poniedziałek, 7 maja 2012

Stephen King - Mroczna Wieża VI: Pieśń Susannah















Data ukończenia: 20 sierpnia 2007

Data utworzenia recenzji: 20 sierpnia 2007 i 30 września 2007

Recenzja #1 (20 sierpnia 2007):

"Stephen King - Mroczna Wieża VI: Pieśń Susannah" przeczytane, ale czasu nie mam na kilka słów, później napiszę. Ale książka bardzo dobra!


Recenzja #2 (30 września 2007):

Nieco czasu minęło, ale i tak muszę się wypowiedzieć. Obok czwartego tomu najlepsza część sagi. Jakoś trzymało w napięciu i po bardzo wolnym piątym tomie, tutaj nagle wszystko rusza z kopyta. No i te drugoplanowe postacie, które czasem są opisywane, jakby były głównymi (tyle wysiłku poświęcono na stworzenie postaci do jednego rozdziału), a przede wszystkim Cullum, Damascus i sam Król. Jestem w trakcie siódmego tomu i muszę przyznać, że na razie to, co stworzył po "Wilkach..." jest kapitalne.


Opinia po pięciu latach:

Po bardzo wydłużonym piątym tomie, wziąłem od razu "Pieśń Susannah". W tamtych czasach nie robiłem tego, co dziś. Nie przerywałem sobie kolejnych tomów inną książką. Z tego powodu występowało znużenie i zmęczenie materiałem. Założyłem sobie, że mam wyłącznie siedem dni na przeczytanie szóstej części, a ponieważ w tamtym roku bardzo wolno mi to wychodziło, był to nie lada wyczyn. Powód? Za siedem dni miałem zostać wcielony do wojska, a jedyne czego się obawiałem, to co będę czytał, jeśli będę miał taki mały tom...

By móc zatopić się w ostatniej części "Mrocznej Wieży", i to w koszarach, zacząłem swój wyścig z czasem. Gdzieś na dwie godziny przed odjazdem pociągu do Poznania 20 sierpnia 2007 roku, zakończyłem "Pieśń...". Jeden z najlepszych tomów!

Po powrocie zdziwiłem się mocno, jak bardzo różnią się opinie czytelników. Ta książka jest uznawana za najgorszą z całej serii. Dlaczego? Występuje tu Stephen King. Nie jest to żadne zaskoczenie, bo już na okładce jesteśmy o tym poinformowani. Jednak ten niewinny element spowodował drastyczne obniżenie średniej oceny tego tomu.

Zupełnie mi to nie przeszkadzało. Ba! Nawet bardzo przyjemnie się czytało, a moja najmniej lubiana postać dostała w końcu nieco wiatru w skrzydła. Wbrew ogółowi, muszę przyznać, że po tym tomie już byłem niesamowicie podekscytowany możliwością dokończenia całej sagi. A plan został wykonany i bramy koszar przestąpiłem z zaczętym siódmym tomem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...