piątek, 31 stycznia 2014

Frank Herbert - Mesjasz Diuny















Data ukończenia: 12 grudnia 2013

Data utworzenia recenzji: 31 stycznia 2014

Recenzja:

Napisanie kontynuacji światowego bestselleru, to chyba najtrudniejszy etap tworzenia epickiej serii. Nie wiem, czy Frank Herbert miał wizję podczas pisania pierwszego tomu, jak będzie wyglądał drugi, ale i tak stało przed nim nie lada wyzwanie. Udało się?

Akcja dzieje się 12 lat po wydarzeniach w "Diunie". Dżihad ogarnął całe uniwersum, kilkadziesiąt planet "padło łupem" ideologicznej wojny prowadzonej przez Fremenów, na której czele stoi Muad'Dib. Jego wszechwiedza, spowodowana ciągłymi wizjami przeszłości, coraz mocniej prowadzi go ku zgubie. Jego oficjalna żona, księżniczka Irulana, podaje środek antykoncepcyjny Chani - jego kochance, Paul nie może spłodzić dziecka. Wojna, której chcąc, nie chcąc, przewodzi powoduje poddenerwowanie innych graczy na tej rozległej planszy. Spisek Bene Gesserit, Gildii i Rodu Tleilaxu ma doprowadzić do zguby nowego imperatora. Tyle jeśli chodzi o spiski na zewnątrz. Wewnątrz mamy bojkotujących Fremenów, którzy nie cofną się przed niczym, żeby użyć najcięższego arsenału, zabronionego przez konwencję.

Jeśli komuś się żal zrobiło młodego władcy, to od razu spieszę z informacją, że nie wszystko jest tak "płaczliwe", jak się w opisie wydaje. Nadal uważam Paula za terrorystę, ale tym razem mam pewność, że robi to dla "mniejszego zła" i sretetete. Krótki tom nie pozwala jakoś bardziej "wczuć się" w postaci, które miały zaszczyt na chwilę pojawić się na stronicach. Może Duncan Idaho wzbudza nieco więcej sympatii, ale to wszystko przez to, że nasz główny bohater żyje w snach/przyszłości/teraźniejszości i w czym go tam jeszcze wie. Z jednej strony porównuje się do Hitlera, z drugiej czuje, że powinien odczuwać skruchę, z trzeciej zaś nie wprawia tego w czyn. "Mesjasz Diuny", to dla mnie dobra książka o tym, co się stanie, gdy terrorysta dopnie swego.

Końcówka miała być łzawa, ale niestety, choć seria "Diuna" stoi na wysokim poziomie, to główny bohater mnie nie przekonuje do siebie. Czytam o nim i nie jestem Paulem Atrydą. Jestem Bondem, Potterem, Danielem Sempere, Binkiem i Yossarianem. Nie jestem Paulem Atrydą i Paulo Coelho.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...