niedziela, 7 listopada 2010

Ian Fleming - Tylko dla twoich oczu

Data ukończenia: 13 maja 2010

Data utworzenia recenzji: 14 maja 2010

Recenzja:

Zawsze odpychały mnie zbiory opowiadań. Nie ma w nich czasu na odpowiednie rozwinięcie akcji, często czuło się, że jest to wersja demonstracyjna. Nie mogę sobie przypomnieć w ciągu 5 ostatnich lat wartego przeczytania zbioru. Jednym z nielicznych "dobrych" był "Paragraf 23" Hellera. Dlatego też bardzo sceptycznie podchodziłem do dzieł Fleminga w tym tomie, a jedynym promykiem nadziei było to, że z dwóch zbiorów wydanych pod jego nazwiskiem, te pięć opowiadań wydał jeszcze za życia.

Tom ten zawiera podrasowane "odpady". Po sukcesie filmu "Casino Royale" (ale tego: http://www.filmweb.pl/f35778/Casino+Royale,1954 ), Ianowi zaproponowano serial o Bondzie, który składałby się z 13 lub 32 odcinków (różne źródła, trudno dokładniej sprecyzować). Ten zaczął pisać scenariusze odcinków i tak powstały krótkie historyjki. Serial się nie ukazał, a autor wydał je poprawione. Dało mu to też rok odpoczynku, i czas do napisania "Operacji Piorun".


W perspektywie mordu - czyli 'From a View to a Kill', z której powstał film - 'A View to a Kill', a u nas przetłumaczono na "Zabójczy widok".

Film raczej nie był jakoś specjalnie oparty na opowiadaniu, oprócz pościgu na motocyklach, który szczerze mówiąc jakoś specjalnie w pamięć nie zapadł. Charakteryzował się męczącym, starym Rogerem Moorem, Arnoldem Schwarzenegerem w roli czarnoskórej May Day i jedyną gwiazdą wieczoru - Walken'em, która przy tak słabej kopii filmu "Goldfinger" nie świeciła zbyt jasno.

A opowiadanie? Całkiem ciekawe. Bond podczas pobytu we Francji, rozmyślając o znalezieniu jakiejś kobiety ("Kurwy!?"), zostaje wtajemniczony w sprawę zabitego kuriera na motorze. Bond dostaje zadanie rozwiązania zagadki, by przy okazji przytrzeć nosa ludziom z NATO.

Najciekawszym momentem są chyba rozważania Bonda na temat Francji i jej mentalności. Prawdopodobnie Fleming docenia kraj, jako architekturę i krajobraz. Jednak ocena postawy Francuzów niekoniecznie jest łaskawa. A wątek sensacyjny pomimo tego, że jest dobry, to jakoś specjalnie się nie wybija.


Ściśle tajne - dziwna sprawa, zbiór nazywa się "Tylko dla twoich oczu", a to jest tytułowe opowiadanie. Szanuję tłumacza Roberta Stillera, ale myślę, że w pewnych sytuacjach nie ma konieczności z premedytacją i na chama zmieniać tytułu oficjalnie przyjętego. W jednym ze starych wydań Bonda, można przeczytać inne ciekawe tłumaczenia tytułów Fleminga (całe szczęście niewiele z nich wyszło na rynek, ale propozycje były). Do tego najbardziej kuriozalnego doszło przy tłumaczeniu książki pod tytułem "Moonraker". Propozycja Stillera to "Można się sparzyć, czyli z motyką na księżyc". I co najśmieszniejsze, teoretycznie miał rację tworząc taki tytuł. Amerykańskie wydanie "Moonrakera" miało zmieniony tytuł na 'Too Hot too Handle', a samo 'Moonraker' oznacza drapać księżyc, czyli robić coś głupiego. Ten dziwny tytuł to po prostu zlepek dwóch tytułów, przetłumaczony na "bardzo nasz język". Podobna sytuacja była z "Casino Royale" - w USA wyszło pod nazwą 'You Asked For It'. Stiller zrobił z tego: "Sam chciałeś te karty, czyli Casino Royale". W tym samym wydaniu można przeczytać zapowiedź książki 'For Your Eyes Only', czyli według Stillera - "Czego oczy nie widzą". Jakim cudem oficjalnie został tytuł "Ściśle tajne", tego za cholerę już nie wiem.

Film, był najlepszym dziełem, jakie mogło się trafić Moore'owi. Po słabych "Szpieg, który mnie kochał" i "Moonrakerze" przyszedł czas na powrót do klimatu z pierwszych części przygód o Bondzie. Mi to bardzo pasowało i stawiam go na równi z pierwszą szóstką filmów.

Niemal całe opowiadanie zostało wykorzystane w filmie, a raczej w pierwszych trzydziestu minutach filmu. Ciekawa jest opinia Bonda na temat sytuacji na Kubie, gdzie Castro walczy z Batistą. Jamesa to mało obchodzi, ale jeżeli miałby za kogoś trzymać kciuki, to za Castro. Nie wiem, jaki wydźwięk miałoby to w tamtych czasach, ale całkiem ciekawa sprawa do rozgryzienia z punktu widzenia lat sześćdziesiątych. Za dużo opisu wędrówki, która się dłuży i dłuży. Ale jest to dobre opowiadanie i o wiele lepsze od poprzedniego.


Wskaźnik ukojenia - czyli 'Quantum of Solace'.

Filmu nie chce mi się komentować za bardzo. Widziałem raz i po genialnym "Casino Royale", ten wyglądał poprostu słabo.

Samo opowiadanie jest najlepszą częścią tego zbioru. I uważam, że każdy powinien je przeczytać. Wszystko się zaczyna od tego, że Bond na nudnej imprezie rzuca na odwal gadkę, że gdyby miał się ożenić zrobiłby to ze stewardesą. Jedna z szych opowiada o swoim dawnym znajomym, który zrobił coś takiego. Całe opowiadanie, to poprostu monolog na temat pewnej nieszczęśliwej miłości. Fleming pokazuje tutaj swój kunszt. Dla mnie arcydzieło z szokującym końcem!


Ryzyko - a oryginalna nazwa to nie Risk, a 'Risico'.

Filmu brak. I jest szansa, że idąc za modą wykorzystywania niewykorzystanych tytułów, niedługo i ten zostanie oficjalnym tytułem. Jednak sama fabuła została wykorzystana w filmie "Tylko dla twoich oczu". 90% tego co się dzieje na ekranie po pierwszych trzydziestu minutach to właśnie "Ryzyko". Co śmieszniejsze, ponoć nigdy nie wykorzystano tego tytułu, bo Michael G. Wilson powiedział, że nikt nie wie co to do końca znaczy... Pojęcia nie mam, czy to jakiś żart, czy rzeczywiście to miał na myśli.

Samo opowiadanie jest najsłabszym ogniwem. Pierwszy raz się zdarzyło, abym w jakimś dziele Fleminga nie mógł znaleźć jakiegoś dobrego cytatu, myśli wartej przepisania do zeszytu. Jest to chyba najbardziej dynamiczna historia z ciekawymi postaciami, ale okazało się, że zabrakło typowej dla Fleminga masturbacji opisami. Jest to średnie opowiadanie z trochę naiwną końcówką. Szczerze powiedziawszy wstydziłbym się coś takiego napisać i wydać.


Specjał Hildebranda - 'The Hildebrand Rarity'.

Filmu brak. Tak samo, jak w przypadku 'Risico'. Nie ma również liter 'O' w tytule, więc nikła szansa na razie, by się pojawił. Jakby można było zrobić tytuł bez 007 wychodzącego z tytułu na plakacie? Ale bardzo dużo scen z opowiadania wzięto do filmu "Licencja na zabijanie". Film ten był raczej mocno zjechany, ale myślę, że po latach można go całkiem nieźle ocenić. Nie było to jakieś wybitne kino, ale typowy średniak z moim ulubionym Bondem - Daltonem.

Opowiadanie traktuje o rybie, tytułowym Specjale Hildebranda. Za złapanie takiego trupa, Milton Krest - zadufany w sobie facet, bijący żonę, prawdopodobnie impotent - dostanie kupę forsy. Zatrudnia Bonda, który jest na urlopie, by złapał mu ten okaz. Problem polega na tym, że Krest do wszystkich zwraca się, jak do niewolników. A cała fabuła przypomina historyjki typu 'Who dunnit?".

Kawał dobrej roboty. Może wątek połowu ryb jest za długi. Ale da się czytać i przeżywać! Uważam, że zajmuje drugie miejsce po "Wskaźniku ukojenia". Postać Kresta, skurczybyka, jest kapitalnie stworzona i jest to kolejna negatywna postać Fleminga, która ma osobowość.


Podsumowując już. Pierwszy zbiór opowiadań, nie przeznaczony dla dzieci, który mi się rzeczywiście podobał. Podejrzewam, że to za sprawą tego, że się interesuję Bondem od kilku książek i dlatego łatwiej mi przełknąć te krótkie historyjki. Według Johna Griswolda, jakiegośtam znanego bondologa, istnieje nawet chronologia tych opowiadań. W jaki sposób do tego doszedł nie wiem. Ale po "Goldfingerze" powinno się czytać w kolejności: "Ryzyko", "Wskaźnik ukojenia", "Specjał Hildebranda", "W perspektywie mordu" i "Ściśle tajne".

Sam mogę polecić ten zbiór. Jeśli ktoś potrafi czytać takie krótkie wypociny. Wszystkim za to polecam "Wskaźnik ukojenia". To jedno z najlepszych niesensacyjnych opowiadań, jakie czytałem.


Opinia po pół roku:

Niestety. Nawet Fleming nie potrafił mnie przekonać do zbiorów opowiadań. Nie oznacza to, że są one złe, ale patrząc na to z perspektywy kilku miesięcy, okazuje się, że jako całość nie zasługuje na wysokie miejsce w rankingu książek napisanych przez Fleminga.

Okazało się również, że można znaleźć warty cytat do przepisania z "Ryzyka", jednak i tak jest to najsłabsze opowiadanie z kolekcji. Jeśli już brać tom do ręki to dla "Wskaźnika ukojenia" i "Specjału Hildebranda". Pozostałe są raczej średnie. Ja sam traktuję tom "Tylko dla twoich oczu", jako pauzę między częściami o Smierszu, a częściami o SPECTRE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...