sobota, 23 lipca 2011

Dan Brown - Kod Leonarda da Vinci

















Data ukończenia: 4 grudnia 2007

Data utworzenia recenzji: 4 grudnia 2007

Recenzja:

Jak się zaczęła cała ta moda na "Kod...", zdołałem obejrzeć wypowiedź Browna na temat swojej książki. Uważał on, że wszystko co w niej napisał to prawda. Teraz wiem o co mu chodziło i stwierdzam, że facet ma posrane we łbie. Sam Plantard powiedział, że cały ten Zakon to bujda. Leigh, który napisał "Święty Graal. Święta krew" też przynał, że to bujda (inna sprawa, że Plantard go oszukał, a ten dał się nabrać, jak nikt inny). Tylko największy plagiator Brown wierzy we wszystko...

Tyle słowem inteligencji autora. Książka mi się podobała, prosto napisana, dużo ciekawostek itp. Niestety, epilog został dodany tam na silę. Wolałbym, żeby w ogóle się nie pojawił, bo to co zostało tam przedstawione to jakieś badziewko. Nikt chyba nie wierzył, że zostanie tam coś ukazane, ale po jakiego grzyba robić takie 'nic' na sam koniec. 

Inna sprawa, że to jest ten sam szablon co w "Aniołach i demonach", przez przypadek nie odgadłem, kto jest głównym złym - za szybko historia jest opowiedziana, nie dali czasu nawet zacząć zabawy w detektywa.

Kolejna sprawa to fenomen - nie rozumiem o co tutaj walczyć. Wszystko to było już powiedziane wcześniej, a robi się z tego jakieś wielkie odkrycie (robiło). Ogółem - przeczytam następne książki z Langdonem, ale na bestseller to nie zasłużyło i jestem bardzo zawiedziony...

A posłowie w książce napisane przez jakiegoś barana jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Kolejny "maestro pióra" będzie mi tłumaczył, że Brown mija się z prawdą. Do roboty pisać własne książki!


Opinia po czterech latach:

Parę dni po przeczytaniu książki, miałem okazję obejrzeć film. Był tak nudny, że chyba jasno i wyraźnie pokazane mi zostało, że historię opowiedzianą przez Browna można strawić tylko raz. Aktorzy, którzy w nim wystąpili, to chyba największe drewna, jakie znaleziono w świecie filmowym.

Po tylu latach mogę bez problemu napisać, że "Anioły i demony" podobały mi się bardziej. Może wina leży po stronie książki, którą czytałem, bo nie zawierała kolorowych zdjęć wszystkich opisywanych dzieł sztuki, jak to było w recenzowanej przeze mnie wersji ilustrowanej pierwszej części.

Na dodatek mam wrażenie, że "Kod..." był o wiele nudniejszy od "Aniołów..." i szczerze powiedziawszy w ogóle nie trzymał mnie w napięciu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...