czwartek, 15 listopada 2012

Stephen King (Richard Bachman) - Wielki Marsz

















Data ukończenia: 13 marca 2009

Data utworzenia recenzji: 13 marca 2009

Recenzja:

Chyba najlepsza książka, jaką King napisał pod nazwiskiem Bachman. Teoretycznie nieskomplikowana historyjka, którą bez problemu można było rozszerzyć na 250 stron. Przez cały czas trzyma w napięciu. Od normalnych książek Kinga opowiadania Bachmana różnią się większym okrucieństwem i odpuszczeniem sobie jakichkolwiek barier moralnych. Sam może zmieniłbym lekko zakończenie, bo według mnie można było zakończy historię "czymś większym".

Zdecydowanie polecam. Zwłaszcza, że po wymęczonej "Mrocznej Wieży" (która nie była taka zła), jakoś obiektywniej zdarza mi się patrzeć na dzieła Stephena Kinga.


Opinia po trzech latach:

Wspaniale jest polecać książkę w recenzji, nie pisząc nic o fabule, więc będę ciągnąć dalej. Osoby z bliższego mi otoczenia często krytykują moje zdolności do maszerowania. Człowiek per pedes, to dobre określenie. Maszerując: czytam książkę, rozmawiam twarzą w twarz, rozmawiam przez telefon, rozmyślam, debatuję ze współpracownikami w pracy, itp. Niektórzy mówią, że to wina ADHD, owsików, albo hemoroidów. Prawda jest taka, że gdy psychicznie i fizycznie wymęczyli mnie w wojsku, nauczyłem się lubić maszerować, bo gdybym miał to jeszcze znienawidzić to sfiksowałbym w pierwszym tygodniu. Chodzenie traktuję, jak obieranie ziemniaków i zmywanie naczyń - odseparowanie się i wypoczywanie. Na swój chory sposób.

Chodziłem, czytając "Wielki Marsz", ale musiałem usiąść. Wyobraźmy sobie konkurs chodzenia, w którym biorą udział dzieci. Meta jest tam, gdzie padnie przedostatnie z nich. Umrze z wycieńczenia, albo zostanie zastrzelony przez żołnierzy. Wojskowi odmierzają czas między jednym krokiem, a drugim, żeby można było określić, czy uczestnik jeszcze chodzi, czy tylko powłóczy nogami. Nie ma przerw, racje żywnościowe są, wydalanie w marszu, spanie w marszu i życie w marszu.

Uszanowałem swoje nogi i posadziłem dupsko w fotelu. Nawet im należy się szacunek. Tak zła, w dobrym znaczeniu, jest ta książka!

3 komentarze:

  1. "Wielki marsz" przeczytałem wieki temu, będąc w wieku bohaterów książki. Pamiętam, że książka wryła mi się w pamięć. I do dzisiaj emocje praktycznie nie osłabły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Żałuję właśnie, że nie miałem dostępu wcześniej do tej książki. W czasach kiedy czytałem książki o elfach i centaurach, dzieło Kinga mogłoby mi zupełnie zryć psychikę niewinnego dziecka.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...