środa, 19 września 2012

Piers Anthony - Zaklęcie dla Cameleon
















Data ukończenia: 19 września 2012

Data utworzenia recenzji: 19 września 2012

Recenzja:

Każdy przechodził przez etap pierwszej książki fantasy. "Władca pierścieni" Tolkiena, "Kolor magii" Pratchetta, czy "Harry Potter" Rowling, mają to do siebie, że masa ludzi na tych powieściach uczyła się czytać dla własnej przyjemności. Nie były to lektury szkolne, ale coś, po co samemu się sięgnęło.

Gdy Świat Książki przesyłał gazetki, z których mus był kupić jeden tytuł z ich oferty (inaczej miało się wątpliwej jakości "książkę miesiąca") w oko padła mi nazwa Kameleon. Jako młodzian oczarowany zdolnościami tego gada stwierdziłem, że powieść z tym słowem w tytule musi być niesamowita. Do dzisiaj jest to najczęściej czytana przeze mnie książka, która nauczyła mnie, że jest coś poza nudnymi tworami, które zupełnie nie pasują do wieku zmuszonego ucznia ("Zaklęcie..." czytałem mniej więcej w tym samym czasie, co "Dzieci z Bullerbyn", czyli trzecia klasa podstawowa). W gazetce widniała informacja, że wkrótce ukażą się następne tomy: "Źródła magii" i "Zamek Roogna". WOW! Przez dobre kilka lat na nie czekałem, pochłaniając książkę niezliczoną ilość razy, aż zwątpiłem.

Co się okazało? Świat Książki miał politykę wykupowania konkretnych tytułów, zmieniania szaty graficznej, pakowanie w twardą oprawę i sprzedawanie ich swoim klubowiczom. REBIS, który był pomostem między autorem, a Polską, wydał tylko dwadzieścia tomów Xanth z trzydziestu sześciu, jakie się ukazały. Nie wiem, dlaczego Świat Książki nie wydało kolejnych części, ale przez tyle lat kochałem serię o krainie Xanth, którą znałem tylko z pierwszego tomu! Wiecie co zrobiłem pierwszego dnia, gdy w domu pojawił się internet?

1. Założyłem pocztę.
2. Wszedłem na czat.
3. Wpakowałem się, z własnej głupoty, na stronę porno.
4. Wyszukałem pozostałe książki Anthony'ego.

Niech ktoś teraz powie mojemu dzieciństwu, że internet jest zły!

Całe szczęście Nasza Księgarnia postanowiła wydać ponownie tomy Anthony'ego. Nowe, śmieszniejsze tłumaczenie, które pokazuje, że jest to powieść z całkiem dobrym wątkiem humorystycznym, choć nie tak "wystrzałowym", jak dzisiejszy Pratchett (sarkazm). Myślałem, że oszaleję. Zapowiedziano wyłącznie trzy tomy, ale jestem dobrej myśli. Może teraz się uda, zaliczać tę serię.

O czym to jest? Xanth to magiczna kraina, gdzie występują harpie, centaury, niklonogi, smoki i inne magiczne stworzenia. Między nimi żyją ludzie, którzy z pokolenia na pokolenie mają coraz silniejszą moc. To kraina wpływa na ich magiczne zdolności. Jest jeden problem - polityka. Każdy człowiek, który nie pokaże do ukończenia 25 roku życia swojego indywidualnego czaru, musi opuścić magiczną krainę. Może to być zdolność przemiany, iluzji, uśmiercania, ale także zmiana koloru moczu lub wywołanie kolorowych plam na ścianie. Oby był. Bink zbliża się do tego momentu, kiedy będzie musiał zademonstrować swoje możliwości, te za to w żaden sposób nie chcą się ujawnić. W strachu przed banicją, zamierza udać się do Dobrego Czarodzieja Humfreya, który za pomoc bierze sobie godziwą zapłatę.

SEKS. Tak, tak, proszę państwa! Seks. Książce mocno się dostaje za wątki seksualne i seksizm. Co śmieszniejsze, opisane jest to w taki sposób, że dziecka nie zawstydzi, bo nie rozumie aluzji, a dorosłego przyprawi o twardość nie tylko uśmiechniętych ust na twarzy. Jako smark rozumiałem, gdzie zawarta jest erotyka, ale dopiero jako dorosły doceniłem. Ogólnie Bink spotyka masę dziewczyn, przez co kłębią się mu w głowie najdziksze myśli. Jego jurność jest ograniczona narzeczeństwem, niestety.

Zainteresowałem się opiniami, głównie na Goodreads, i to właśnie podejście do seksu najbardziej doskwiera wrażliwym czytelnikom. W dzisiejszych czasach rzeczywiście można mieć problem z przyswojeniem tego typu stylu pisania. Kiedyś czytało się u Fleminga o podludziach Koreańczykach, śmierdzących Murzynach, lesbijkach, które można było wyleczyć seksem. Doyle też dolewał oliwy do Mormonów. A dziś czytelnik to wrażliwa osoba. Bestsellerami stają się książki typu "Pięćdziesiąt twarzy Greya", które traktują o BDSM. Hej, że co...?

Nie zmieniam zdania, powieść jest fenomenalna. Nie mogę się doczekać kolejnych tomów, a wydawca sprawił, że po raz pierwszy od dłuższego czasu czekam na premierę "nowych". Mam nadzieję, że nie będą, jak poprzednicy i wydadzą wszystko, co wyszło. Naszo Księgarnio - nie zawiedź mnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...