poniedziałek, 14 stycznia 2013

Carlos Ruiz Zafón - Gra Anioła
















Data ukończenia: 22 czerwca 2009

Data utworzenia recenzji: 22 czerwca 2009

Recenzja:

Drugi tom z czteroksięgu poświęconego XX-wiecznej Barcelonie. Tym razem fabuła dzieje się kilkanaście lat przed "Cieniem wiatru" i opisuje zupełnie inną historię, nie nawiązującą do poprzedniego tomu. Czytać można dowolnie, chociaż kilka znajomych osób pojawia się tutaj, obok Cmentarza Zapomnianych Ksiąg, więc można sobie popsuć trochę zabawy nie szanując pracy autora. 

Fabuła, w skrócie, dotyczy młodego pisarza, który dostaje zlecenie napisania nowej religii od faceta, który zachowuje się, jak typowy diabelski elegant. I w zasadzie tylko tyle można opowiedzieć, cała reszta byłaby już spoilerowaniem, a ten kto czytał "Cień wiatru" wie, jak trudne jest streszczenie książki Zafóna. 

Bardzo mroczny klimat... Nawet Isabella, która jest odpowiednikiem Fermina, i jej watki humorystyczne podkreślają panujące w tej powieści mroki. Czuć kwaśność, siarkę, i spaliny z początku XX wieku. Czuć choroby i jej konsekwencje, które dopadają głównego bohatera. Zaczyna się w trakcie czytania wątpić w jego poczytalność.

Akcja toczy się powoli, by na sam koniec przyspieszyć, co dla mnie osobiście jest na minus. Przez pięćset stron wszystko jest rozwlekane na tyle mocno, że można się pogubić przez żółwie tempo. Na ostatnich stu stronach wszystko niepotrzebnie pędzi na zawał serca tak, że też potrafiłem się we wszystkim pogubić. Do tego dochodzi dużo znaków zapytania. Przez cały dzisiejszy dzień rozmawiałem na temat fabuły z ludźmi, którzy przeczytali "Grę Anioła" i każdy inaczej ją interpretował. Często w konkluzjach dochodziło nawet do wypaczania tego, co zostało napisane, bo znaki zapytania pojawiały się w newralgicznych dla historii miejscach. 

I teraz tak myślę, że po tym jak "Cień wiatru" czytelnicy pokochali, tak "Grę Anioła" raczej będą krytykować. Przez tą dojrzałość i mrok. Przez niedopowiedzenia i wolne tempo. Sam uważam, że to najmroczniejsza książka, jaką przeczytałem od jakiegoś czasu. Pod wieloma względami jest lepsza od pierwszego tomu, ale podejrzewam, że niestety nie do pokochania. Co nie oznacza, że mi się jako całość nie podobała. To jest kolejna bardzo ciekawa historia Zafóna i czekam na tom trzeci. A sam jednak polecam przeczytać najpierw "Cień wiatru", a dopiero potem brać się za "Grę Anioła".


Opinia po czterech latach:

Ostatnia recenzja z moich archiwalnych zbiorów jest całkowicie nie do zmienienia. Nie ma tutaj nic, co próbowałbym wycofać. Nadal uważam, że jest nie do pokochania, ale i tak jest to kawał świetnej roboty. Mam dużo pretensji do tych wszystkich zawirowań w fabule. Gdy czytałem "Cień..." miałem wrażenie, że po Barcelonie biega nadprzyrodzona forma, która niszczy miasto. I się pomyliłem, tragedia, jaka się tam działa, swoje źródło miała w bardzo rzeczywistych realiach. W "Grze..." miałem wrażenie, że Zafón znów użyje tego schematu i wiedziałem, że wszystkie "dziwne" rzeczy będą miały swoje wytłumaczenie. Tak się nie stało i chyba to jest mój największy zawód.

Mam teraz książkę "Więzień nieba" i bardzo ciekawi mnie, czy autorowi uda się przeskoczyć poprzeczkę "Cienia...", czy tylko zaliczy dobry poziom.

piątek, 4 stycznia 2013

Joanne K. Rowling - Harry Potter i Książę Półkrwi
















Data ukończenia: pierwsza połowa 2006 roku i 3 stycznia 2013

Data utworzenia recenzji: 20 lipca 2006 i 4 stycznia 2013

Recenzja #1 (20 lipca 2006):

Pierwszy raz udało mi się w jej książkach znaleźć odpowiedź na główne pytanie tego tomu: kim do cholery jest Książę Półkrwi? Miałem jeszcze jednego kandydata, ale ujawniać nie będę. Książka napisana na poziomie Rowling, czyta się przyjaznym językiem. Sama fabula jednak jest chyba nieco gorsza od kilku poprzednich tomów. Mogę nawet stwierdzić, że gdzieś od trzeciej części książki są nieco słabsze. Ale czekam na siódmą.


Recenzja #2 (4 stycznia 2013):

Nie wierzę, że to ja pisałem tę recenzję! Chyba bardziej nędzowatej opinii nie widziałem w swoich starych zbiorach. No, ale czas się tłumaczyć.

Szósty tom, to moim zdaniem najmocniejszy odcinek Pottera, jaki powstał w tamtym czasie. Była to też pierwsza książka, która straciła swój urok przez spoilery w internecie. Dziś już nie czytam recenzji przedmiotów, które wiem, że w końcu dostanę w swoje ręce i sam ocenię. To, co zrobiła Rowling w tym tomie jest fenomenalne. Dzieci zmieniły się w nastolatków, ze swoimi problemami, podejściem buntowniczym i innym nastawieniem. Przyznam się, że jest to często takie nastawienie, które wolałbym zapomnieć, bo za bardzo przypomina mi moje. Czego bardzo żałuję! W tej recenzji spoilery też będą, ponieważ chciałbym się podzielić moimi przemyśleniami. Jeśli tak, jak ja, nienawidzicie spoilerów, to opuśćcie recenzję po tym akapicie, pamiętając, że warto było czytać serię, szczególnie dla tego właśnie tomu!

SPOILERY

To, że dowiedziałem się, jaką rolę spełnia w tej książce Snape, zanim jeszcze zakupiłem w tamtych latach książkę, doprowadziło do tego, że zepsuło mi wiele "radości". Zawsze uważam na tego typu akcje, ale ten "demotywator", który mnie trafił w serce, był najbardziej irytującą rzeczą w moim książkowym świecie (i przy okazji sprytnie zrobionym, przyznaję).

Kwestia Księcia Półkrwi, gdy teraz czytałem, chyba nie była na tyle tajemnicza, by mieć problemy z rozszyfrowaniem, kto nim jest.

Ale to, co najbardziej mnie zastanawia (i nawet przy drugim czytaniu, nie mogę w to uwierzyć), to scena zabicia Dumbledore'a przez Snape'a. Już za pierwszym razem miałem zbyt wiele odpowiedzi, dlaczego to wszystko jest mistyfikacją. Teraz jest jeden problem - Wieczysta Przysięga z matką Malfoy'a, która ma prawo pokrzyżować mi plany w odgadnięciu, co Snape'owi po głowie się szwęda.

To są moje przemyślenia, jakie miałem po przeczytaniu za pierwszym i drugim razem (nie wiem, czy prawdziwe, bo siódmego tomu nie znam w ogóle - tak omijałem spoilery od premiery tej książki!):
1. Snape to podwójny agent, nadal! Zabija Dumbledore'a, przez co uwiarygodnił się jako nawrócony śmierciożerca. Wszystko to plan Dumbledore'a i Snape'a. Aktorstwo do samego końca.
2. Snape to podwójny agent, nadal! Zabija Dumbledore'a ponieważ było to jedyne dobre rozwiązanie na oczach pozostałych śmierciożerców. Nie był to plan, a czysta rachunkowość. Snape nadal jest po stronie dobra.
3. Dumbledore nie ginie, bo ma horkruksa i "odrodzi się", jak Gandalf.
4. Harry Potter jest horkruksem Voldemorta (już naciągane, ale jak są podejrzenia, że wąż może być + przepowiednia; dało by radę to rozwinąć).

I najlepsze jest to, że nie wiem, i sprawdzę to za jakieś trzy książki, żeby odpocząć, dać przerwę i sobie, i bohaterom. Ostatnie strony szóstego tomu, czytałem z takim zapartym tchem, że aż wstyd, że tak rzadko odkrywa się książkę, dla której warto zarwać noc i być niedospanym w pracy. A czytałem ją już drugi raz!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...