czwartek, 18 października 2012

Joanne K. Rowling - Harry Potter i Zakon Feniksa
















Data ukończenia: 12 października 2012

Data utworzenia recenzji: 18 października 2012

Recenzja:

Gdybym miał wybrać najbardziej irytującą książkę, nie wygrałoby żadne dzieło Coelho, czy podebiutowe wydania Hellera. To właśnie Rowling swoim piątym tomem Pottera zgarnęła podium. Przyczyniła się do tego trójka bohaterów: Umbridge, Dumbledore i Harry Potter.

O Dumbledorze wypowiadać się nie będę, bo za dużo można zniszczyć. Umbridge, Wielki Inkwizytor Ministerstwa Magii w Hogwarcie, to babsztyl, który jest bardziej zafajdany umysłowo niż Śmierciożercy. Można próbować szukać wytłumaczenia jej zachowania, ale wychodzi na to, że to TYLKO człowiek jest. Rowling pokazała, że draństwo nie zawsze kryje się za "obrażonymi" minami i czarnymi ubraniami. To postać w babusinym sweterku z nierozłącznym uśmiechem.

Kolejną irytującą postacią jest sam Potter. Nabrał ludzkich cech, nie jest wyłącznie papierowym bohaterem, który zawsze musi być zdziwiony, by móc mu wytłumaczyć, co się dzieje w świecie czarodziejów. W tym tomie nabrał denerwujących cech, jest wymagający, roszczeniowy i przez cały czas wypomina innym, że więcej mu się należy, bo w poprzednich tomach to on walczył z Voldemortem, dementorami i innymi. Oliwy do ognia dodaje fakt, że świętej pamięci ojciec - James, będąc w jego wieku, dawał baty Snape'owi.

I co chwila irytacja sięgała zenitu, tak dobrze zrobiła to Rowling. Bo tutaj stworzono ją specjalnie, nie jest to efekt uboczny marnych wypocin autora. Trzyma się kciuki za dzieciaki i ich bunt przeciwko polityce dorosłych, która bezpośrednio w nich uderza. Nie możemy znieść myśli, że ojciec głównego bohatera zachowywał się, jak Draco Malfoy. I czy Potter znajdzie swoją miłość?

Książkę w pewnym momencie chce się odrzucić. Rowling przez cztery tomy tworzyła świat magii, który miał dobre i złe strony, ale był uwielbiany. Z tą częścią pojawiły się czarne myśli, że być może wraz z wiekiem ludzie dostrzegają kolejne etapy mroku człowieka. Najlepsza książka z serii!

sobota, 6 października 2012

Garth Nix - Ponury Wtorek

















Data ukończenia: około 10 grudnia 2006

Data utworzenia recenzji: 10 grudnia 2006

Recenzja:

W "Poniedziałku" tematem było lenistwo i biurokracja, a we "Wtorku" - chciwość i niewolnictwo. Książka tylko na parę godzin, 280 stron na opisanie nowo stworzonego świata, nowych postaci, zaskakujących przedmiotów. Malutko! Zwłaszcza, jak się pomyśli, że środek książki nieco nuży brakiem jakiejkolwiek dynamiki.

Po "Poniedziałku" myślałem, że to tylko takie niemrawe rozpoczęcie, po drugim tomie już nie widzę tej całej serii tak jasno. Nix za dużo wymyśla nowości w literaturze, a za mało poświęca czasu na budowanie klimatu. Wszystko leci, jak z bicza.


Książka dobra, ale tylko dobra, zbyt lakoniczna - nie umywa się do ospałej sagi o Abhorsenie, w której było o wiele mniej innowacji, ale istniał klimat i ciekawie stworzony świat. I tak będę czekał na kolejny tom - "Utopioną Środę".


Opinia po sześciu latach:

No! W końcu natknąłem się na recenzję, gdzie potrafiłem wyłożyć kawę na ławę. Już wtedy zauważyłem, że Nix leci w kulki. Kolejny stworzony świat MÓGŁBY być ciekawy, gdyby został napisany przez innego autora. Sama postać Harry'ego Pottera, tfu, Artura Penhaligona jest nudna od samego początku do końca. Pozostałe postacie: Pan Poniedziałek, Ponury Wtorek i ich świta są świetnie stworzonymi osobami, które nie mają zupełnie życia w tej serii.

Wyobraźcie sobie, że Rowling opisuje tylko przygody Pottera, Hermiony i Rona. A charaktery, jak Voldemort, Snape, czy Umbridge, to wyłącznie "papierowe" osobniki, które zapełniają tekst narratora. Nie mają własnego życia, nic o nich nie wiadomo. Klapa na miejscu. Nie postać Pottera jest często wybierana na najlepszą z całej serii. Są ludzie, którzy wolą Snape'a i Dumbledore'a.

To jest problem Nix'a. Ma szkice na świetne osobniki, ale nie potrafi stworzyć z nich niczego spójnego. Tak, jak w tym tomie, Ponury Wtorek za pomocą swoich rękawic z Nicości tworzy przedmioty materialne, tak Garth ze swoich materialnych szkiców postaci, nie robi z nimi nic.

No i po tylu latach musiałem wejść na wikipedię i przeczytać streszczenie tej części. Źle to świadczy o książce, jeśli aż tak nie mogę znaleźć punktu zaczepienia. O zgrozo! Na wikipedii czyta się to całkiem nieźle, ale problem polega na tym, że często taki skrót to jedyna pozytywna esencja z tego gniota.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...