sobota, 9 października 2010

Bolesław Prus - Faraon

Data ukończenia: druga połowa 2005

Data utworzenia recenzji: 12 lutego 2006

Recenzja:

Wcześniej w szkole nie byłem zmuszany do czytania tej lektury i całe szczęście, bo prawdopodobnie zepsułoby mi to powieść. Gdyby nie to, że przez przypadek kolejny raz przeczytałem nowelkę "Z legend dawnego Egiptu" to minęłoby wiele lat do zaliczenia tej książki.

Dopiero teraz mogę powiedzieć, że Bolesław Prus to jedyny polski pisarz, którego nie tylko trawię, ale i bardzo lubię jego styl pisania, budowania napięcia itp. Zresztą wszystkie jego teksty kończą się w ten sam sposób, a i tak jakoś nie mogę się do tego przyzwyczaić (kto czytał "Lalkę" i "Faraona" wie o co biega).


Opinia po pięciu latach: 

Jest to najstarsza recenzja książki, jaką udało mi się znaleźć. Jest to też ten tytuł, który pobudził moje zainteresowania do zbierania swoich opinii po "zaliczeniu" tytułu.

Zakończenie liceum pozwoliło mi na obiektywne wracanie lub poznawanie lektur, które wcześniej musiałbym rozpracowywać - zrobić sekcję strona po stronie. Wymyślać lub zgadywać, jakie jest przesłanie i co znawcy (często lepiej wiedzący od samego autora) uznali za esencję książki.

"Faraon" to właśnie ta lektura, która została przeczytana po tym, ciężkim dla literatury, okresie, jakim jest szkoła i wymuszanie czytania "odpowiednich" książek. I nie mogę powiedzieć, że się nie nudziłem podczas czytania. Były dłużyzny, które mnie bardzo irytowały, ale to był krótki okres, kiedy byłem zafascynowany Egiptem i potrzebowałem czegoś w tych klimatach.

I mając na uwadze innych autorów, którzy zostali (moim zdaniem), skrzywdzeni przez los i dostali miano wybitnych autorów, a największą ich nagrodą było umieszczenie ich dzieł na liście lektur, spodziewałem się sztampowego zakończenia. Gdzie Staś i Nel w końcu znajdują swoich ojców, a Zbyszko po śmierci Danusi znalazł ukojenie między udami Jagienki.

Bolesław Prus pokazał zakończenie najgorsze i najokrutniejsze. Gdzie nie ostateczna śmierć jest tragiczna, ale przywłaszczenie, wykluczenie, a w końcu zapomnienie. Nie tego się spodziewałem. Eskalacja konfliktu w ostatnich rozdziałach zapowiadała, że albo wydarzy się jakiś cud i wszystko zakończy się dobrze, albo jedziemy do straszliwego finału. I chyba dlatego tak dobrze czytało mi się tę książkę. Zapominam jej dłużyzny, na które pewnie byłem zbyt młody, bo to co dostałem na sam koniec było jednym z najciekawszych zakończeń, jakie znam. I właśnie dlatego mogę polecić przeczytanie tej nie lektury, ale powieści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...