czwartek, 27 października 2016

Pierre Thomas Nicolas Hurtaut - Sztuka pierdzenia

















Data ukończenia: 17 października 2016

Data utworzenia recenzji: 27 października 2016

Recenzja:

Któż nie lubi sobie popiardywać? Pamiętam, jak zmieniło się moje życie (które zawsze usłane było zachowaniami dobrymi, nie ingerującymi w wolność drugiej osoby), gdy poszedłem do wojska. Kilkuset facetów zamkniętych w jednym budynku z żarciem tak niemiłosiernie wiatropędnym, bez możliwości wyjścia na miasto i bez obecności kobiet... Nie muszę mówić, że większość pseudonimów świeżych rekrutów to były wariacje na temat produkowanych przez nich wyziewów cielesnych. Wszystko to było spowodowane tym, że nie było nikogo, kto mógłby taką osobę upomnieć lub zidentyfikować. Na apelu sierżant opierdala całą grupę? Nie ma to jak puścić cichacza ku uciesze pozostałych jebanych. Niestety wszystko się zmieniło po przysiędze, kiedy otwarto nam bramę na miasto, a młodzi-wolni młodzieńcy zachłysnęli się niepisaną umową o niemożliwości wytaczania gazów na zewnątrz przy obecności innych. Wojsko już nigdy nie było takie same...

Do podobnej konkluzji doszedł Hurtaut, w swojej książce "Sztuka pierdzenia". Wydana w 1751 we Francji rozprawka na temat wiatrowania, była czytana na bankietach, by pomóc w trawieniu i nie tracić przy tym humoru i stoickości. Czy słusznie uważana za komedię? Może i tematyka jest śmieszna, ale autor podchodzi do tego z pełną powagą. Rozpisuje nam instrukcję, jak należy podejść do badań, jak mocno wcisnąć nos, by wyłapywać co ostrzejsze "kąski" zapachowe. Jego specjalizacja pozwoliła wydalić lub wydzielić kilka rodzajów pierdzenia, oczywiście wszystkie okraszone przykładami. Autor nie traktuje nas po macoszemu, wszystko jest skrzętnie przedstawione, tak byśmy mogli również świecić na salonach zdobytymi informacjami.

Hurtaut opisuje tutaj historię opowiadaną przez Horacego. Ponoć Priap pierdnął tak mocno, że wystraszył wszystkie czarownice, które próbowały rzucić na niego czar. Te uciekły do miasta. Autor "Sztuki pierdzenia", jako znawca, zauważa, że byłoby to awykonalne przy pojedynczym puszczeniu piarda. Hurtaut, (uważam, że słusznie!) twierdzi, że musiałoby nastąpić tutaj pojedyncze pierdnięcie z wybuchem, po którym nastąpiły dwa pierdnięcia dyftongalne. Te drugie zdecydowanie mocne, by podkreślić wagę sytuacji.

Przypomina mi to trochę zboczone francuskie klasyki w małych rozmiarach. Pełne świństw w miniaturze, które korciły zwłaszcza dzieci - małymi rozmiarami. "Sztukę pierdzenia" otrzymaliśmy, jako prezent ślubny i szczerze powiedziawszy, ktoś trafił w sedno samą dedykacją: "w małżeństwie przyda się wszystko".

Wydawnictwo Terytoria zrobiło kawał dobrej roboty, by książka wrzucała nas w klimat XVIII wieku. Świetnie dobrana czcionka, a także tłumaczenie Krzysztofa Rutkowskiego oraz ryciny, które nie mają nic wspólnego z pierdzeniem, ale sytuacje w nich przedstawione daje dwuznaczny wydźwięk - to wszystko składa się na wyśmienite wydanie króciutkiej (140 stron) przecież książki, Zdecydowanie polecam zainteresować się odkrywaniem swojego ciała, nawet jeśli zaczniemy to od rektalnej strony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...