niedziela, 28 lipca 2013

Natalia Usenko - Książka, przecinek i kropka...












Data ukończenia: 28 lipca 2013

Data utworzenia recenzji: 28 lipca 2013

Recenzja:

To będzie chyba najbardziej wymuszona recenzja w mojej karierze. Powód jest prosty! Od czasu "Fantastycznego pana Lisa" siedzę w książce, na którą miałem od dawna ochotę. To "Danse Macabre" Stephena Kinga. Sześćset stronicowy esej, był dla mnie zbyt ciężki, żebym zdążył ukończyć i jeszcze spisać swoje przemyślenia w lipcu...

Wczoraj wpadłem na pomysł, że nie mogę zostawić bloga bez przynajmniej jednej recenzji na miesiąc. Zacząłem się sprężać z czytaniem, ale już dzisiaj wiem. Nie dam rady! Książka jest ponad moje moce. Uciekłem się do podstępu, wziąłem książkę dla dzieci, z tych krótszych, by móc ją spokojnie zaliczyć w jedną noc.

Jest to typowy średniak, który wybił się tym, że był za darmo rozdawany w Empiku. W związku z dewizą, że darmowa książka należy do mnie, sprzątnąłem ją sprzed nosa jakiemuś dzieciakowi (co się później okaże - zrobiłem mu przysługę). Dopiero po kilku miesiącach miałem okazję zajrzeć do tego egzemplarza i oto jestem z relacją. Książeczka była bezpłatna, ponieważ miała zachęcać dzieci do czytania. Udało się?

Bartuś i Karolinka zostali wyrzuceni z domu przez ciocię. Ta mając "matczyne" uczucia kazała im pójść zająć się czymś bardziej konstruktywnym niż graniem w strzelanki na komputerze (jeśli Bartuś grał w World of Tanks, to myślę, że powinno mu się darować wszelkie kary). W miejscu docelowym znajdują Mysz Biblioteczną i pająka Benia, którzy wskażą tym nieukom drogę do wiedzy.

Jakimi metodami można zachęcić do czytania? Według autorki pokazać historię powstawania książek: gliniane tabliczki, pergaminy, papirusy, węzełki i Jan Gutenberg. Pal licho treść. Dzieci łyknęły historię, teraz lubią czytać książki. Mysz Biblioteczna sugeruje, żeby Bartuś zainteresował się półką z książkami o eksplozjach i jak się je robi.

Nie wiem, może to już ja jestem jakiś chory. Ale wolałbym, żeby mój syn w grach komputerowych niszczył nazistowskie czołgi niż robił mi wulkany w kiblu. Podejście autorki do tej książki sugeruje mi, że ktoś wyłożył pieniądze na promocję czytania, a w rezultacie nikt nie postarał się o zapewnienie jakiegokolwiek pomysłu. Bo to, co tutaj znalazłem to jedna wielka kpina. Rysunki też są stworzone tak, że te za czasów PRLu przy tym to Picasso. Kto do cholery jasnej podpisuje się pod obrazkami wziętymi niemal żywcem z wordowskich clipartów? Wstyd.

I co? Zachęca do czytania? Mnie nie, nadal nie mogę się przemóc do Stephena Kinga. A dzieci? Czy naprawdę trzeba tworzyć książkę dla dzieci, zachęcającą do czytania? Może autorzy w końcu wysilą swoje hemoroidy i stworzą książkę, którą się będzie chętnie czytać. Choćby i miała zostać wyklęta z ambony, jak "Harry Potter".

I tą kretyńską sugestią chciałem przypomnieć, że lipcowa recenzja znalazła się na blogu!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...