niedziela, 16 października 2011

Joseph Heller - Ostatni rozdział, czyli Paragraf 22 bis














Data ukończenia: 14 października 2011

Data utworzenia recenzji: 16 października 2011

Recenzja:

Nigdy nie podejrzewałem, że będę czytał tak słaby sequel uwielbianej przeze mnie książki. Pewnie większość czytelników stwierdzi, że skoro oryginał posiada nazwę: Closing Time, to polska wersja z dodanym "Paragraf 22" do tytułu, to jedynie wątpliwej jakości chwyt marketingowy. Otóż nie! To jest prawdziwa kontynuacja przygód Yossariana, Mila, kapelana i kilku innych postaci z pierwowzoru.

Jeszcze przed zabawą z książką sprawdziłem opinie. Nie były one pochlebne, wytykające mniej więcej to samo, co i ja wytykałem w swoich recenzjach pozostałych powieści Hellera. Facet napisał tylko jedną książkę! W trakcie czytania miałem ambiwalentne uczucia, bo z jednej strony dziwiłem się, dlaczego wszyscy uważają ten tytuł za słaby, czytałem gorsze. Z drugiej strony, o w mordę! Jak można było stworzyć tak słabą powieść. Wychodzi na to, że nie jest to potworek, napisany przez bardzo słabego autora, pokroju: "Alchemika", czy recenzowanej niedawno "Szkoły piękności w Kabulu". "Ostatni rozdział" to jest najzwyczajniej w świecie słaba książka napisana przez faceta, który potrafi składać zdania i ma pomysły na treść. Co jest chyba najsmutniejsze.

No i co można było wsadzić do kontynuacji "Paragrafu 22"? Dużo, nawet za dużo. Yossarian ma 70 lat, pracuje dla Milo, angażuje się w organizowanie wesela na dworcu autobusowym na trzy i pół tysiąca osób (najbliżsi znajomi). Milo i Wintergreen tworzą niewidzialny bombowiec, którego nikt nie widzi i w gruncie rzeczy, nie wiadomo, czy w ogóle istnieje. Kapelan sika ciężką wodą i pierdzi trytem, na co nie ma koncesji.

Pojawiają się też nowe postacie. Sammy to ten, który na przemian wybudzał się i tracił przytomność tego feralnego dnia w samolocie, kiedy Snowden pokazał światu swoją najskrytszą tajemnicę. Lew Rabinowitz służył w piechocie. Claire to jego żona. Michael to syn Yossariana, a M2 - Mila. Wszystkie te stare, jak i nowe postacie to jeszcze nic. Znajdziemy tutaj również: Szwejka, doktora Strangelove, Kurta Vonneguta, a także samego Hellera.

Fabułę ciężko streścić, bo każda z wymienionych postaci ma swoją historię do opowiedzenia, a czytelnik ma nadzieję, że do ostatniego rozdziału wszystko się to zawiąże/rozwiąże. Nic z tego. Książka jest zbudowana, jakby to był film: "Doktor Strangelove, lub jak przestałem się martwić i pokochałem bombę". Pod koniec wydaje się, że ktoś zapomniał dokręcić/napisać końcówki.

Ale skoro to kontynuacja "Paragrafu 22", to nawet słabą książkę, może poratować dobry humor. I tutaj jest problem, ponieważ Heller dodaje odrobinę świeżego dowcipu (który ze świeżością ma tyle wspólnego, że Heller jeszcze tych popularnych w każdym domu, nie włożył do swoich książek) przyprawionym dowcipem z "Paragafu 22". Dosłownie!  To są te same dowcipy. Nie czepiałbym się, gdyby to były tylko te anegdoty, ale Heller dopisał "komentarz". Zaczął tłumaczyć dowcipy, które nigdy nie powinny być wyjaśniane. Cała magia poprzedniej części polegała na niedopowiedzeniu. Tutaj humor został zepsuty i to nie przez tłumacza, czy faceta z ulicy, który dostał do zrobienia drugą część arcydzieła. To zrobił Heller!

W książce "Portret artysty" (której nie czytałem) Heller tworzy postać autora, który próbuje napisać powieść tak spektakularną, jak wcześniejsze jego dzieła. Oczywistym jest, że pisze o sobie samym. Dlaczego się nie udało zrobić kolejnego arcydzieła? Jeśli odstawimy "Paragraf 22" na bok i popatrzymy co jeszcze ten autor opisywał w swoich książkach to wyjdzie nam, że ulubione tematy to: Żydzi, relacja Żydzi - goje, polityka i przekręty, problemy głównego bohatera z rodziną, multum kochanek, biznes, pieniądze, kontakty (brzmi to, jak: "apatia, chciwość, korupcja..." - kto wie, ten wie). Rozumiem, gdyby to była seria książek. Ale nie, to są oddzielne powieści, które teoretycznie nie wchodzą na siebie, a są niemal identyczne klimatem, humorem i sytuacją.

Kiedyś mówiłem, że nieszczęściem Hellera było to, że jego debiut okazał się mistrzowski, a później nie mógł napisać nic wspanialszego. Dziś napiszę to samo, tylko inaczej. Joseph Heller to autor jednej książki, góra dwóch, jeśli doliczyć "Bóg wie".

2 komentarze:

  1. Swoją przygodę z Hellerem zakończyłam na "Paragrafie" i wygląda na to że wiele nie straciłam. Choć sam Paragraf to jedna z moich ulubionych pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli musiałbym wybronić Hellera, hmm... chyba przed nim samym, to napisałbym, że jedyne jeszcze warte uwagi, to: "Bóg wie" i zbiór opowiadań pod tytułem "Paragraf 23".

    Zbiór opowiadań jest o tyle ciekawą pozycją, że znajdują się w nim niewydane w oryginale rozdziały. W tym uwielbiany przeze mnie "Yossarian przetrwa", który jest kwintesencją "Paragrafu 22".

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...