piątek, 31 sierpnia 2012

Joanne K. Rowling - Harry Potter i Czara Ognia
















Data ukończenia: 27 sierpnia 2012

Data utworzenia recenzji: 31 sierpnia 2012

Recenzja:

Jest to pierwsza książka, którą kupiłem kilkanaście godzin po premierze. Moja pierwsza oczekiwana premiera! Nigdy więcej nie przeżyłem sytuacji, jak wśród moich znajomych wszyscy przychodzili na zajęcia niewyspani, bo czytali "jeszcze jeden" rozdział "Czary Ognia". Dojście do takich emocji odczuwałem podczas premiery Diablo II i każdej następnej części Atlantis. Niezapomniane przeżycie.

A ocena? Owszem, uwielbiałem wracać do świata czarodziejów, ale zauważyłem, że fabuła odstaje jakością od "Więźnia Azkabanu". Miło było czytać te dziesięć lat temu, o tym, jak Potter ma trudności z zaproszeniem dziewczyny na bal. Ja w tym czasie miałem bal gimnazjalny, a moja chroniczna nieśmiałość, spowodowana lenistwem, robiła mi niezłe psikusy w smarkatych latach. Jednak wątek główny nie był piorunujący.

Kilka lat później obejrzałem film, by się przekonać, czy mam rację. Rzeczywiście, po seansie stwierdziłem, że fabuła jest słabsza od "Komnaty Tajemnic".  Czwartą część widziałem tylko raz, wcześniejsze minimum dwa. Był to też ostatni film z serii, jaki widziałem. Stwierdziłem, że wolę to czytać, niż oglądać.

Po kolejnych pięciu latach od zaliczenia obrazu, musiałem stanąć po raz kolejny przed papierową "Czarą Ognia". Niechęć brała, ale przemogłem i zatopiłem się w jednej z NAJLEPSZYCH części Pottera. Jakżeż to? Ano, nie zmieniam zdania, co do minusów. Nadal uważam, że sam motyw Turnieju Trójmagicznego mógł być lepiej stworzony. Wiktor Krum daje radę, ale Fleur jest tak nijaka, że głowa mała. Choć to zamierzone. Czytanie o każdym następnym etapie turnieju było męczące, ciężko było wykrzesać tam nutkę rywalizacji. 

Za to wątki poboczne, stworzone są świetnie. Wnikać nie ma sensu, ale znając zakończenie tomu, znalazłem jedno ciekawe pytanie dotyczące Moody'ego, które mogło pogrążyć Rowling. Cholera wybrnęła nawet z tego. 4:0 dla niej. 

Dlaczego ocena tak się zmieniła? Pierwsza sprawa, film. To chyba największe spłycenie bardzo dobrej książki, jakie widziałem. Pozamieniane elementy, wyrzucone ciekawe wątki. To one budowały klimat wokół Turnieju Tójmagicznego. Jeśli zabrakło tych elementów, nic dziwnego, że coś wyglądało jak przeżuty papier.

Po drugie, smarkate lata i czytanie w stresie. Połykanie "ze wszystkimi" w czasie premiery może doprowadzić do niestrawności. Śpieszy się człowiek, by nadgonić koleżanki, nie zostawać w tyle. Zauważyłem, że tak dużo wątków ominąłem w pośpiechu, że równie dobrze mógłbym napisać, że nie zrozumiałem fabuły lub byłem na nią za młody. Wiem, że to wina dziesięciu lat, ale pewien jestem, że te elementy nieźle dały mi się we znaki.

Rowling po raz kolejny udowadnia, że jest dobra w tym, co robi. "Czara Ognia" trzyma poziom. Jest doroślejsza, mroczniejsza i powoli staje się nie serią dla dzieci, a niezłym thrillerem. O jej kunszcie nie chce mi się nawet pisać, żeby się nie powtarzać. Warte przeczytania, malkontentom zostaje słaby film.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...