niedziela, 8 grudnia 2013

Amy Stewart - Zbrodnie robali. Wesz, która pokonała armię Napoleona i inne diaboliczne insekty














Data ukończenia: 21 listopada 2013

Data utworzenia recenzji: 8 grudnia 2013

Recenzja:

Gdy mój młodszy brat próbował kiedyś nakarmić mrówki chlebem i jabłkiem nie spodziewał się chyba aż takiej reakcji. "Robaki" za grosz nie wyczuły jego dobrych intencji i stworzyły nieciekawy klimat na wakacjach. W odwecie za płacz brata ukarałem je zdrowo, z nawiązką. Kiedy pogryzły go osy nie potrafiłem się zemścić. Skrzydła dodają sporo bonusowych punktów do walki i jedyne, co mogłem zrobić, to grozić pokazywaniem zębów (w czasach smarków, symbol największego poniżenia - nie wiem w jakiej dziczy się uchowaliśmy).

W końcu, któryś z rodziców złapał mnie za fraki i dostałem dwie reprymendy. Jak będę deptał "robaki" to przyjdzie duża mrówka w nocy i zrobi mi to samo (ta noc była okropna, a jeszcze czułem, że jest na tyle mądra, żeby wziąć mnie z zaskoczenia i przyjść na drugi dzień z rana). Druga pogadanka była bardziej moralizatorska i jasno mi pokazała, że niektóre zwierzęta nie kojarzą naszych dobrych intencji (tyłek piekł dobrych parę godzin, ale załapałem aluzję).

I coś się zmieniło! Od tamtej pory zdarza mi się zabijać owady, które mnie atakują, ale nigdy dla przyjemności. Ktoś zaraz powie, 27-letni byk chwali się, że nie zabija owadów dla przyjemności. Tak, tylko ten epizod ciągnie się od czwartego roku życia, a gdy dziś widzę topiącą się muchę, nawet w zupie, wyciągam ją i daję drugą szansę. Będąc dzieckiem brzydziłem się podać rękę osobie, która rozdeptywała dżdżownice lub, co gorsza ślimaki... Całe szczęście, że człowiek wymyślił prawo, bo może do dziś śniłyby mi się rozszarpane ludzkie zwłoki...

Gdy zobaczyłem książkę Amy Stewart "Zbrodnie robali" wszystkie wspomnienia (wyłączając ostatnie boje z komarami) o owadach wróciły natychmiastowo. Już sam nawet nie pamiętałem o moich zboczeniach, jakim było na przykład hodowanie pająka znalezionego w mieszkaniu, czy zbieranie książek o obrzydliwych gatunkach, które mnie strasznie rajcowały. Tak zachwycił mnie temat, że po raz pierwszy zacząłem czytać serię od drugiego tomu (pierwszym są "Zbrodnie roślin", do których się przymierzam).

Tytułowe "robale" to wszystkie ślimaki, muchy, pszczoły, pająki, skolopendry i mrówki, które w pewnych etapach życia mogły stać się dla nas zmorą. Jedne, bo gryzą, drugie, bo wyglądają niczym stworzone z diabelskiego nasienia (nie wiem skąd to określenie, ale niech już tu zostanie). Amy Stewart pokazuje nam często gorsze oblicza, które przedstawia poprzez opisanie kilkudziesięciu różnych gatunków łącznie z oskarżeniem ich o pewne zbrodnie, przy okazji okraszone ciekawymi historiami na ich temat.

Czas, jaki minął od śmierci wyliczyć można na podstawie robali rozwijających się na zwłokach. A niektóre gatunki samców, nie posiadają jamy gębowej, a tylko solidne genitalia - po załatwieniu swoich spraw umierają, bo do niczego innego nie służą (już czuję w powietrzu odór feministycznego dowcipu!). Tego typu historie i ciekawostki pomogą brylować wśród towarzystwa (jeśli dopisze towarzystwu, lub towarzystwo).

Po zakończeniu książki czuję się dowartościowany. Autorka potraktowała mnie, jak laika, ale w taki sposób, bym nie poczuł się ze swoją niewiedzą źle. Nie są to "Królewskie skandale", gdzie muszę się głowić, co autor ma na myśli i dlaczego nie potrafi tego przekazać. Amy Stewart zrobiła książkę o nauce idealną i mogę ją szczególnie polecić. A karaluchy, skolopendry i pająki niech wracają do pierwszych akapitów, bo tytuł ten traktuję jako poradnik, jak zabijać, by nie mieć skrupułów. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...