niedziela, 23 lipca 2017

Andrzej Sapkowski - Miecz przeznaczenia

















Data ukończenia: 11 lipca 2017

Data utworzenia recenzji: 23 lipca 2017

Recenzja:

Po "Ostatnim życzeniu" byłem tak najarany Geraltem, że dokończyłem swoją przygodę z cyfrową wersją. Dałem odpocząć tej nadmuchanej bańce i po kilku miesiącach znowu zasiadłem przed historią Geralta. "Miecz przeznaczenia" to też zbiór opowiadań, ale pomimo mojej niechęci do takiej formy, nie obawiałem się, że zastanę tutaj coś nędznego. Po pewnym czasie stwierdziłem, że rzeczywiście - książka nadal jest bardzo dobra.

Jednak zanim zacznę się rozpływać nad kunsztem, trochę dziegciu - nie wiem, jak nudnym trzeba być, żeby w każdym opowiadaniu używać jego tytułu do zarzygania. O co chodzi? Jeżeli historia zwie się "Granica możliwości", możemy być pewni, że te dwa słowa będą wykorzystywane przez wszystkich bohaterów do ostatniej strony. Zdarza się to nagminnie w (aż) trzech opowiadaniach i zdaję sobie sprawę, że może innym smutasom to nie przeszkadza - z całym szacunkiem, ale JA uważam to za problem z dobieraniem tytułów.

Kolejna sprawa to strasznie nudny rozdział "Trochę poświęcenia". Skłamałbym, że cały. Bardziej chodzi mi o epizod, kiedy Jaskier i Geralt penetrują "lovecraftiańskie" miasto. Tak, jak i Lovecraft zabija czytelnika nudą, tak i Sapkowski zaczął mordować. Czego po jednym mogę się spodziewać, drugiemu nie przystoi. Ale opowiadanie, jako całość smutne i dobre w jednym.

Z dobrych rzeczy. Pomimo tego, że nie oceniam wyżej niż pierwszy tom, znajduję świetne wątki, które dzięki umiejętnościom Sapkowskiego stają się z miejsca klasykami. Całość kręci się w okół nieszczęśliwej miłości do Yennefer, ale z drugiej strony widzę bardzo dużo wysiłku włożonego w postacie drugoplanowe. Andrzej stara się w tych opowiadaniach wprowadzać wątki, które prawdopodobnie zostaną wykorzystane już we właściwej serii Wiedźmina. Świetny Borch Trzy Kawki, świetna Ciri, kapitalny powrót do wątków, które zapoczątkowane były w poprzednim zbiorze. Jest to bardzo dobra książka i już poluję na trzeci tom.

Swoją drogą odpaliłem właśnie drugą część gry. Zobaczyłem intro. Cały ten "Wiedźmin" to kapitalny produkt eksportowy. Duma!

Akira Toriyama - Dragon Ball#4. Wielki Finał!















Data ukończenia: 17 czerwca 2017

Data utworzenia recenzji: 23 lipca 2017

Recenzja:

Chociaż lubię postaci i bohaterów, tego tomu zdzierżyć nie mogłem. Wszystkie jego grzechy opisałem już w poprzednim. Jest to nadal kontynuacja Tenkaichi Budokai, który jest rozwleczony na kolejny tom i... jeszcze nieskończony.

Problemem wynudzenia spowodowany jest tym, że bardzo często zaczynałem oglądać serial Dragon Ball od początku (nigdy go nie obejrzałem do końca), a sam turniej jest już wałkowany przeze mnie może po raz piąty. Te epizody znam już na pamięć i za każdym razem pamiętam "okienko" po "okienku" każdej z tych walk.

Na pewno dla osób, które widzą to po raz pierwszy jest to rzeczywiście ciekawe i humorystyczne doświadczenie. Ja już miałem dosyć tłumaczenia Kuririna i Jackie Chuna, jak wykonane zostały ciosy...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...