















Data ukończenia: 7 grudnia 2016


Data utworzenia recenzji: 18 grudnia 2016

Recenzja:

Nie spodziewałbym się, że można w tej serii jeszcze czymś mnie zaskoczyć. Zarówno pozytywnie, jak i negatywnie... Ale zacznijmy od dobrej strony - komiks posiada klimat. Zarówno kreska, jak i sam scenariusz pompują niezłą akcję. Całość bazuje bardzo mocno na scenariuszu "Ojca Chrzestnego" - scena imprezy w domu gangstera, to żywcem skopiowane wesele Connie.

Długie Halloween 1.
Historia opowiada o walce Batmana, Gordona i Denta z Rodziną Falcone. Brak dowodów, wypuszczanie za kaucją i inne praktyki skorumpowanego Gotham prowokuje do wymierzania sprawiedliwości na własną rękę. Tak powstaje Holiday - osobnik zabijający gangsterów tylko w święta.

Długie Halloween 1.
Warte uwagi - niektóre sceny zostały skopiowane w "Mrocznym Rycerzu" Nolana. Niestety, niektóre sceny, a raczej cały scenariusz, zostały skopiowane w komiksie "Hush". To jeszcze nie koniec drwin! Plagiat popełnił ten sam Jeph Loeb! Kolejna kpina - w siódmym tomie WKKDC wydano historię niemal identyczną, co w pierwszym. Kto układa listę tych komiksów? Dziś przyszła do mnie paczka z kolejnymi tomami i już na 9 części, sześć z nich to historia Batmana... Czy ktoś może wyjaśnić mi, czym się kierują koordynatorzy tej serii?
Długie Halloween 1.
Nie zabrakło też dodatków. Detective Comics #140, w którym Batman i Robin po raz pierwszy spotykają Riddlera (październik 1948 roku) oraz Batman #181 z czerwca 1966 roku z Poison Ivy, to dwie ramotki, które mają wartość wyłącznie sentymentalną. Co lepsze! Pierwszy raz w tej serii, nostalgia jest najsłabszym punktem tomu.

Detective Comics #140.
"Długie Halloween", po części pierwszej, zapowiada się na najciekawszą historię zawartą w WKKDC, pomimo tego, że już to czytałem w "Hush", tutaj jest to znacznie bardziej przystępne, a rysunki Sale'a, którego można lubić, bądź nie, nadają paskudnego, beznadziejnego klimatu. Pierwszy raz przyznam, że lepiej to wygląda niż wersja Jima Lee.

Batman #181.
Niestety, po przeczytaniu tego tomu, stwierdziłem, że kończę z prenumeratą. Nie ma sensu kontynuować czegoś, za co biorą jak za najlepsze tomy komiksu. Ani na zewnątrz, ani wewnątrz nie ma argumentu za cenę 40zł raz na dwa tygodnie. Na święta zażyczyłem sobie komiks "Maus", który kosztuje niemal tyle samo. Brak kolorów, to fakt, ale jakość tego wydania jest znacznie lepsza. Będę miał jeszcze możliwość zrecenzowania drugiej części "Halloween" oraz "Śmierci w rodzinie, ale są to ostatnie tomy, które zakupiłem, jako prenumerator. Żałuję wydanych pieniędzy na tę serię, a przy moim rozrzucaniu pieniędzy na prawo i lewo, jest to największa ujma dla wydawnictwa Eaglemoss.

niedziela, 4 grudnia 2016

Gail Simone, Terry Dodson, Ron Randall - Wonder Woman: Krąg















Data ukończenia: 28 listopada 2016

Data utworzenia recenzji: 4 grudnia 2016

Recenzja:

Kolejny tom WKKDC, daje nam możliwość zapoznania się z Wonder Woman. Nie widziałem wielu fanów tej postaci, po fabule tego komiksu, stwierdzam, że jest ona "stara" nie wyglądem, ale pomysłem. Ot, Amazonka z super mocami, coś jak pączek z majonezem. Przedstawiany tutaj "Krąg" jest jednak dobrym tomem do zapoznania się z tą postacią.

Wonder Woman: Krąg
A raczej powinien, bo pierwsze strony komiksu, nie dają nam żadnego normalnego wytłumaczenia: co się dokładnie dzieje. Można bronić, że to taki styl. No, słabo to wygląda, bo scenariusz kuleje i w ciągu 10 stron przedstawia się nam: 
- superinteligentne małpy, które walczą z Wonder Woman;
- sojusz małp z WW, po spuszczeniu im wmordolu (WW jest dyplomatką, ale styl w jakim to robi, przypomina mi bardziej cieślę, który próbuje ukręcić bicz z fekaliów);
- nazistów, którzy są zaangażowani w podbicie Rajskiej Wyspy;
- prowadzeni są przez Kapitana Nazistę, z którym walka trwa cztery strony na początku tomu...

Wonder Woman: Krąg
Było już coś takiego, tylko lepiej zrobione i nikt nie ukrywał, że jest to kicz. Film "Iron Sky" miał znacznie ciekawszą fabułę, a bezsensu nawarstwiało się więcej niż w "Kręgu". Bo problemem są dialogi... Nie chcę być szowinistą, ale kobieta odpowiedzialna za scenariusz nie wie, jak zachęcić czytelnika do spędzenia z nią czasu. Przypomina mi to oczywiście rozmowy pluszowych misiów ze starych książek dla dzieci, czy inne "puste" książki z ładnymi rysunkami.

Wonder Woman: Krąg
Jest jeden plus w tej historii. Retrospekcja dotycząca tytułowego Kręgu. Jest to jedyny element, który został tutaj przemyślany. Jednak z racji mało obszernego tematu dodano tu wątek Kapitana Nazisty. Całe szczęście, bo inaczej ten komiks mógłby być jeszcze cieńszy niż w rzeczywistości jest. Przypominam, że ten tom też kosztuje 39,90 zł.

Wonder Woman #98
Nie zabrakło też archiwalnych numerów. Wonder Woman #105 z kwietnia 1959 roku, który daje nam historię arcytrudnego zadania, którego podejmuje się Diana, zmiany centa w milion dolarów (dla dzieci). Drugi zeszyt to WW #98 z maja 1958 roku, w którym dowiadujemy się, jak powstała Wonder Woman. Są ok.

Wonder Woman #105
Podsumowując, średniak z WKKDC. Co jest na plus, bo w tej kolekcji, to niemal zaszczyt. Ale bez uszczypliwości, ten komiks pokazuje, że jest cienka granica pomiędzy komiksem dla dzieci, a dziecinadą...

niedziela, 27 listopada 2016

Grant Morrison, Andy Kubert - Batman i syn
















Data ukończenia: 19 listopada 2016

Data utworzenia recenzji: 27 listopada 2016

Recenzja:

Czasem ręce opadają. W całej, amatorskiej, karierze komiksiarza, nie czytałem takiego badziewia, jakim jest właśnie tom "Batman i syn". Bywały różne przeboje, "Transformers" mogli być za dziecinni, niektóre tomy "X-men" były za mocno przekombinowane. Jednak w tych wymienionych tutaj, czuć było, że ktoś ma pasję popchnięcia serii dalej, że nie jest to odcinanie kuponów od dobrze rokującej serii. Bo każda szanująca się fikcyjna postać, która odniosła taki sukces, że robi się dla niego sequele - musi mieć dziecko...

Batman i syn
Co dziwniejsze, jeszcze nie zacząłem opowiadać fabuły, ale jeszcze zarzucę całej serii WKKDC, że ktoś tam pracujący mógł nie tyle wydać ten komiks, ale puścić go jako 5 tom kolekcji. Na sześćdziesiąt dostępnych, to właśnie ten miał nas zachęcić do kontynuowania zakupów.

Batman i syn
Fabuła... Talia przyprowadza nastoletniego bachora, który okazuje się niedoskonałym produktem seksu z Batmanem. Po czym znika bez słowa, dla zachowania tajemniczej aury. Talia szykuje grubą akcję, przejęcie Gibraltaru. Batman za to występuje w filmie "Denis rozrabiaka", bardziej żenującej wersji, bo z podtekstem - niby, że dla dorosłych, a tak naprawdę dla pryszczatych nastolatków.

Batman i syn
Damian, bo tak się nazywa syn Bruce'a, to taki niesforny dzieciak. Zamyka pobitego Alfreda, a Robina prawie rozcina mieczem. Nic to. Krzyk Batmana na kolejnej karcie komiksu powoduje, że wszystko zostaje mu zapomniane, a na jeszcze kolejnej zabierany jest na "akcję". Nic dziwnego, że Gotham ma taką przestępczość, przy takim zaangażowaniu w wychowanie dzieci.

Batman  syn
W trakcie trwania tej zabawy w ojca, żyje wątek trzech fikcyjnych Batmanów, którzy niczym dickensowskie duchy nawiedzają Bruce'a. Nie, że jest to niesamowicie ciekawa historia, która zakryłaby rzygnięcie opisywane powyżej. Była to jednak dobra odskocznia. Niestety w kwocie 39,90zł nie otrzymaliśmy dokończenia tej historii, która zakończyła się w następnym zeszycie, niewszytym w ten tom. Jakim prawem?

Detective Comics #411
Całość zakończona jest dodatkiem w postaci Detective Comics #411 z maja 1971 roku. W którym to Batman spotyka Talię po raz pierwszy. Wyjątkowo słaby dodatek, ale wartość ma znacznie wyższą niż dzieło z 2006 roku.

No cóż, WKKDC miał być dla mnie okiełznaniem rozpaczy, po niezauważeniu WKK Marvela. Na pięć tomów wydanych przez Eaglemoss, ani jeden mi się nie podobał na tyle, by móc zacząć spokojnie myśleć o dalszej prenumeracie. Nie jest to ostatni komiks kupiony przeze mnie, ale dokończę kilka następnych tomów i zakończę tę szorstką przyjemność czytania takich zbuków. Już nawet nie mówię o wartości merytorycznej, ale cena 39,90zł to kwota od której można chociaż wymagać jakości wydania. A tej, jak to opinia publiczna już zweryfikowała - nie ma.

piątek, 18 listopada 2016

Kevin Smith, Phil Hester - Green Arrow: Kołczan. Część 2















Data ukończenia: 14 listopada 2016

Data utworzenia recenzji: 18 listopada 2016

Recenzja:

Czuję się po raz kolejny oszukany. Pierwszy tom "Hush" zapowiadał niezłą końcówkę zabawy, jednak tak się nie stało. "Kołczan" dał mi szansę na poznanie nowego superbohatera, a dzięki świetnemu scenariuszowi, miałem prawo oczekiwać, że druga połówka będzie trzymała poziom pierwszej...
Green Arrow: Kołczan
Niestety, całość psuje pojawienie się "prawdziwej części" Green Arrowa. Już nie będę wnikał w dokładność tego zdania, bo nie ma sensu. Punkt kulminacyjny jest tak słabo zarysowany, że wygląda na to, że Kevin i Phil bardzo spieszyli się z publikacją ostatnich zeszytów komiksu. Może deadline przyduszał? Fabuła pędzi na złamanie karku w jakieś okultystyczne tematy, które mnie w żaden sposób nie bawią, bo jakością wchodzą na amatorszczyznę.

Flash Comics #86 ("Johnny Thunder" z Black Canary)
Dodatkiem są dwa komiksy "Flash Comics" z Black Canary numery 86 i 92, wydane na przełomie lat 1947-48. Opowiada historię kobiety GA, jednak jak na Złotą Erę Komiksu - jest bieda. Ani rysunki, ani teksty nie są w żaden sposób emocjonujące. Typowe klepisko komiksowe.

Flash Comics #92 (Black Canary)
No i jak mam ocenić inaczej niż negatywnie? Wydaje mi się, że bardzo zły dobór samych dodatków pogrążył cały tom. Sam "Kołczan" to za duże rozczarowanie... Tylko postać głównego bohatera, która jest bardzo sympatyczna, nie pozwala mi zjechać tego komiksu od góry do dołu. Jest to czwarty tom, a drugi komiks w Kolekcji DC Comics - na razie jest poniżej oczekiwań...

niedziela, 13 listopada 2016

Kevin Smith, Phil Hester - Green Arrow: Kołczan. Część 1

'














Data ukończenia: 6 listopada 2016

Data utworzenia recenzji: 13 listopada 2016

Recenzja:

Nie miałem możliwości wcześniej poznać takiego superbohatera, jakim jest Green Arrow. Patrząc na sam kostium (połączenie Robin Hooda z... toż to Robin Hood we własnej osobie), a także na małe wyeksploatowanie postaci, nie zapowiadało się, że "Kołczan" będzie miał dla mnie jakąś większą wartość.
Green Arrow: Kołczan
Jednak, za scenariuszem stoi sam Kevin Smith, którego kiedyś uwielbiałem za filmy "Sprzedawcy", czy "Dogma" (dziś szczerze powiedziawszy, nieco mnie nie kręci, ale jeśli chodzi o komiks tu recenzowany - to wróciła mi do niego sympatia). Kwestia fabuły była tutaj o tyle trudna, że ostatni odcinek Green Arrowa kończył się jego śmiercią, podczas próby uratowania Metropolis przed terrorystami. Świadkiem tego wydarzenia był Superman, a ten brzydal, raczej z kłamstwa nie słynął.

Green Arrow: Kołczan
W każdym razie kilka lat później w mieście pojawia się Green Arrow, który nie zna nowoczesnych komputerów, nie wie co to komórka, a słownictwo i postawa ludzi budzą w nim mieszane uczucia. GA to staroświecki superbohater, który z jakiegoś powodu znajduje się w naszych czasach. Kapitalna praca Kevina Smitha, który potrafi opowiadać historię i utrzymywać szybkie tempo z jajem (z aluzjami dla dojrzalszych czytelników). 

Green Arrow: Kołczan
Sama kreska rewelacyjna może nie jest, ale po pewnym czasie zupełnie się jej nie zauważa, bo GA to mistrz DC Comics, który zachwycił mnie i stał się najsympatyczniejszym bohaterem w tym uniwersum. Nie chciałbym się rozczarować tylko drugim tomem...

The Brave and the Bold #85
Jak zwykle w tej kolekcji wprowadzono dodatek 85 numer komiksu "The Brave and the Bold" (wrzesień 1969), w którym to Batman i Szmaragdowy Łucznik łączą siły przeciwko Minotaurowi. Komentarz jest zbędny, bo nic wartego zapamiętania w nim nie ma.

Całość oceniam pozytywnie i tylko szkoda, że tak mało GA jest w samej kolekcji. Idealna odskocznia od popularnego Batmana. Czekam na drugą część.

niedziela, 6 listopada 2016

Jeph Loeb, Jim Lee - Batman: Hush. Część 2















Data ukończenia: 31 października 2016

Data utworzenia recenzji: 6 listopada 2016

Recenzja:

Recenzja zawiera spoilery.

Nie będę się powtarzać z rysunkami, bo Jim Lee odwala swoją robotę. Mam prawo przyczepić się jednak do samego rozwiązania zagadki: kim jest Hush? Powiem szczerze, nie przywykłem do takiej biedy fabularnej, jaka była w tym komiksie. Może od początku.

Hush

Już na starcie wprowadzona zostaje postać, która niczym strzelba w pierwszym akcie - w ostatnim wystrzeli. Tom pierwszy kończy się jego śmiercią, co miało chyba dać pstryczka domorosłym detektywom, coby się nie wychylali - od rozwiązywania tej sprawy jest Jeph Loeb. Przed drugą częścią nadal trzymałem swoje zdanie, jednak twórcy nie potrafili uniknąć farsy, więc zaczęli robić...

Hush

... Scooby Doo? Pamiętacie? Złapanemu potworowi zdejmowano maskę (czasem nawet kilka pod rząd), by pokazać, że przebrał się za niego... I tak właśnie jest z komiksem "Hush", żenada goni żenadę, katastrofa katastrofę. Nagle okazuje się, że jest masa takich samych płaszczów, jakie nosi Hush. Co drugi przeciwnik Batmana ma obandażowaną głowę, jak Hush. A i tak, głównym złym jest ten, o którym myślicie od samego początku.

Hush

Przykre jest to o tyle, że gdyby nie mierne próby zwodzenia czytelnika, nie byłoby wcale tak źle. Sama historia trzyma się kupy, nostalgia bierze czytelnika przez włączenie kilku "mocnych" momentów z życia Batmana. Jednak nadal jest to komiks, który udaje coś ambitnego, by na końcu pokazać, że to sztuka tylko dla nastolatków.

Batman. Detective Comics #33

Jaśniejszym punktem jest tutaj dodatek specjalny, który traktuje o przeszłości Wayne'a. Wydany w listopadzie 1939 roku, pokazuje po raz pierwszy kulisy śmierci rodziców. Później ten wątek będzie zmieniany na potrzeby różnych scenarzystów. Warto też zwrócić uwagę, że głównym przeciwnikiem jest tutaj Szkarłatna Horda, której przewodzi Carl Kruger cierpiący na kompleks Napoleona (który objawia się tym, że... myśli, że nim jest). Jak w mordę strzelił aluzja do rozpoczętej II wojny światowej.

Całość oceniam pozytywnie. Dodatek - miód. Hush, no cóż. Dobry na rozpoczęcie przygody, nie ma dużych wymagań, co do ilości zwojów. Dużo akcji, piękne rysunki, masa bohaterów. Kinder Niespodzianka dla trzydziestolatka, z plusami i minusami tej inwestycji.

niedziela, 30 października 2016

Jeph Loeb, Jim Lee - Batman: Hush. Część 1
















Data ukończenia: 20 października 2016

Data utworzenia recenzji: 30 października 2016

Recenzja:

Pierwszy komiks wydany w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów DC. Wydawnictwo Eaglemoss musiało walnąć z grubej rury, ale nie jest to moja opinia, a jedynie społeczności internetowej. Życie tego tytułu jest dla mnie zupełnie nieznane, a jedyne, co by mnie zachęciło do kupienia go, (poza samą prenumeratą) to informacja, że rysownikiem jest Jim Lee.

Uwielbiałem tego kolesia - to co robił z postaciami X-Men w czasach, gdy oglądałem jego rysunki w TM-Semic... Brak słów. Piękne ciała kobiet, z lekką krzywizną, okrągłe biusty, wąziutkie wargi i lekko skośne oczy. Facet wiedział, jak narysować seks dla nastolatka.

Hush
"Hush" to solidny komiks, który jak na moje gusta ma za dużo... wszystkiego. Wydaje mi się, że twórcy na chama chcieli włożyć każdą znaną postać z komiksów Batmana. Całość trzyma się kupy, przynajmniej pierwsza połowa, którą recenzuję. Jednak, jeśli w drugim tomie okaże się, że główny zły, tytułowy Hush to osoba, którą podejrzewam już teraz - to będę mocno zawiedziony.

Hush
Batman prowadzi sprawę porwania chłopca Edwarda Lamonta IV, porywaczem okazuje się Killer Crock. Szybkie zakończenie tego wątku prowadzi do kolejnego, w który zamieszani są inni przeciwnicy Mrocznego Rycerza, a wszyscy, niczym marionetki, sterowani są przez Husha.

Hush
Bardziej podniecił mnie jednak dodatek do tego tomu, w którym umieszczono pierwsze przygody Batmana. Chociaż w tamtych latach nazywał się Bat-Manem. Krótka historia wydrukowana była w maju 1939 roku w Detective Comics. Bat-Man lubujący się w paleniu fajki zrobiony ohydną kreską (nawet debiut Supermana w 1938 roku miał o wiele ciekawsze rysunki) - to musiało mi się spodobać.

Bat-Man. Detective Comics #27
Tom oceniam na bardzo dobry. Samą historię gwoździa programu ocenię dopiero przy drugim tomie. Spodziewałem się jednak, po tylu pochlebnych opiniach, że będę miał do czynienia z czymś mocnym, niestety po pierwszej połowie widzę typowy akcyjniak.

poniedziałek, 17 października 2016

Action Comics Nr 1. Czerwiec 1938r.
















Data ukończenia: 5 października 2016

Data utworzenia recenzji: 17 października 2016

Recenzja:

Nigdy specjalnie nie przepadałem za wydawnictwem DC Comics. Oczywiście pierwsze komiksy w moim domu to były z TM-Semic: Batman i Superman, ale ich historie nie za bardzo mnie interesowały. U mnie liczyli się tylko X-Men z Marvela.

Z tego też powodu nie mogę sobie wybaczyć, że ominęła mnie przyjemność zbierania kolekcji Marvela... Już nawet nie o to chodzi, że nie zauważyłem, że coś takiego na rynku jest (od czasu śmierci Dobrego Komiksu obudziłem się na wydanie "Watchmen" w jednym tomie). Podejrzewam, że wtedy nie miałbym możliwości finansowych na zamówienie prenumeraty. Ktoś powie, co Ci szkodziło kupować wybrane tytuły? Pedantyczne podejście do kolekcjonowania zmusza mnie do oczekiwania, że przyjdą czasy, kiedy będę mógł zacząć zbierać kolekcję Marvela.

Dlatego, gdy pojawiły się informacje o wypuszczeniu Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics, od razu zamówiłem prenumeratę, by móc zapoznać się z nieznanym mi uniwersum. Szczęście też chciało, że otrzymałem figurkę Kid Flash'a i dodatek w postaci reprintu pierwszego numeru Action Comics z 1938 roku. Był to też pierwszy komiks, w którym pojawił się Superman.

Nie będę mógł się nachwalić w tym poście samego pomysłu wydania zeszytu, przypominającego lata dziewięćdziesiąte w Polsce i działalność TM-Semic. Przetłumaczone na nasz język nie tylko oryginalne historie, ale także i reklamy tworzą nie tylko klimat lat trzydziestych, ale także szacunek do firmy, która sprezentowała prenumeratorom taki dodatek.

Tyle słowem wydania. Teraz przejdźmy konkretnie do zawartości:

Zeszyt otwierany jest pierwszą przygodą Supermana, który nie potrafi tutaj latać, a jedynie wykonywać kilometrowe skoki. Lois Lane jest prześladowana przez kilku oprychów, a zainteresowany nią Clark Kent nie ma takiej siły przebicia, jak wspaniały "atleta" Superman, który ratuje ją z rąk niedoszłych gwałcicieli. Niestety, historia korupcji senatora zostaje zakończona nieuwielbianym przeze mnie "ciąg dalszy nastąpi".

Superman
Kolejny komiks w #1 to "Chuck" Dawson. Całkiem ciekawa historia Charlesa Dawsona, którego ojciec zostaje zabity podczas "krwawej wojny" o ziemię. Utrzymany w czerni i bieli, przedstawia cowboya szukającego zemsty. Jednak, jak nie przystało na biały charakter - niewinnie osadzony w więzieniu przez niewinnego zastępcę szeryfa, wymierza całkiem winną, lecz chyba (?) niezasłużoną karę. Jak na lata trzydzieste, mocno brutalny komiks. Niestety, historia kolejnego "atlety" w tym zeszycie zostaje zakończona nieuwielbianym...

"Chuck" Dawson
Następny bohater to Zatara, bardziej znany z bycia ojcem innej heroiny z DC - Zatanna'y. Razem ze swoim asystentem Tong'iem rozwiązują sprawę napadów na pociągi. "Tygrysica", nazwana tutaj arcyłotrem, jest zwykłą kryminalistką, która ze swoim gangiem stanowi małe zagrożenie dla wspaniałego magika. Pomimo tego, że sam przeciwnik jest mało zachwycający - jest to jedyny superbohater w tej kolekcji, oprócz Supermana. O dziwo, historia jest zamkniętym odcinkiem.

Zatara Mastar Magician
Jedną z ciekawostek jest tekst kapitana Franka Thomas'a pt. "Strategia Mórz Południowych". Nie jest to historia obrazkowa, ponieważ w tamtych latach był przymus posiadania minimum dwóch stron prozy w zeszycie, by nie był traktowany jako komiks, a jako czasopismo. Wiązało się to z niższą taryfą pocztową. Fabuła jest bardzo miałka, a opowiada o kapitanie szkunera - Coleman'ie i jego majtku Cottonballa'u. Ten drugi oczywiście jest czarny, a co za tym idzie: ma imię, jak czarny; mówi, jak czarny i cała jego postać jest przedstawiona, jak czarnego w latach trzydziestych XX wieku. Rasistowskie stereotypy. Historia również jest niedokończona.

Strategia Mórz Południowych
Lepkoręki Stimson to ciekawy przypadek postaci z uniwersum DC. Komiks zbudowany na zasadzie slapstickowej komedii. Stimson kradnie jabłka, a po nieudanej akcji policja zaczyna go za to ścigać. Patrząc na to, że cały oddział próbuje go złapać, zastanawiam się, czy te wykroczenie nie jest gorsze niż napady na pociągi. Tam policji było znacznie mniej.

Lepkoręki Stimson
Kolejny produkt to "Przygody Marco Polo". Historia jest urwana, ale ciekawostką jest fakt, że twórca sam nie był pewien, czy powieść chce opowiedzieć za pomocą pisma, czy rysunków. Chyba najsłabszy punkt zeszytu.

Przygody Marco Polo
Atleta "Pep" Morgan (bokser) i jego trener Pop Burkett muszą zmierzyć się nie z samymi przeciwnikami na ringu, a z "demonicznym" trenerem, który swoich zawodników faszeruje kuriozalnymi pomysłami na zwycięstwo. W tym przypadku była to igła z narkotykiem schowana w rękawicy. Taki "Tygrysia Maska" wersja jankeska.

"Pep" Morgan
Jakby komuś było mało przygód reportera Clarke'a w jednym zeszycie, mamy możliwość przeczytać historię Scoop'a Scanlona, który w czerni i bieli rozwiązuje sprawę złodzieja klejnotów. I tyle, wydaje się wciśnięty, jako zapychacz.

Scoop Scanlon. Pięciogwiazdkowy dziennikarz
Ostatni komiks - Tex Thomson, to historia kolejnego cowboya, który już jest tak bogaty, że zaczął się nudzić. Trafia do angielskiego miasteczka, gdzie zostaje wrobiony w morderstwo przez kolejną złą kobietę. Sama fabuła może najlepsza nie jest, ale bohater to ciekawy przypadek. Jego historia jest nieco podobna do Kapitana Ameryki z Marvela, który w późniejszych przygodach również walczy z Niemcami podczas II Wojny Światowej i również staje się herosem DC (choć bez supermocy).

Tex Thomson
Na koniec zostały jeszcze dwie strony z ciekawostkami: baseball i artyści, które nic ciekawego do zeszytu nie wnoszą.

dodatki
Pomimo tego, że trochę z kpiną opisuję wydawnictwo, wcale tak nie jest. Wartość ma dla mnie szczególną, bo nie Superman mi sprawia przyjemność, ale postacie, które w tych czasach jemu "towarzyszyły". Jakość fabularna, być może jest zerowa, ale wartość kolekcjonerska - ogromna. Ten zeszyt to tylko wstęp do kolekcji DC i już z niecierpliwością czekam na moment wchodzenia w uniwersum głębiej.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...