sobota, 3 grudnia 2011

Connie Willis - Zaćmienie















Data ukończenia: 5 lipca 2009

Data utworzenia recenzji: 5 lipca 2009 i 4 września 2009

Recenzja #1 (5 lipca 2009):

Pierwsza kobieta zajmująca się sf, którą w ogóle kojarzę. Sam z tego typu książek lubię jedynie serię o Diunie, a cała reszta jest przeważnie infantylnymi opowiastkami. To co dziś przeczytałem to zbiór opowiadań jednego z najlepszych pisarzy sf, z jakimi miałem przyjemność się zetknąć. Jeśli dorzucimy do tego wojnę płci, to mężczyżni z tą panią przegrywają. Porusza dzisiejsze problemy, tylko w innym czasie. Nie bawi się w pokazywanie laserorubinów, filtrfraków i innych kosmicznych pierdół.

Na 11 opowiadań, tylko jedno było dla mnie nie do przyjęcia, tytułowe "Zaćmienie", którego albo nie zrozumiałem, albo jest pokrętne. To bardzo dobry wynik w porównaniu z innymi zbiorami, z którymi musiałem się męczyć. Chociaż czuję, że każde z nich bardzo szybko wyleci mi z głowy. Nie jest to książka, którą trzeba przeczytać, ale w wolnym czasie, z braku laku...


Recenzja #2 (4 września 2009):
           
Książki, które w ciągu ostatnich kilku miesięcy czytałem, można by było w większości wypadków nazwać tomiskami. Podróże komunikacją miejską lub przesiadywanie na wykładach z "Grą Anioła" raczej nie wchodziło w grę. Musiałem sobie wybrać w takim wypadku książkę bardziej poręczną. W praktyce to wygląda tak, że mam jedną główną powieść, a druga książka jest czytana bardzo marudnie i tylko wtedy, gdy nie mam możliwości czytać pierwszej.

Moja mama zaproponowała mi przeczytanie książki pt. „Przewodnik stada” Connie Willis. Rzadko kiedy mam do czynienia z science-fiction, nie miałem wiele okazji do zapoznania się z takimi książkami, ale za perłę zawsze będę uważał „Diunę” Herberta. Jeszcze rzadziej zdarza mi się spotkać kobietę, autorkę, piszącą prawdziwą fantastykę naukową. Nie wybrałem jednak „Przewodnika stada”, a wziąłem zbiór opowiadań – „Zaćmienie”. Stwierdziłem, że opowiadania bardziej będą pasować do moich celów, czyli książki do podróży.
            
Wytyczna została zrealizowana i mogę teraz spokojnie zrecenzować zbiór dzieł Connie Willis. Jest to o tyle prostsze, że nie jest to książka tak mocno wychodząca poza ludzkie zrozumienie, jak na przykład „Progi tolerancji” Bronisława Kijowskiego – mojej największej zmory science-fiction. 

„Zaćmienie” składa się z jedenastu historii, które są łatwo strawne. Nie ma tutaj co prawda walk kosmicznych, laserorubinów, filtrfraków i innych wymyślnych, pseudonaukowych definicji, które mogą wygładzić nam mózg. Autorka skupiła się raczej na opisywaniu dzisiejszych problemów w nieco innej scenerii, lekko ulepszonej technicznie. Oto krótkie recenzje opowiadań:

Praktyka dyplomowaotwierające opowiadanie jest rozpisane na kilka dni, dokładnie wiemy, w którym dniu dzieje się akcja. Pewien student w ramach praktyki dyplomowej zostaje wysłany w rok 1940 do Katedry Świętego Pawła. Okres II Wojny Światowej, czyli ciągłe bombardowania, zmusza praktykanta i ówczesnych lokatorów katedry do bezustannej walki o życie nie tylko swoje, ale i katedry. Całkiem ciekawa historia, jednak rozmach, z jakim zostało to napisane, prowokuje do oczekiwania jakiegoś bardzo ciekawego zakończenia. Tymczasem koniec (a raczej ostatni akapit) psuje lekko całość.

Pogrzeb – Elliot przychodzi na swój własny pogrzeb, gdy Anna go zauważa zaczyna na wszelkie sposoby ukrywać ten fakt przed wszystkimi. Jednak sprawa okazuje się „pokręcniejsza” niż na początku się wydawało. Ogólnie całkiem ciekawe, niestety koniec podsuwa tyle różnych interpretacji, że nie wiem, które słowa brać na poważnie, a które nie. Lubię tego typu chwyty, ale w tym opowiadaniu, jakoś to nie przeszło.

Znalezisko – kolejne kościelne opowiadanie. Tym razem każdy pracownik kościoła podejrzewa innych o szpiegowanie. I chyba tylko tyle można zdradzić. Krótkie i dużo się dzieje. Dużym minusem jest właśnie wielkość historii, czuć po prostu, że to powinna być część czegoś większego, a nie takie małe coś.

Wszystkie moje ukochane córki – chyba najmocniejsza część książki. Mocno wulgarne, poruszające tematy seksu i perwersji (pedofilia, zoofilia). Dziewczyny w internacie zauważają, że chłopaczyska (trudno mi nazwać płeć męską w wieku smarkaterii, chłopcy to trochę upadlające, za to mężczyźni - zbyt dostojne) nie są zainteresowane seksem. Nad wszystkimi czuwa Ojciec, niczym Wielki Brat. Jedno z lepszych opowiadań, jeśli nie najlepsze. Absolutnie nic do zarzucenia.

Ojciec panny młodej – próba walki z happy endem w bajkach i baśniach. Autorka stwarza baśniowy świat, gdzie księżniczka jednak nie zacięła się wrzecionem. Raczej tylko ciekawostka.

Zaćmienie – tytułowe opowiadanie i najsłabsza część zbioru. Cała fabuła poświęcona jest, o dziwo, zaćmieniu. Wszyscy chcą je zobaczyć, jednak warunki atmosferyczne budzą wątpliwości. Główna bohaterka zauważa dziwne zbiegi okoliczności i dochodzi do pewnych wniosków. No tak, wszystko teoretycznie jest dane, jak na tacy, jednak i tak nie wiadomo skąd te wnioski, dlaczego tak się stało i czy warto było o czymś takim pisać. Na koniec niczym w starych filmach (i w większości filmów fantastyczno-nad-wyraz-naukowych) wszyscy wiedzą, o co chodzi i puszczają do siebie oczko. Może gdyby autorka wpisała mnie do tego świata, wiedziałbym, o co tyle krzyku do cholery! Bo całość zrozumiałem, a jednak ostatnia scena sugeruje, że w tym było coś więcej. Przekartkowałem opowiadanie i stwierdziłem, że się nie mylę. Może gdybym przeczytał jeszcze raz wyciągnąłbym esencję, tak dobrze zakamuflowaną, niczym owsiki. Do tego czasu jednak uznaję, że coś nie wypaliło.

Sydon w Lustrzaku – tutaj zaszło jakieś nieporozumienie. Wprowadzanie nowych nazw powinno być trochę bardziej zrozumiałe dla czytelnika. Lustrzak to osoba kopiująca zwykłych ludzi, Sydon to potwór zamieszkujący planetę górniczą Solfatar. Sydon to również potocznie nazywane odwierty przez górników. Gdy dochodzi do rozmów, wspomnień, rozmyślań można się pogubić, o czym w tym momencie czytamy. Problemem jest fakt, że zostało to zrobione na krótkie opowiadanie, a nie na jakiś większy projekt. Ma w sobie jakiś kryminalny klimat, niestety zagmatwanie mocno psuje ten obraz. Myliłem się z początku, to jedyna część zbioru, gdzie mamy do czynienia z różnymi kosmicznymi przedmiotami. Historia dotyczy Lustrzaka, który przylatuje na Solfatar do czegoś, co nazwałbym górniczym burdelem, tutaj przyjęło nazwę „klasztoru”. Wszyscy wiedzą, kim jest i obawiają się jego reakcji, jednak ten siada przy pianinie i wybrzdękuje ładne kawałki. Zaczyna poznawać historię „zakonnic” w „klasztorze” i zauważa, że nie jest jedyną osobą, która może być niebezpieczna. Ciekawe, jednak już pomijając Sydony, koniec po raz kolejny mi się nie spodobał. Pewne rzeczy, które wyszły na jaw, spowodowały, że dla świętego spokoju w myślach powiedziałem do siebie: „Achaaaaaa!”.

Daisy w słońcu – jednak zmieniam zdanie. To właśnie te opowiadanie jest najmocniejsze. Poznajemy Daisy, której mieszają się różne wspomnienia ze swego życia. Potrafi rozmawiać z własną matką na tematy dojrzewania, by przejść w mgnieniu oka o kilka lat w tył, do swojego brata i wypytywać go o książkę, którą czyta. Wszystkie sceny dzieją się pod grozą wypalającego się słońca. Może nie klimat, ale spójność opowiadania najbardziej zachwyca. Tutaj nic nie trzeba dopowiadać, wnioski same wychodzą na wierzch, nie ma żadnych oczek, tylko trzymająca w napięciu historia.

Klon na zamówienie – komedia poruszająca temat klonowania. Czy jeśli zapuka do nas o kilkanaście lat młodsza osoba i oznajmi, że jest naszym klonem, to czy pozwolimy mu spać z naszą żoną? Czy może będziemy mieli jednak jakieś wątpliwości? Bardzo ciekawa i miła w czytaniu opowiastka.

Samaryt… - autorka zastanawia się nad kwestią Jakuba i Ezawa z Biblii. Skoro jesteśmy potomkami Jakuba, to kto jest potomkiem owłosionego Ezawa? „Samaryt…” opowiada o małpie, która pracując, jako pomoc, w klasztorze, zaczyna nawiązywać z ludźmi kontakt i daje znać, że tak samo jak chrześcijanie, kocha Boga. Czy można dać chrzest małpie? Bardzo ciekawa historia, pomimo tematyki, trzymająca w napięciu.

Niebieski księżyc – Niebieski księżyc oznacza niesamowity zbieg okoliczności. Ostatnie opowiadanie w tym zbiorze jest właśnie poświęcone takim przypadkom. Poznajemy wielu bohaterów, którzy tylko z początku nie mają ze sobą nic wspólnego. Niczym w filmie „Magnolia” pokazywane są nam różne sceny z życia, które zachodzą na siebie i odkrywają nowe karty. Jedyny minus to bardzo dużo postaci i nazwisk, które powodują, że można przeoczyć, kto z kim rozmawia, zwłaszcza, gdy nie są to pierwszoplanowi bohaterowie. Mimo wszystko, bardzo dobre zakończenie zbioru opowiadań.
            
Podsumowując, nie jest to taka książka, którą bym rozpamiętywał latami. Pomimo kilku słabych opowiadań, jest czego szukać w tym zbiorze, aż cztery z jedenastu to kawał dobrej zabawy. Pozostałe potrafiły zanudzić. Jedno jest pewne, jako nieorientujący się za bardzo w fantastyce naukowej czytelnik, mogę stwierdzić, że Connie Willis w niepisanej wojnie płci wypada znacznie lepiej niż jej męscy odpowiednicy. Daleko jej jednak do Stanisława Lema i jego przemyśleń. Tak, jak na początku napisałem, potrzebowałem zbioru opowiadań do zajęcia się w środkach komunikacji. Misja została wykonana, miłośnikom science-fiction mogę polecić bez wyrzutów sumienia, a pozostałym osobom, no cóż, warto się otworzyć na nowe horyzonty i spróbować fantastyki w wykonaniu Connie Willis. Ja spróbowałem i nie żałuję. I po cichu zbieram czas na „Przewodnika stada”, który ma być ponoć znacznie ciekawszy.


Opinia po dwóch latach:

Myślę, że wszystko zostało tutaj powiedziane. Po tych dwóch latach z niedowierzaniem czytam swoje recenzje, bo nieszczególnie pamiętam zawartość książki. Ale z tego co pamiętam, "Daisy w słońcu" to szczerze, jedno z najlepszych opowiadań, jakie czytałem.

2 komentarze:

  1. Zmiana jest dość zaskakująca. Takie aberracje to oznaka, że jednak coś w danej książce tkwi. Ja osobiście zupełnie w SF nie siedzę, więc na ten temat trudno mi się wypowiadać. Ciekawa jestem, jak wyglądałabym ta recenzja po kolejny przeczytaniu książki, powiedzmy...za dwa lata.
    Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też się czasami zastanawiam, jak mocno zmieniłoby się zdanie po kolejnym przeczytaniu. Akurat ten zbiór należy do książek, które są wyłącznie "na raz". Nie jest zły, ale nigdy więcej;]. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...