poniedziałek, 11 lutego 2013

Carlos Ruiz Zafón - Więzień nieba















Data ukończenia: 26 stycznia 2013

Data utworzenia recenzji: 11 lutego 2013

Recenzja:

Mam nieodparte wrażenie, że Zafón za wszelką cenę starał się uratować serię, a raczej poprawić jej jakość. Gdy wyszła "Gra Anioła" wydaje mi się, że wszyscy oczekiwali czegoś innego. Ja też! Chciałem, żeby wszystko było jasne, wytłumaczalne. Drugi tom pokazał nam kilka furtek, gdzie nie wiadomo było, po której stronie się opowiedzieć. Opętanie, czy choroba psychiczna? Sam klimat był tak dołujący, że wiele osób uciekło z cukierkowej (acz tajemniczej i mrocznej zarazem) Barcelony, bez ukończenia powieści. I przyznam się, że się nie dziwię. "Cień wiatru" "wychował" sobie nieco innych czytelników.

W najnowszym tomie fabuła skupia się bardziej na Ferminie Romero de Torres. Gdy pewnego razu do księgarni, znanej nam z pierwszej części, przychodzi inwalida, Danielowi Sempere otwiera to bramę do wspomnień swojego przyjaciela. Kim jest Fermin? Czy ich przyjaźń jest przypadkowa?

Odpowiedzi na te pytania są zawarte w przeszłości. W Hiszpanii - schyłek wojny domowej. Fermin trafia do więziennej celi, gdzie sąsiadem jest... David Martin, tytułowy "Więzień nieba". Wszystkie znaki mówią nam, że wydana trylogia jest ze sobą bardziej powiązana, niż wynikało to z drugiego tomu.

W recenzji "Gry Anioła" napisałem, że książka jest nie do pokochania. Niesamowitym jest to, że po przeczytaniu trzeciego tomu, pierwszą rzecz, na jaką mam ochotę, jest przeczytanie jeszcze raz przygód Davida Martin. "Więzień nieba" jest łącznikiem między pierwszym, a drugim dziełem, który jest napisany w taki sposób, że wybaczam wszystkie grzechy, jakie popełnił Zafón w kontynuacji bestselleru. Jeśli wydaje się Wam coś niejasne w "Grze Anioła", tzn. że takie miało być. Odpowiedzi udzielane są w tym, najnowszym, tomie.

Oczywiście powątpiewam w to, że autor pod naciskiem krytyki stworzył trzecią część, która objaśniałaby zasady panujące w drugim. Ale jak na zawołanie, po nieciekawych opiniach, napisał coś, do czego nie mogę się przyczepić. Fermin nadal rozsiewa swój optymistyczny pesymizm, połączony z wulgarnością/rubasznością. Dodaje trochę uśmiechu do nędznej sytuacji, w jakiej się znajdują bohaterowie, przez co książka jest sympatyczniejsza w odbiorze.

Ale ogromny minus, za to, że książka jest tak krótka. Z jednej strony rozumiem, że opowieść tego tomu jest zakończona - zostawia nam ogromnej wielkości furtkę do ostatniego już, czwartego. Z drugiej - tyle lat czekania, a wydanie z dużymi literami nie wydłuża przyjemności (o czym polskie wydawnictwa zapominają, w przypływie wymyślania ceny z kosmosu).

Warte przeczytania! Czekam na kolejny tom z niecierpliwością. Nie nabierajcie się na tekst, że można czytać w różnej kolejności. Nie po to w książkach piszą rok oryginalny wydania, żeby się nim nie sugerować. Poznanie "Cienia wiatru" i "Gry Anioła" (wiem, że dużo osób nie dokończyło tego tomu), daje więcej możliwości odkrywania świata w "Więźniu...". Jak dla mnie - najlepszy łącznik, który podreperował reputację po drugim tomie.

2 komentarze:

  1. O. Przyznam, że do tej pory nie myślałam o "Więźniu" jako łączniku między poprzednimi tomami, ale ma to sens. Sama uznałam go raczej za trochę dogrywkę po "Grze", trochę zapychacz przed kolejną częścią. Bo też IMO sprawia trochę wrażenie takiego zapychacza, napisanego może nie byle jak, ale przebłysk geniuszu też to nie był. Zafón zawsze czymś tam się kieruje wprowadzając do powieści kolejne postacie i wątki, tym razem miałam wrażenie, że jedyną rolę jaką bohaterowie drugo- i trzecioplanowi spełniają, to popchnięcie akcji do przodu. I właśnie z takich popychaczy akcji cała fabuła jest sklejona :/
    Tak czy siak czytało się bardzo przyjemnie a Zafón zostawia nas z cudnym cliffhangerem i ja również na kolejny tom czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm. Przeczytałem Twoją recenzję i widzę, że razem doszliśmy do wniosku, że książka mogła zostać "wymuszona".

    Z pozostałymi zarzutami też muszę się zgodzić. Wątek narzeczonego i ten "zbieg okoliczności" rzeczywiście jest trochę pozbawiony celowości, chociaż ja daję Zafónowi kredyt zaufania. Wierzę, że jest to próba stworzenia klimatu tajemniczości przed czwartym tomem. Z "popychadłami" też masz rację, znikają ze świata i nikt już ich nie wspomina (dobry przykład - Salgado).

    Nadal uważam, że jest to łącznik, ale tym razem może bardziej "na siłę", niż z serca. Można było kwadrologię zamienić na trylogię, łącząc "Więźnia" z czwartym tomem.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...