niedziela, 28 listopada 2010

Vikas Swarup - Slumdog. Milioner z ulicy

Data ukończenia: 21 marca 2009

Data utworzenia recenzji: 21 marca 2009

Recenzja:

Obejrzałem film od razu po przeczytaniu książki, czyli zaliczyłem wszystko, co do zaliczenia było. Osobiście uważam, że Oscara powinien dostać film, który o wiele wierniej pokazywałby fabułę z książki. Wersja filmowa jest mocno wykastrowana ze scen pedofilskich, kazirodczych, które nakręcały historię o indyjskim milionerze.

Zmiana postaci w niektórych momentach łagodzi klimat książki, by był bardziej familijny, a w niektórych wymyśla jakieś dziwne pierdoły, które powodują, że sytuacja zaczyna przytłaczać, na przykładzie Salima - brata głównego bohatera (w dziwnych miejscach następuje zagęszczenie klimatu, wolę książkową wersję).

Film dobry, nawet nie mam zamiaru się kłócić czy słusznie została przyznana nagroda, czy nie. Były bardziej kontrowersyjne typowania w historii. Książka za to jest bardzo dobra i warta przeczytania, bo o wiele mocniej trzyma w napięciu. A film nawet nie może popsuć zabawy, ponieważ historie bohaterów bardzo mocno się różnią.


Opinia po półtorej roku:

Recenzja była pisana w czasach, kiedy wiele osób wiedziało, o co chodzi w fabule filmu. Ja pominąłem to, a teraz naprawiam to w opinii.

Książka opowiada o chłopcu, który dostał szansę zagrania w teleturnieju, który działa na takich samych warunkach, jak Milionerzy. Odpowiada poprawnie na wszystkie pytania i tu dopiero zaczynają się problemy. Jak dziecko wychowane na ulicy może posiąść wiedzę, która pozwala mu na wygranie miliarda rupii? Tego usiłują dociec na komisariacie, podejrzewając jakiś spisek. Chłopak po kolei opowiada, skąd na poszczególne pytania znał odpowiedź. A odpowiedzi pisało mu samo życie.

Może nie jest to najlepsza książka jaką czytałem, ale na pewno nie powinien jej spotkać taki los. Film oczywiście, mógł się podobać na tyle krytykom, żeby dać tak ważną nagrodę. Czy nie można było być bardziej wiernym książce, w której porusza się prostytucję, pedofilię, kazirodztwo i innego typu wykorzystywanie dzieci. W której porusza się zdobywanie zaufania samotnych kobiet do zaspokojenia swoich potrzeb? Myślę, że taki film mógłby być godny Nagrody Akademii Filmowej, a nie taki przesłodzony do granic przyzwoitości dramat.

Inna sprawa, że mam wiele wątpliwości do nagrodzenia któregokolwiek z tamtego okresu filmu tak ważną nagrodą. A przez tego typu akcje, jej wartość spada z roku na rok. Nie widzę sensu wybierania Filmu Roku z obrazów, które zostały nominowane z braku laku.

Ale wracając do "Slumdoga...", książka ciekawa. Świetnie zostało pokazane, jak można znać odpowiedzi na pytania zadawane w teleturniejach, będąc zwykłym chłopcem ze slumsów. Wersja książkowa jest o tyle ciekawsza, że do każdego z pytań przydzielona jest opowieść napisana przez życie i jeden niewielki epizod może zawierać odpowiedź wartą miliona rupii. Wersja filmowa jest uboga w wiele ciekawych zwrotów akcji, łącznie ze zmianą samej końcówki, ponieważ przez pytania przebiega raczej wybiórczo. I jeśli ktoś oglądał film, bez problemu może sięgnąć po papierowy oryginał, który różni się tak bardzo, że można przeżyć zupełnie inną, bardziej życiową, historię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...