wtorek, 25 grudnia 2012

Stephen King - Ręka mistrza















Data ukończenia:  19 lutego 2009

Data utworzenia recenzji: 19 lutego 2009

Recenzja:

Po "Mrocznej Wieży" dużo musiało upłynąć czasu, bym zatęsknił za Kingiem. Kapitalnie stworzona książka: dramat, dawka optymizmu, thriller, horror i ściskanie serca (chociaż do łez jeszcze daleko). Z ostatnich jego dzieł jedyna warta uwagi. Bardziej sentymentalny, niż horrorowaty, Stephen King.


Opinia po czterech latach:

Będzie to raczej rozwinięcie opinii z tamtego okresu. W skrócie, Edgar Freemantle, główny bohater, już na pierwszych stronicach traci rękę w wypadku samochodowym. Jest to dla niego bardziej ból psychiczny, niż fizyczny. Za radą psychologa, wyjeżdża na Duma Key, wyspę, która ma mu pomóc odzyskać równowagę psychiczną. Ma się tam zająć dawną pasją, malowaniem.

Sęk w tym, że King tworząc inne postacie, przyćmił głównego bohatera. Wireman, człowiek z niespodzianką w czaszce, to kwintesencja tej powieści. Jest niczym Joker w filmach o Batmanie - wygryza tytułową rolę. Teksty Wiremana to kopalnia wiedzy, dużo czasu zajęło mi przepisanie mądrości tego zacnego człowieka, ale mam je wszystkie, których używam po dziś dzień.

I tak drugoplanowa rola stała się najlepszą częścią tej książki. Elementy horrorowate występują, ale w kiczowatym stylu. Bardziej rzuca się w oczy klimat starości, rozmyślań o życiu, smutku. I ostatnie strony pokazują, jakim King jest wielkim pisarzem. Nie doprowadził mnie do płaczu, ale przykro odkładało się tę księgę.

Mimo tego wątku, nie mogę powiedzieć, że jest to fenomenalna powieść. Jest dobra, ale gdybym miał komuś polecić coś Kinga, podejrzewam, że ten tytuł zupełnie, by mi nie zaskoczył. Samej książki pamiętać nie będę, ale nauki Wiremana - owszem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...