wtorek, 25 stycznia 2011

Joseph Heller - Paragraf 22

Data ukończenia: 23 lutego 2008 i 8 grudnia 2010

Data utworzenia recenzji: 23 lutego 2008 i 25 stycznia 2011

Recenzja #1 (23 lutego 2008):

Arcydzieło!
I szczerze powiedziawszy nie wiem co można byłoby jeszcze napisać.

Recenzja #2 (25 stycznia 2011):

W ciągu pięciu ostatnich lat, odkąd dokumentuję przeczytane książki, nie trafiło mi się jeszcze, bym zasiadł ponownie do którejkolwiek. Jeszcze bardziej dosadne będzie stwierdzenie jeśli dodam, że zacząłem ponownie ją czytać, jakieś dwa i pół roku po jej przeczytaniu w 2008.

Nie mogłem zrobić inaczej, ponieważ często zdarzało mi się poprostu wziąć do ręki książkę, znaleźć jakiś śmieszny fragment i przeczytać go osobom trzecim. Zacząłem w tym momencie myśleć o tym, że najlepiej by było mieć audiobooka. Pamiętam, jak trafił się nam do odsłuchu z głosem Marka Kondrata. Widziałem trochę "Paragrafów 22". Film, teatr, no i same książki. I główną cechą był dla mnie dynamizm! To właśnie on napędzał chaotyczną fabułę, sprawiał, że sytuacje w realnym świecie nieśmieszne, stawały się komiczne. To co zaprezentowano w tym audiobooku przy dynamizmie nawet nie leżało. Cały komizm został przesłonięty naburmuszonym recytowaniem, wczuwaniem się w rolę narratora i bohaterów antywojennej pozycji. "Paragraf 22" jest antywojenną książką, ale jej lekkość właśnie polega na tym, że używa innych środków. Przez całą książkę chichramy się, ale że jest ona antywojenna najlepiej pokazuje brak ostatniego "...ha". To co przedstawiono w tym audiobooku pokazało, że albo kierownik, albo Marek Kondrat, nie zrozumieli głównego założenia tej książki. Po niezadowoleniu (żeby nie używać słowa "absmak") moim, jak i mojej mamy, stwierdziłem, że sam zrobiłbym to lepiej. I zacząłem czytać rodzicielce moją, żywszą i śmieszniejszą książkę. O dziwo i ta z audiobooka, i ta moja, miała tak sam tytuł "Paragraf 22".

I co jeszcze można napisać? Można spróbować opisać fabułę. Pamiętam, jak kiedyś koleżanka zapytała mnie przed spektaklem: "A o czym to jest?". Pamiętam swój uśmiech zwycięzcy, kiedy dostałem szansę wykazać się swoim obeznaniem w temacie. Po czym radość zanikła gdzieś podczas projekcji w mózgu głównej osi fabuły. Bo o czym miałem powiedzieć? O Majorze Majorze Majorze Majorze, do gabinetu, którego można wejść i porozmawiać, gdy go w nim nie ma? O "żołnierzu w bieli", który z jednego słoika pił, a do drugiego oddawał i vice versa? O Yossarianie, który chodził tyłem, by nikt nie zaatakował go z tej strony? A może o tym samym Yossarianie opowiedzieć, że zawdzięczał dobrą formę bardzo zdrowemu trybowi życia - świeżemu powietrzu, ćwiczeniom fizycznym i innym rzeczom, przed którymi uciekał, aż odkrył szpital? Nie pamiętam, co wtedy odpowiedziałem, pewnie coś w stylu: "a takie tam, o wojnie".

Najlepsze jest to, że teoretycznie normalni ludzie ze swoimi fobiami, postawami w oku Hellera stają się niesamowicie śmieszni i dopiero ostatnie rozdziały pokazują, że jest to śmiech, jako odpowiedź na okrucieństwo wojny. I właśnie dlatego uważam ją za najwspanialszą książkę, jaką miałem okazję czytać. Powtórne sięgnięcie po nią nie zepsuło przyjemności. Książka jest na tyle chaotyczna, że za każdym razem ciężko będzie określić czy już się czytało o Bolonii, czy pamięta się o tym, bo czytało się tę powieść kilka lat temu.

Od deski do deski została przeczytana na głos. Efekt był bardzo dobry, więc może drugą część również w ten sam sposób przeczytam.

(ocenzurował Washington Irving)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...