sobota, 13 listopada 2010

Ian Fleming - Szpieg, który mnie kochał
















Data ukończenia: 27 lipca 2010

Data utworzenia recenzji: 28 lipca 2010

Recenzja:

Film, obok "Moonrakera", uważam za totalny niewypał. Nie wiem, jak można było tak drastycznie odejść od pewnej formuły, jaką się wypracowywało. Ponoć była to wina tego, że pierwsze dwa filmy z Rogerem Moorem uzyskiwały niskie oceny. Postanowiono więc zaszaleć. I tak powstał film, który posiada wszystko to, co powinien mieć luźny film sensacyjny, a co do mnie w ogóle nie przemawia. Z książką mogło być tylko lepiej, zwłaszcza, że nic z tego ekranowego "Szpiega..." nie zostało zaczerpnięte z powieści. Fleming nie był zadowolony ze swojego literackiego dzieła i pozwolił jedynie wykorzystać tytuł książki.

Całość dzieli się na 3 części, które stopniowo wprowadzają bohaterów.

Część pierwsza nosi tytuł: JA. I na samym początku osoby niedoinformowane mogą przeżyć szok. Całość jest napisana w pierwszej osobie. I to nie byle jakiej, bo w osobie Viv Michel - pewnej młodej Kanadyjki, która pilnuje w nocy pustego motelu. Rozmyślając o swoim życiu, które zaprowadziło ją do tego miejsca, oczekuje na przybycie ludzi właściciela motelu, którzy mają wynieść sprzęt.

Rozdziały zawarte w tej części można by określić, jako typowe dla Harlequina, Coelho itp. Widzimy, jak ciężkie jest życie porządnej, młodej kobiety, która wkracza w świat seksu, pettingu i innych wyszukanych zagranicznych nazw. Która jest wykorzystywana, zdradzana i po wszystkim zniesmaczona mężczyznami.

Część druga nosi tytuł: ONI. Przybywają tutaj dwaj panowie do motelu. Spluwak i Horror. Którzy pokazują, jaki mają stosunek do Viv. Podteksty seksualne, klimat niczym z książek noir. Dochodzi do pobicia, prawie do gwałtu. Gdy nagle słychać dzwonek do drzwi i pojawia się osoba, na którą wszyscy czekają, by wymierzyła sprawiedliwość. I to nie tylko dlatego, że to główny bohater, ale dlatego, że te dwa typki potrafią wkurzyć czytelnika do tego stopnia, że życzy się im tej śmierci.

Część trzecia: ON. I Bond pojawia się dopiero po 2/3 książki. I nawet nie zostaje w niej do końca. James łapie gumę i przez przypadek wpada do motelu. Sam wykonywał misję ścigania agentów SPECTRE, czyli jest to taki przerywnik w Trylogii Blofelda. Chociaż według chronologii Griswolda, "Szpieg..." dzieje się między 5, a 6 rozdziałem "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości". Czy to prawda przekonam się po następnej części.

Książka jest zazwyczaj bardzo słabo oceniana. Uważam, że to był bardzo dobry eksperyment. Poniżana dziewczyna Bonda we wszystkich książkach, w dziesiątej odsłonie dostaje usta i zaczyna mówić. Mało Bonda w Bondzie niestety, i to spowodowało takie oceny. Ale jeśli popatrzeć na taką pierwszą część książki, to można śmiało rzec, że każdy może być takim Coelho, w każdych czasach. Bo to co Fleming zrobił, nie odstaje w żaden sposób, od opisywania kobiet przez Schmitta czy właśnie Coelho. To jest bardzo dobra książka, która lepiej jest pewnie oceniana przez kobiety, gdyby przymknęły oko, że jest to kolejna część przygód 007.


Opinia po czterech miesiącach:

Wgłębiłem się nieco w negatywne opinie osób, które przeczytały powieść i zaczynam rozumieć o co im chodzi. Największym problemem jest seksizm. Główna bohaterka sama opisuje, że każda kobieta lubi być na wpół zgwałcona. Co tylko pokazuje po raz kolejny, jaki Fleming ma stosunek do kobiet. Chociaż czytając książkę, szczerze powiedziawszy można nie zauważyć takich niuansów, to jednak one się tam rzeczywiście znajdują.

Nie mniej jednak jest to całkiem ciekawa powieść, całkiem udany eksperyment, który już nie został więcej powielony i dlatego warto się nią zainteresować, jako odskocznią od typowych przygód 007.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...