piątek, 10 sierpnia 2012

Jaroslav Hašek - Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Tom 3 i 4

















Data ukończenia: 9 sierpnia 2012

Data utworzenia recenzji: 10 sierpnia 2012

Recenzja:

1 listopada 2011 zacząłem czytać pierwsze dwa tomy Szwejka, które skończyłem po bardzo długim czasie 24 grudnia tego samego roku. Jeśli chodzi o moje szczegółowe zapamiętywanie dat, to jest to pewien fetysz, lubię sobie wspominać, co i kiedy danego dnia czytałem. Często nawet dzień kończenia tytułu nie jest przypadkowy, a z premedytacją wydłużony, by był bardziej "okrągły" lub "uroczyściejszy". Data rozpoczęcia i ukończenia książki, to dwa wyjątkowe dni w poprzednim roku. Z tego powodu postanowiłem na dzień 31 lipca skończyć trzeci i czwarty tom Szwejka. Spóźniłem się o dziewięć dni, z czego jestem bardzo niezadowolony. Ale o książce to ma być rozprawka, a nie o moich zboczeniach.

Lekko zmusiłem się do skończenia przygód Szwejka, ale podobnie, jak z "Atlasem zbuntowanym" nie dawał mi spokoju drań jeden. Przysiadłem i okazało się, że trzeci i czwarty tom jest o wiele zabawniejszy niż pierwsze dwa. Powód? Wydaje mi się, że wszystko to za sprawką rozdzielenia historii na większą ilość osób. Wiele ciekawych postaci przewija się przez historię, o wiele bardziej kretyńskich, niż główny bohater. O właśnie! Idiotyzm.

W trakcie czytania postanowiłem sobie przypomnieć początek historii wojaczki Szwejka i obejrzałem film z 1956 roku "Dobry wojak Szwejk" z Rudolfem Hrusinskym. Com zobaczył! Już wiem skąd Szwejk jest idiotą! Gdy nie miałem okazji wcześniej widzieć filmu, zastanawiałem się, jakim cudem wszyscy uważają Józefa za totalnego kretyna? Zawsze wydawał mi się chytrusem, który nabiera na swój iloraz inteligencji generalicję. Film sugerował dobitnie, że Szwejk to idiota bez dwóch zdań. Ciesząc się, że obaliłem mit, czytałem dalej książkowego Józefa i widziałem w nim spryciarza. Aż do momentu, kiedy nie założył rosyjskiego munduru... Co za idiota!

Historia kończy się tragicznie. Ostatnie zdanie: "Na tym urywa się rękopis Jarosława Haszka", pokazuje, że żartownisiem jest się tylko do pewnego momentu. I szczerze powiedziawszy szkoda, że tak daleko rękopis sięga, bo gdyby skrócono go o jeden rozdział, wydaje mi się, że skończył by się, hmmm.... pełniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...