niedziela, 18 września 2011

Marek Hłasko - Baza Sokołowska. Pierwszy krok w chmurach















Data ukończenia: 3 września 2011

Data utworzenia recenzji: 18 września 2011

Recenzja:

Gdy ma się w rękach książkę słabą, przyjemnie jest się wyżyć podczas pisania recenzji. O wiele nieprzyjemniej jest, gdy czytałem dwa tygodnie temu coś bardzo dobrego, a w recenzji będę musiał to jakoś udowodnić. Gdyby mi się całkowicie już nie chciało, mógłbym zakończyć pisanie w tym akapicie kończąc go: "bardzo dobra książka, warta przeczytania".

Marek Hłasko to osoba dla mnie zupełnie anonimowa. Owszem, gdzieś ktoś kiedyś mówił, że lubi go czytać, ale nigdy specjalnie nie interesowało mnie, żeby zajrzeć kim on jest, jak pisze itp. Prawdopodobnie spowodowane to było polskim pochodzeniem. Rzadko mam chęć sięgania po polskich autorów, a jak już jakiegoś mam w ręce, to jest to zwykły przypadek, z braku laku.

Tak właśnie trafiła mi się ta niewielka książeczka. Uciekając od wiejącej nudy z salonu fryzjerskiego, zatopiłem się w dwa opowiadania Marka Hłaski.

Pierwsze to "Baza Sokołowska", w której Michał Kosewski, nowy pracownik bazy transportowej, musi zmierzyć się ze starszymi pracownikami, do których nie pasuje, a także z samym sobą. Sam autor po czasie nie był z tego opowiadania zadowolony, ponieważ napisane jest zgodnie z założeniami innych książek wydanych w dobie socrealizmu. Pracownicy = kolektyw, mentorzy i szczęśliwe zakończenie. Wyczytałem to znacznie później, a pomimo tego, że zauważałem te zabiegi, czytałem to z przejęciem do końca. I trzymałem kciuki, by się wreszcie Kosewskiemu udało...

Drugie, to "Pierwszy krok w chmurach". Jest bardzo krótkie, więc za dużo fabuły zdradzić nie można. Grupa zdecydowanie znudzonych życiem ludzi idzie obserwować kochającą się parę w ogródkach działkowych. Wiele emocji uaktywnia to maleństwo podczas czytania. Ukazuje totalny syf, jaki funkcjonuje w niektórych głowach. Pokazuje, jak uczucie żalu wypacza postrzeganie sprawiedliwości.

Opowiadania są w jakiś sposób obrzydliwe, ale w pozytywnym sensie. Bardzo łatwo przychodzi autorowi opisywanie normalnego życia, bez żadnych kolorów. Są na dodatek tak napisane, że zupełnie się nie starzeją. Równie dobrze akcja tych historii mogła się dziać wczoraj, dziś, a także jutro. Bo w bardzo przystępny sposób omija elementy, które mogłyby sugerować czas akcji (no, może w pierwszym opowiadaniu za dużo techniki i odniesień do komunizmu), a skupia się na człowieku i jego psychice.

Opinia dotyczy niestety tylko tych dwóch opowiadań, ale teraz chętnie przeczytałbym coś kolejnego Hłaski. Wydaje mi się, że przez przypadek trafiłem na całkiem ciekawego autora. Bardzo dobry zbiór opowiadań, warty przeczytania!

2 komentarze:

  1. Bardzo dobra recenzja, lubię opowiadania Marka Hłaski, są proste i emanują czymś czego nie umiem nazwać po imieniu, ale to jest pozytywne odczucie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Marek Hłasko był pisarzem absolutnie genialnym, polskim beatnikiem, łamiącym stalinowskie utarte konwencje i wypracowane wcześniej schematy. Choćby i za to należy wybaczyć mu socrealistyczne naleciałości, których ten tragicznie zmarły wielki pisarz, nie mógł uniknąć na początku swojej kariery.
    Do Hłaski mam osobisty stosunek, a szczególnie do jego "Bazy Sokołowskiej" i "Pierwszego kroku", o czym pisałem kiedyś na swoim blogu:
    http://tymekwietymeknie.blogspot.com/
    Zapraszam do podzielenie się swoją opinią.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...