środa, 29 października 2014

Martin ZeLenay - U progu zagłady















Data ukończenia: 27 października 2014

Data utworzenia recenzji: 29 października 2014

Recenzja:

Mam dziwne wrażenie, że przeczytałem jedną z tych książek, która ucierpiała na tym, że za dużo wątków zostało wprowadzonych w jednym tomie. W tym roku po przeczytaniu "Tajny raport Millingtona" byłem przekonany, że błędy, które były na porządku dziennym w pierwszym tomie, w drugim się już nie pojawią.

Zacznijmy od tego, że książka została przetłumaczona z oryginału pod tytułem Eve of Destruction, ale w sieci nigdzie nie znajdziemy takiego tytułu. Jak mniemam nigdzie indziej, niż w Polsce, tytuł nie został opublikowany. Ta uwaga wiąże się z kolejną. "Tajny raport..." miał polskie wtręty, gdzie nagle okazywało się, że Polska to bardzo istotny, drugoplanowy kraj, który pośrednio ma związek z główną fabułą. Na przykład, jedna z głównych postaci miała polskie korzenie lub podczas jakiegoś spotkania pada rozmowa o historii naszej ojczyzny. Wszystko wydawało się stworzone po to, by polski czytelnik czuł dumę, a zagraniczny zrozumiał zawiłe treści do których prawdopodobnie nie miał dostępu.

"U progu zagłady" ma bardzo podobny schemat, wrzuca polskie wątki na samym początku, ale patrząc na jedyny kraj wydania tego tomu, zaczynam zastanawiać się, czy nie lepiej jest napisać ciekawą powieść dziejącą się w Polsce, nie z Frankiem Shepardem, a ze Zdziśkiem Zarzeckim. 

Wracając do samej treści. Drugi tom przenosi znane nam postacie w bardziej określony czas, wybór papieża Franciszka, ładunek wybuchowy kierujący się do Watykanu, Putin i Korea Północna. Fakty wymieszane z fikcją, to dobry materiał na powieść lub na film. Niestety, ponownie wrócę do pierwszego tomu. Tam również fabuła była opisana w taki sposób, że lepiej by się to oglądało niż czytało. Każdy rozdział skonstruowany jest na zasadzie cięć. Będę to bardzo łopatologicznie tłumaczył. Tak, jak w szybkich akcjach w filmie, następują cięcia i ukazanie  innego momentu z innej perspektywy, w innym miejscu lub czasie. Wygląda to widowiskowo i dynamicznie. Podkreślam słowo WYGLĄDA!

Czytając ma się wrażenie, że siedzimy w biurze z głównymi bohaterami, gdy nagle mamy opis sytuacji na drugim końcu świata, by przekazać nam coś, czego i tak nie załapiemy. Po czym, po tych trzech zdaniach opisujących akcję w innym mieście - wracamy do naszego biura. Dynamizm opadł przez ten jeden dodany akapit. Świetnie to wygląda na kliszy filmowej, na stronicach książki wypada to komicznie.

Dialogi idealnie stworzone, niczym żywcem wyciągnięte z biura. Sama historia, pomimo kuriozalnej losowości na sam koniec (przypomina mi to sytuację, z gry Podwójne kłopoty Buda Tuckera, w której główny bohater utknął w więzieniu, gdzie spotyka scenarzystę, który tłumaczy, że nie mieli pomysłu, jak go stąd wyciągnąć. Włączył więc odpowiedni przycisk, który zmaterializował drzwi do supermarketu, co miało pomóc w dokończeniu fabuły), jest bardzo dobrym materiałem. Gdyby zredukować środek książki do niezbędnego minimum, tytuł nie zatraciłby akcji którą stworzył na początku i na końcu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...