sobota, 30 listopada 2013

Zbigniew Nienacki - Raz w roku w Skiroławkach















Data ukończenia:
4 listopada 2013

Data utworzenia recenzji: 30 listopada 2013

Recenzja:

Jeśli napiszę, że mi wstyd, w recenzji książki "Raz w roku w Skiroławkach", niektórzy mogą sobie pomyśleć, że to wina erotyki/pornografii Nienackiego. Niestety, to uczucie spowodowane częstotliwością mojego czytania. Od momentu, kiedy przeczytałem "Danse Macabre" Kinga, trzymałem w łapskach "Raz w roku w Skiroławkach" i sukcesywnie czytałem strona po stronie. Przez trzy miesiące... Myślałem, że może w Szkole Oficerskiej przez osiem tygodni uda mi się ukończyć niewielkie tomiszcze. Okazało się, że na powieść Nienackiego, która miała być dla mnie odskocznią od codziennej wojskowej rutyny, nie miałem czasu.

Żeby to tylko o wstyd chodziło. Wiąże się z tym też to, że obcowałem z historią w niej zawartą, niemalże w odcinkach. I mnóstwo wątków, które się sypią z rozdziału na rozdział, spowodowały, że nie mogę połapać się, który z nich jest głównym.

Co to za tytuł? Ponoć w Skiroławkach, wsi na Mazurach, raz w roku wszyscy zbierają się w starym młynie i kopulują ze sobą, oczyszczają się z nienawiści i zapominają o kłótniach. Czy to prawda, próbuje się tego dowiedzieć pewna kobieta (jej mąż puszcza gazy i już nie wiadomo, czy z potrzeby, czy na odczepnego), która z jednej strony brzydzi się takimi czynnościami, a z drugiej, wieczór w wieczór spogląda w okno i oczekuje sygnału, który zmusiłby ją do pojawienia się w przybytku rozpusty.

Ale to nie jedyna historia w Skiroławkach. Ile ludzi na wsi, tyle opowieści. Prym wiodą doktor, malarz i pisarz. Ich historie najczęściej wychodzą na wierzch powieści. Każdy ze swoimi problemami, każdy ze swoim życiem erotycznym. W tle wisi wątek pętli na drzewie, która czeka na mordercę dziewczynek/dziewczyn/kobiet, które gwałci palcem.

Większą część zajmują tutaj podteksty erotyczne. Wydaje mi się, że erotyczne bywają one u osób chociaż trochę wykształconych. Wątki pornograficzne to domena osób słabiej wyedukowanych. Widać to w samych relacjach między postaciami. Doktor Niegłowicz co prawda musi najpierw kobietę upokorzyć zanim na niej legnie, ale to i tak nic w porównaniu z jedną starą babą, która biega po wsi z widelcem włożonym nie do szuflady i krzyczy, żeby ją ktoś wziął w pobliskich krzakach.

Sam początek książki jasno pokazuje z czym będziemy mieli do czynienia. Już na drugiej stronie Justyna zostaje zgwałcona przez koguta (lub Kłobuka), a czynność ta z poniżenia przekształca się w ekstazę.

I pomimo tego, że bardzo dobrze czytało mi się powieść - nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jakiego bym oczekiwał. Nie mogę znaleźć odpowiedzi na pytanie: co jest głównym wątkiem tej powieści? Bo sama końcówka tylko podkreśliła, że albo za długo czytałem i zgubiłem jakiś ważny element, albo rzeczywiście książka nie ma konkretnego celu. Miałem wrażenie, że jest to tylko powieść o wsiowych ploteczkach o konstrukcji "Paragrafu 22".

I podkreślam. Książka jest bardzo dobra, ale muszę ją powtórzyć za kilkanaście lat i stwierdzić: czy się pogubiłem u Nienackiego?

niedziela, 3 listopada 2013

Günter Grass (Artur Knoff) - Historie
















Data ukończenia: 27 października 2013

Data utworzenia recenzji: 3 listopada 

Recenzja:

Od kilkunastu tygodni "męczę się" z książką "Raz w roku w Skiroławkach". O tym szerzej w następnej recenzji. Tymczasem, wzięli mnie do wojska, na dwa miesiące. Myślałem, że da radę zakończyć Nienackiego w takim czasie. Niestety natłok obowiązków, egzaminy na podporucznika i sam Wrocław pokazał, że stać mnie tylko i wyłącznie na krótką formę.

Zabrałem ze sobą "Historie" Günter Grass'a. Książeczka zawiera czterdzieści kilka stron i niewielką ilość tekstów, a co za tym idzie, powinienem ją przeczytać o wiele szybciej niż jakąkolwiek inną w tym roku. Nie spodziewałem się czegoś rewelacyjnego, ale też miałem lekką nadzieję, że twórca "Blaszanego bębenka" zostawi mnie z czymś więcej na twarzy, niż z poirytowaniem...

Napisane pod pseudonimem krótkie historie, nie wnoszą zupełnie nic do mojej mózgownicy. Wyjęte niczym z wywiadów z kolorowych gazet fragmenty wypowiedzi, które składają się na poszczególne opowieści. Nędza!

Po tygodniu nawet nie pamiętam, o czym był którykolwiek epizod... Przypomina mi się scena z "Sensu życia według Monty Pythona", kiedy "zużyta" rodzeniem dzieci kobieta podczas zmywania naczyń urodziła kolejne i nawet tego nie zauważyła. Krótkie formy przeczytałem szybko, bezinwazyjnie i bez zainteresowania. Polecić nie mogę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...