sobota, 7 stycznia 2012

Alastair Dougall - James Bond: The Secret World of 007













Data ukończenia: 31 grudnia 2011

Data utworzenia recenzji: 7 stycznia 2012

Recenzja:

Rok po moim "bondowym przebudzeniu", w grudniu 2009 roku zakupiłem sobie na Allegro kolejną książkę do kolekcji. Miałem do wyboru polską lub angielską wersję, ale sądząc po cenie, ogonki w polskim języku są dużo warte. Tytuł polski to: "James Bond. Tajny Agent 007". Ograniczony budżet na hobby spowodował, że wybrałem wydanie angielskie.

Gdy paczka dotarła, zaskoczyła mnie wielkość, jak i wydawnictwo. Był to ślicznie opracowany album, który nie mieści mi się obok standardowych książek o Bondzie, z wydawnictwa Dorling Kindersley. Osoby urodzone w latach osiemdziesiątych/dziewięćdziesiątych, pamiętają zapewne serię albumów pod nazwą: "Patrzę, podziwiam, poznaję", z tego wydawnictwa. Każdy tom poświęcony był innemu tematowi, np.: ryby, owady, skamieniałości, taniec i ptaki. Ktoś jednak wpadł na pomysł, by stworzyć księgę ze świata 007, w ten sam sposób. 144 stronicową książkę kończę dopiero po dwóch latach, ponieważ na rynku pojawiła się nowa książka o Bondzie - Michała Grześka "James Bond. Szpieg, którego kochamy". A pisanie dwóch recenzji na raz z tej samej tematyki, może być zabójstwem dla autora i samym opinii.

Album jest pisany w taki sposób, by była pewność, że James Bond to prawdziwa postać. Książka została stworzona dzięki uprzejmości M i Q, którzy przekazali autorowi ważne informacje. Całość jest ubarwiona świetnymi zdjęciami oraz rysunkami Rogera Stewarta.

Mamy tutaj szczegółowy rysunek rąk doktora No, przekrój Disco Volante, dokładne zdjęcia i rysunki przedstawiające działanie Lotusa Esprit, rozrysowana akcja po akcji walka Bonda z Zorinem na moście Golden Gate itp.

Jedynym mankamentem jest to, że opisano wszystkie oficjalne filmy z Bondem..., ale tylko do 2000 roku! I to byłby najmniejszy problem, gdyby to była zamknięta książka. Ale za każdym razem, kiedy wydają następny film, aktualizowany jest też album. Mój kończy się na "Świat to za mało". Koszty takiej książki są duże i gdybym kupował po premierze każdego nowego filmu, nowszą wersję, równie dobrze zamiast je kupować, mógłbym zacząć palić mentolowe. Może przy okazji premiery "Skyfall" w październiku skuszę się.

Ktoś zapewne zasugerowałby, że to dziecinada. Miłośnik powiedziałby, że to wyłącznie dla fanów. Ale gdzie jest racjonalna granica między dziecinadą, a fanowstwem? Problem polega na tym, że wara od mojej dziecinady. Książka jest świetna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...