niedziela, 17 lutego 2013

Arthur C. Clarke - Odyseja kosmiczna 2061
















Data ukończenia: 6 lutego 2013

Data utworzenia recenzji: 17 lutego 2013

Recenzja:

Ah jo! Trzeci tom nie napawał mnie optymizmem. Widzę przecież, że Clarke się stara, bardzo chce napisać coś jeszcze ciekawego. Sprawić, by jego "Odyseja kosmiczna", była JEGO "Odyseją", a nie Kubricka. Pierwsza książka była niezłym horrorkiem osadzonym w kosmosie. Druga, naciąganą historią podróżniczą z bardzo dobrym, krótkim, wątkiem thrillerowym. Jak wygląda rok 2061? Najpierw spojlery z drugiego tomu.

2010 rok zostawił nam wiele znaków zapytania. Jowisz przekształcił się w gwiazdę zwaną Lucyferem. Ziemianie mają nielichy problem, bo dzięki światłu z dwóch gwiazd, nie znają nocy. David Bowman przez komputer HAL oznajmia, że ludzie mają prawo do wszystkich światów, oprócz Europy - księżyca Jowisza/Lucyfera. Powstaje tam nowa rasa i nikt nie ma prawa jej przeszkadzać.

To najważniejsze rzeczy, które powinno się znać. Do 2061 roku ludzie nie odważyli się postawić stopy na terenach Europy. No właśnie, słowo "do" jest tutaj kluczowe. Heywood Floyd, który wciąż ma się dobrze, wyrusza statkiem podróżnym na kometę Halleya. Zwiedzanie zostaje przerwane, ponieważ inny statek został sterroryzowany i zmuszony do lądowania na Europie (prawdopodobnie ma to coś związanego z RPA, tyle jest tutaj informacji na ten temat, że prawdopodobnie coś jest na rzeczy; swoją drogą to kolejna książka w tym roku, po "Carte Blanche", gdzie pojawia się temat Republiki Południowej Afryki - może jakiś znak na 2013 rok? Czarny papież?). Okazuje się, że na pokładzie jest syn Floyda, którego sam nie zna, bo zaniedbał swoją rodzinę podręcznikowo. Jak zareagują mieszkańcy Europy na nieproszonych gości?

Clarke znów się męczy. Tym razem ma nieco ciekawszą fabułę, bo rzeczywiście była szansa na zrobienie czegoś ożywczego dla serii. Nie wiem, ja się zawiodłem na całej linii. Historia okraszona ciekawostkami naukowymi daje radę, w przeciwieństwie do "2010". Część informacji jest napisana w taki sposób, że tłumaczy pewne niuanse, które nieścisłe umysły zrozumieć nie mogą. Ale jednak przez cały czas czegoś brakuje. Clarke ma dobre pomysły, które świetnie się... ogląda! W książkach wygląda to potwornie, nie kwestionuję jego wiedzy i pomysłowości. Kwestionuję jego możliwości pisarskie. Jest tak słaby, że nie miałbym serca zjechać go za to. Książka średnia, czekam na film, a po czwartym tomie z ulgą pożegnam Clarke'a.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...