niedziela, 12 maja 2013

Howard Phillips Lovecraft - Zew Cthulhu

















Data ukończenia: 5 maja 2013

Data utworzenia recenzji: 12 maja 2013

Recenzja:

Cthulhu fhtang! Mógłby ktoś krzyknąć. Kiedyś prześladował mnie ten napis w internecie. Na wielu forach, w komentarzach ludzie lubili wypisywać zlepek losowo wybranych liter. Niech im będzie. Po jakimś czasie zrozumiałem, że pierwszy wyraz jest w niektórych kręgach kultowy, a przyczynił się do tego Lovecraft, który stworzył swoje własne "mity", a po jego śmierci nadal są tworzone, przez tzw. "Ligę Lovecrafta". Jakim cudem wziąłem do ręki Lovecrafta, a nie upragnioną "Diunę" Herberta do ręki? Wszystko przez Scrabble!

Już wyjaśniam. Gdy w grudniu dostałem listę życzeń mej Wielbionej, zobaczyłem dwa punkty: Monopoly i Scrabble. Przeliczyłem wszystkie za i przeciw, i doszedłem do wniosku, że wezmę za fraki i porozmawiam trochę o ekonomii. Po co wydawać pieniądze na gry planszowe, w które i tak nie można grać we dwoje, zwłaszcza, że każdy sąsiad i tak ma swój własny egzemplarz. Zaproponowałem kilka alternatywnych tytułów (od niechcenia podrzuciłem też Osadników z Catanu, których jednak bardzo chciałem!) i kazałem wybrać coś innego. Catan zawitał do naszego domu sprawiając dużo radości wszystkim wokół, nawet sceptycznie nastawione osoby do rzutu kostkami z przejęciem budowały drogi na grze planszowej. I tak stworzyłem "planszówkowego potwora", który zaczął być głodny dodatków do podstawowej wersji, a że zbliżały się urodziny, to i apetyt rósł...

Żeby nie zamykać się na samych Osadników..., zaproponowałem kolejne tytuły. Padło na Horror w Arkham. Wiedziałem, że to dzieło na podstawie prozy Lovecrafta, ale dopiero po pierwszej partii stwierdziłem: "muszę go sprawdzić" i zacząłem wyszukiwać informacji o autorze.

Prawda jest taka, że twórcy gry planszowej odwalili kawał dobrej roboty. Ale nie tylko oni czerpali od Lovecrafta garściami. Twórcy: Stephen King, Neil Gaiman, Alan Moore, Clive Barker, Iron Maiden, Metallica, Dream Theater, Guillermo Del Toro, John Carpenter, H. R. Giger i wielu innych. Do tego masa gier karcianych, komputerowych, parodii itd. "Co to za Mistrz ten Lovecraft?".

Gdy zaczynamy czytać powyższy zbiór opowiadań wita nas Marek Wydmuch ze swoim esejem, gdzie przedstawia nam "Samotnika z Providence". Nie będę ukrywał, ten tekst niesamowicie pokazuje nam, jak ekscentryczną osobą jest Lovecraft. Jeszcze nie czytając żadnego opowiadania, polubiłem gościa! Pierwsze opowiadania czytałem na przemian z szukaniem dalszych informacji o Howardzie. Już zaklepałem sobie, że chciałbym mieć na półce biografię Lovecrafta autorstwa Joshi'ego, a także "Koszmary i fantazje. Listy i eseje". Są to bardziej książki o twórcy, niż o tworach.

I tutaj jest chyba największy minus całego ambarasu. Czytając zbiór "Zew Cthulhu" bardziej bawiłem się czytaniem o autorze, niż jego dzieła. Nie są złe (chociaż tytułowe opowiadanie i "Duch ciemności" odstają od pozostałych), ale nie ma tego efektu chęci powrotu do książki. Gdy mam ją w ręce dobrze się bawię, ale gdy jej nie było w pobliżu wcale za nią nie tęskniłem. Trochę słabo to wygląda, jak na tak kultowe opowiadania.

Każdy twór pisany jest bardziej, jak reportaż. Czy to w pierwszej osobie, czy trzeciej, czujemy się tak, jakbyśmy czytali artykuł w gazecie typu "Fakt". Nie ma tutaj walki z potworami, zastąpiono je tutaj strachem przed nieznanym. Problem tylko w tym, że nie czuć tego podczas czytania. Gdy główny bohater widzi Zło za drzwiami, myślimy, że chociaż po części dowiemy się CO tam widzi! A dostajemy tylko tekst typu: "I widziałem tam coś tak strasznego, że nie mogę tego opisać". No cóż, pewnie nie tak bardzo, jak ja swego zawodu...

Za to opisy scenerii, budynków i lasów! Mnogo! W tych chwilach go nie zatkało. Jeśli ktoś boi się rasistowskiego podejścia, to tutaj też tego sporo. Opowiadania pisane były w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, więc powinno to być pewne wytłumaczenie.

I nie wiem jak mam to powiedzieć... Dzięki wstępowi Wydmucha stwierdziłem, że czuję więź z tym chorym autorem, podobają mi się gry, filmy, muzyka, które oficjalnie lub półoficjalnie czerpały wenę z jego prozy. Podoba mi się ten kult (główne internetowy) wokół Cthulhu włącznie z tekstem: "Jeśli Twoje dziecko czyta Lovecrafta, to wiedz, że diabeł to teraz twój najmniejszy problem". Niestety, jedyne, co mogę w pełni wychwalać to produkty, które powstały NA PODSTAWIE jego prozy. Wygląda to mniej więcej tak, że "Mity Cthulhu" są bardzo dobrze stworzone przez świetnego autora, ale brakuje im tylko oszlifowania - ręki artysty, który zrobi z jego tekstów, doskonały produkt do konsumpcji. Gra planszowa Horror w Arkham jest tego przykładem. Jednak warto przeczytać zbiór "Zew Cthulhu", bo dzięki niemu można chociaż trochę poznać psychikę "Samotnika z Providence". Będzie mi to potrzebne, bo moje początkowe pytanie "O czym?" zmieniło się w "Kim jest?".

4 komentarze:

  1. Nawet o tych grach planszowych nie słyszałam. Ale nie kupić scrabble? Ani monopoly??? :) Uwielbiam! Zwłaszcza przy % :)
    Owszem, czasami sława wyprzedza kunszt... choć ja się z tym nie do końca mogę zgodzić. Uwielbiam się rozsmakowywać w długich zdaniach HPL-a, doszukiwać się sensu w nonsensie, wyobrażać sobie dziwy, światy i niesamowitości. Sława, spuścizna, naśladownictwo to jedno, ale oryginał.. nie do podrobienia.Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdzie masz obserwatorów, hę? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Scrabble mam, ale ostatnio liczy się tylko Catan i Arkham;].

    Ja do jego twórczości nie mam żadnych pretensji, ale Marek Wydmuch pokazał mi postać, która przypomina mi mnie samego. W trakcie czytania opowiadań przez cały czas byłem "podniecony" kto je pisze, a nie jak. I nie mówię tu tylko o sławie, ale o osobowości! Nie wiem tylko od czego zacząć od recenzowanych przez Ciebie "Koszmarów i fantazji", czy "Biografii".

    Co do obserwatorów, to wstyd się przyznać, ale po trzech latach dopiero teraz zauważyłem, że nie mam tego gadżetu... Naprawiam właśnie ten błąd;].

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie należy pominąć faktu, że czytamy opowiadania HPL przez XXI-wieczne soczewki. Kino, współczesna literatura, gry sprawiły, że mamy inne pragnienia i strachy (też te masowe) niż ludzie z czasów wielkiego kryzysu. Np. 30 lat wcześniejszy Drakula Stokera kompletnie rozmija się z wyobrażeniami współczesnych fanów wampiryzmu. Nie dość, że trąci mychą, to jeszcze jest romansem w gorsecie z przydługim okresem "łapania o co komon" z tym wampirem. I też epatuje taką ekspresyjną grozą, która musi zostać twardo wyartykułowana :) kto wie czy współczesne planszówki za 20 lat nie będą walić tandetą jak np. historie o Conanie. Będąc takim freakiem jak Lovecraft w tamtych czasach nie wymyśliłbyś nic lepszego, obecnie - droga wolna... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...