niedziela, 9 września 2012

Stephenie Meyer - Intruz



Data ukończenia: 28 sierpnia 2009

Data utworzenia recenzji: 28 sierpnia 2009

Recenzja:

Rok temu zapoznałem się z powieścią "Zmierzch" tej autorki. Seria książek, które zajęły miejsce Harry'ego Pottera i sprowokowała manię na wampiry i tym podobne stworzenia. Typowe, udające mroczne romansidło dla nastolatków, które bez przeszkód można było sobie poczytać w wolnych chwilach. Zanim zaczął się szał w Polsce trzymałem już drugi tom: "Księżyc w nowiu", którego przeczytałem tylko 100 stron, na siłę... Okazało się, że na niektóre tematy muszę sobie robić dłuższe przerwy. Wrócę do niej za jakiś czas. Tymczasem na lato zaproponowano (wymuszono na mnie) przeczytanie książki, która nie dotyczy wampirów, choć też jest romansidłem. Tym razem odbiorcami powinny być nieco starsze dzieci, ponieważ w tej książce są aluzje seksualne (przez półtorej tomu, które przeczytałem, nie było o tym wzmianki).

"Intruz", dzieje się w niedalekiej przyszłości, gdzie kosmici podbili Ziemię i wszczepiają się w żywicieli, jako pasożyty. Główną bohaterką nie jest człowiek, a właśnie taki pasożyt, który wszczepiony został do młodej dziewczyny. W głowie zaczyna zachodzić walka między prawowitym właścicielem, a obcym. Bój ten przyczynia się do wyszukania ostatniego ludzkiego bastionu - bazy rebeliantów.

Co jest w dzisiejszych czasach oryginalne, a co nie? Nie obchodzi mnie to. Z początku sama autorka, romans i fabuła odpychały mnie, jednak już po kilku stronach wsiąkłem w opowieść. Nie długo to trwało, bo tylko pierwsze 100 stron... Następne 100 stron, nazwijmy to okresem niewoli, poirytowało mnie bardziej niż mogłem się tego spodziewać po autorce. Wydłużanie strachu, infantylizmu i błędnej interpretacji rzeczywistości (podawane jest wszystko na tacy, schizofrenicy chyba tylko wyszukiwaliby sobie problemy w takich sytuacjach) powodowało u mnie wywracanie gałami i był nawet moment, gdzie chciałem odstawić kolejną książkę Meyer, jako nieprzeczytaną. Całe szczęście pozostałe 300 rekompensuje początkowy marazm. I oficjalnie mogę powiedzieć, że jest to dobra książka, w której skróciłbym pewne 100 stron do 50. Już się szykują sequele, co trochę mnie dziwi, bo koniec jest podsumowujący. Ale, że pieniądz jest mocniejszy od zdrowego rozsądku...


Opinia po trzech latach:

Po takim czasie jeszcze nie wyszła druga część? Już sam nie wiem, czy to wyjdzie, czy nie. Widziałem nawet plotkę, że Meyer obawia się wracać do tego uniwersum, bo jest tam na tyle groźnie, że któryś z głównych bohaterów mógłby zginąć, czego wszyscy byśmy nie chcieli! To tworzy pytanie: to w serii "Zmierzch" żaden nie zginął? Nawet ten gołoklaty? Jezus!

Książka ciekawa. Nie wiem, czy potrzebny jest sequel, ale to nieuchronne. Film już czeka w lodówce, bieda w postaci kryzysu puka we wszystkie drzwi. Meyer, będziesz musiała zabić!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...