niedziela, 26 sierpnia 2012

Garth Nix - Pan Poniedziałek
















Data ukończenia:  25 listopada 2006

Data utworzenia recenzji: 25 listopada 2006

Recenzja:

Najświeższa seria Nix'a, "Klucze do Królestwa", jest troszkę bardziej skierowana do młodszych czytelników, niż w przypadku trylogii "Starego Królestwa". Jednak, jak ktoś nie wstydzi się "spedalenia" czytając Harry'ego Pottera, tak jak ja, to nie powinno nic tutaj przeszkadzać. 

Niestety, na początku miałem złe przeczucia, bo historia głównego bohatera jest bardzo podobna do tej stworzonej przez Rowling. Też jest w rodzinie zastępczej, chory na astmę, a przede wszystkim jest dzieciakiem. Na początku jest to nieco odpychające, ale jak już się spotyka Pana Poniedziałka, historia nabiera tempa i przykuwa do książki. 

Kolejny minus - cholernie krótka, 300 stron, można przeczytać w niecałe 24 godziny, jak jeszcze się pomyśli że trzeba płacić 25 złotych za każdy tom (a jest ich 7), to trochę zniechęca. Nix nie zawiódł mnie, jeśli chodzi o pomysły w książce. Stworzył własne potwory, własne schwarzcharaktery, swój kodeks. 

Fabuła: Arthur Penhaligon otrzymuje od Pana Poniedziałka klucz minutowy od zegara, tylko po to, by ten mu go zaraz oddał. Całe to zamieszanie prowadzi nas do Domu Poniedziałka, a tam spotykamy Poniedziałkowych: Jutrzenkę, Zmierzchnika i Południka ze swoja armią, czyli wpadamy do innego świata - świata biurokracji, gdzie policji jest więcej niż robotników. 

Książka bardzo dobra, choć krótka, zachęca do wzięcia do ręki kolejnej części, "Ponury Wtorek". I tak też niedługo zrobię.


Opinia po sześciu latach:

Po przeczytaniu "Ponury Wtorek" miałem już dosyć Nix'a na bardzo długi czas. W 2006 roku była to moja piąta jego książka, a "Utopioną Środę" darowałem sobie. Niestety, nic nie ginie. Wyrzuty sumienia wracają i zmuszają mnie do skończenia serii "Klucze do Królestwa". Po tak długim okresie, musiałbym czytać jeszcze raz dwa pierwsze tomy, by dowiedzieć się, co się stało w trzecim. Ale nie ze mną te numery. Zaprzęgnąłem do roboty swoją rodzinkę.

Dałem książkę dwóm osobom, mamie i bratu, zaproponowałem przeczytanie i stworzenie planu akcji. Opowiadają mi historię, którą czytałem dawno temu, a ja wiedzę wykorzystam do napisania recenzji i ostatecznie do zakończenia pozostałych pięciu tomów.

Książka jest irytująca. Nix wprowadza za dużo ciekawych elementów, co powoduje, że wygląda to jak magazyn z niewykorzystanymi pomysłami od kilkudziesięciu lat. Gdy brat opowiadał mi fabułę, a ja co kilka zdań zadawałem pytania do niej, typu: "Dlaczego?", "Skąd?", jego odpowiedzią przeważnie było: "nie wiadomo, książka tego nie wyjaśnia". Nie ma żadnych wyjaśnień wielu irracjonalnych elementów w tej powieści, pozostawione są sobie samym, a czytelnik, być może, przez chaos i szybkość prowadzonej akcji, może nie zauważyć dużych luk w fabule.

Wygląda to, jak mierna kopia Pottera. Historia i pomysł jest ciekawy, ale sposób wykonania już nie. Brak tu stabilności fabuły, energii i konsekwencji. Wchodząc do świata stworzonego przez Nix'a można się czuć jak w cyrku, w sytuacji, gdy wszystkie osoby i zwierzęta wychodzą na arenę, a my nie możemy żadnemu poświęcić całej uwagi (a i tak obserwujemy klauna). Chaos. Zdecydowanie, lepiej "Pana Poniedziałka" usłyszeć, niż przeczytać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...