niedziela, 12 sierpnia 2012

Eric-Emmanuel Schmitt - Pan Ibrahim i kwiaty Koranu
















Data ukończenia: 10 sierpnia 2012

Data utworzenia recenzji: 12 sierpnia 2012

Recenzja:

Z braku dostępu do swojej domowej biblioteki musiałem poszperać w tym, co było na miejscu. Grupa książek Schmitta zerkała na mnie już od dłuższego czasu i gdy wziąłem po raz kolejny w garść "Oskara i panią Różę", szybko zmieniłem zdanie i zabrałem najmniejszą z dostępnych: "Pana Ibrahima...".

Szybko się czyta twory Erica i to nie tylko za sprawą krótkiej formy opowiadań. Już w pierwszym zdaniu potrafi wciągnąć czytelnika w swój świat, który w prosty sposób mówi o ludzkich potrzebach. Nie musi wdrażać Dusz Świata, Języka Światła i innych Wojowniczych Żółwi Ninja, jak robi to Paulo Coelho. Nie. Schmitt nie ukrywa treści za hasłami, które zrozumiałe są wyłącznie autorowi i ludziom z betonu - zatwardziałym fanom, niezdolnym do przyjęcia negatywnej opinii. Wszystko dzieje się na płaszczyźnie zdrowego rozsądku, a jedyną pozamaterialną częścią, w jego historiach, są emocje ludzi.

Eric jest dla mnie przeciwległym biegunem Coelho i z tego powodu zawsze będę wywyższał tego pierwszego, który nie ucieka od wyjaśnień w kierunku tworów pokroju gadającego Słońca. Ale do książki wróć!

Główny bohater, Momo, ma 11 lat i wszelkie oszczędności odkłada na dziwki. W ten sposób szuka dojrzałości. Pewnego dnia zaczyna interesować się pewnym Arabem, sklepikarzem na żydowskiej, paryskiej ulicy, który powoli przeistacza się w ojca, o jakim zawsze marzył.

Krótkie to streszczenie, bo i z 60 stron najciężej wyłuskać fabułę, bez jej popsucia. Wydaje mi się, że ma dużo wspólnego z "Oskarem...", tylko spisany jest w drugą stronę. Tam dziecko było bohaterem, któremu się współczuło, tutaj jest to pan Ibrahim, który, dzięki Momo, znajduje coraz więcej szczęścia. Po przeczytaniu okazało się, że obie książki należą do serii, której nazwa brzmi: "Le cycle de l'invisible", a pierwszego tomu: "Milarepa" na polskim rynku znaleźć jeszcze nie sposób, chyba.

Książka bardzo dobra. I krótka, więc można bez przeszkody za jednym posiedzeniem przenieść się do Paryża i wrócić do rzeczywistości, bez przesiadek. Najlepsze jest to, że podczas czytania "książki o wierze i życiu" można odczuć lekkość bytu. Ale tylko, gdy w rękach trzymamy, którąś z powieści Schmitta, więc szanujmy własne zdrowie i wybierajmy książki, które nie popsują nam życia wewnętrznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...