piątek, 9 września 2016

Dorota Sumińska - Zwierz w łóżku















Data ukończenia: 7 września 2016

Data utworzenia recenzji: 9 września 2016

Recenzja:

Podczas czytania książki zacząłem się zastanawiać: dlaczego w takim KFC muszę prosić obsługę o dodatkowy ketchup, a w McDonald's zawsze dołożą mi bez żadnych moich wskazówek. Rozumiem, że wszystko to są koszty, ale nie lubię mieć wyrzutów sumienia i wracać do sprzedawcy po sos, po uprzednim zaniesieniu tacy na stół.

Nie wiem, jak połączyć tę myśl z recenzją. Prawda jest taka, że dobra książka nie pozwala mi zajmować się głupotami. Będę miał też trochę wyrzutów sumienia, bo wydaje mi się, że autorka to ciepła osoba, która może i umie pisać, ale w tym tytule tego nie pokazała. A jest to jedyny tytuł, po który sięgnąłem i sięgnę. Krzykliwa okładka i opis dla takiego zboczeńca, jak ja, to lep na muchy.

Miałem wrażenie, że będzie to o praktykach seksualnych, miłości i innych zachowań zwierząt. Ponieważ autorka jest weterynarzem i kocha zwierzęta, miałem prawo podejrzewać, że to one będą głównym bohaterem historii. Niestety z autorki wyszła plotkara i przy każdym rozdziale, gdzie jest opisane, na pół strony i pobieżnie, zachowanie danego gatunku - mamy dwie strony porównania do jakichś znajomych Pani Doroty.

Z tego też powodu książka jest strasznie niepotrzebna światu i naciągana. Był w niej potencjał, ale zaprzepaszczony, jakąś dziwną konstrukcją, która należy do tych dziecinnych. Lub skierowana do płaskiego czytelnika, który nie potrafi wyciągać wniosków z przeczytanego akapitu. Na tym powinienem zakończyć tę recenzję, ale sama autorka dała mi oręż do walki podczas żmudnego czytania bezwartościowych informacji.

Autorka jest osobą po przejściach, nie mam zamiaru się w to wgłębiać (i tak za mocno poznałem jej towarzystwo w plotkach), a widać to w wielu pretensjach głównie do mężczyzn. Są to nieśmiałe aluzje feministyczne, których bardziej nienawidzę niż tych agresywnych. Nie można niczego zarzucić, bo przecież to mógł być tylko "żart". I tak np. na stronie 206, gdzie opisuje zachowania pszczół, które są zgodną rodziną, autorka zauważa, że MOŻE jest to zasługą królowej matki. Czepiam się? Takich insynuacji jest tak wiele, że przypisałbym schizofrenię na punkcie mężczyzn.

Co jest bardzo przykre, bo na stronie 168, opisuje swojego przyjaciela, który nawet w trudnych czasach pomagał jej wychowywać dzieci i nigdy się w niej nie podkochiwał. Jakie głupie te zwierzę.. tfu, mężczyźni. Facet, zamiast ojca, wychowywał nieswoje dzieci. Pokłońcie się panowie, nad peerelowskim friendzonie, niech spoczywa w pokoju.

Na dodatek, gdy mowa jest o fali w domu poprawczym, to pisze o tym, że nie jest winą dzieci, że zabijają, biją, czy wykonują inne zdeprawowane czynności - "winni są ci, którzy nie pozwolili im wyrosnąć w normalnym domu". Tak? W tym samym rozdziale pisze, o chłopcu, którego chciała przygarnąć. Półsierota. Ojciec był złodziejem, a dziecko nim zafascynowane. Autorka nie potrafiła mu wybić z głowy złych rzeczy, a dolać mądrych. Nie bierze na siebie odpowiedzialności za nieudolność wychowania, to był wybór chłopca.

I w ostatnim akapicie rzucę się na temat "rozwoju", który też autorka podejmuje. Prawdą jest, że wraz z nim, jesteśmy bardziej uzależnieni od nowych używek. Ale widzę, że nie tylko to jest problemem. Książka jest tak okrutnie gładko napisana, że równie dobrze mogłaby być skierowana do dzieci. Szkoda, że wraz z rozwojem, autorzy idą na taką łatwiznę i bez przemyślenia swoich dzieł, wydają takie potworki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...