piątek, 30 grudnia 2011

Jaroslav Hašek - Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Tom 1 i 2


















Data ukończenia: 24 grudnia 2011

Data utworzenia recenzji: 30 grudnia 2011

Recenzja:

Jedną z moich zabaw w dzieciństwie było oglądanie obrazków w książkach. Potrafiłem popatrzeć na okładkę, a potem biegać i wydawać dźwięki sugerujące strzelanie, "pyfanie" i inne onomatopeje. Okładka recenzowanej książki posiadała kilka walorów, które sprawiało mi szczególną przyjemność. Kukiełkowy bohater, bardzo podobny do uwielbianych przeze mnie "Sąsiadów", a także takie wyrazy, jak "wojna" i "wojak". Ale się wtedy "napyfałem"...

Po wielu latach postanowiłem zmusić się do przeczytania. Powodów wielkich nie było. Znam postać z opowieści, ale nawet filmu obejrzeć nie miałem możliwości. Wyczytałem w "1001 książek, które musisz przeczytać", że warto - no to wziąłem pod uwagę. Ale dopiero, jak pojawiła się postać Szwejka w "Ostatnim rozdziale, czyli Paragrafie 22 bis", stwierdziłem, że najwyższy czas zebrać się do roboty i zobaczyć z kim ma się do czynienia. Wojak w książce Hellera był marudny i nieszczęśliwy. Ci, co czytali powieść Jaroslava Haška wiedzą, że to przeciwieństwo głównego bohatera. Może to był efekt przemęczenia już wojnami, albo pewien "żart" Hellera, które pojawiały się w książce, niczym niepotrzebna trzecia skarpeta w opakowaniu.

Miałem wiele wątpliwości, czy Szwejk jest idiotą, czy jest to jego sposób na życie. Z jednej strony robi tak kuriozalne rzeczy, że niemożliwością jest zrobienie tego, nie będąc totalnym młotem. Z drugiej, kwestie, które wygłasza swoim znajomym, sugerują, że zna receptę na przeżycie w austro-węgierskiej armii. Namawia ich, by udawali idiotów, to mniej surowa kara ich dosięgnie. Bo, jak żyć normalnie, gdzie za stwierdzenie, że "muchy srają na obraz najjaśniejszego pana" robi się tak wiele problemów.

Ciekawą cechą Szwejka jest zdolność do opowiadania. W jakimkolwiek kierunku nie toczyłaby się rozmowa, potrafi znaleźć historię, która będzie do niej pasować. W większości wypadków tylko niewielkim elementem, co doprowadza do furii współrozmówców.

Pierwszy tom, to usługiwanie kapelanowi wojskowemu, bardzo kontrowersyjnemu, który jest przechrzczonym Żydem i w Boga nie wierzy. Szybko się czyta, bo i wiele humoru jest. Widać, że obaj pasują do siebie. Pijanica i służący mu idiota.

Drugi, to tułaczka Szwejka, w poszukiwaniu swego pana - porucznika Lukasza. Jeden szuka, drugi przed nim ucieka. Problem tego tomu jest taki, że za dużo jest scen podróży, które nużą. Zanim Szwejk odnajdzie swego porucznika, zdążę się już kilka razy wynudzić. Ale tylko, gdy pojawia się trio: Szwejk, Lukasz i Baloun zaczyna być znowu śmiesznie i ciekawie. 

I w tym momencie, kiedy najbardziej mnie bawiła książka - skończyła się. Przede mną jeszcze trzeci i czwarty tom, ale oceniam w tym momencie to, co trzymałem w ręku. Nie jest to może arcydzieło, ale czyta się dobrze. Chwila przerwy i do następnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...